Reklama

Reklama

Klasyk w Łodzi z Legią w głównej roli

Widzew i Legia kilkanaście lat temu walczyły ze sobą o mistrzostwo Polski. W sobotę w Łodzi stawką znów może być tytuł, ale tylko dla warszawskiej drużyny. Ewentualne zwycięstwo lidera w 26. kolejce znacznie przybliży zespół Macieja Skorży do tego celu.

Zobacz szczegóły z T-Mobile Ekstraklasy! Tabela, terminarz, wyniki!

Ligowy klasyk, który w latach 90. elektryzował piłkarską Polskę, ostatnio znacznie lepiej kojarzy się stołecznym kibicom. Trudno się dziwić, skoro w obecnym stuleciu Widzew ani razu nie pokonał "odwiecznego" przeciwnika, na dodatek przegrał jedenaście ostatnich meczów w Ekstraklasie.

Emocji i podtekstów w sobotę na pewno jednak nie zabraknie. W przeszłości Widzew dzięki zwycięstwom na Łazienkowskiej znacznie przybliżał się do mistrzostwa (1996) lub od razu je sobie zapewniał (1997). Teraz Legia ma okazję do rewanżu - pięć kolejek przed końcem rozgrywek prowadzi z przewagą trzech punktów nad Śląskiem Wrocław.

Reklama

Widzew jest dopiero dziesiąty. Dzięki udanej rundzie jesiennej podopieczni Radosława Mroczkowskiego już zimą mieli praktycznie zapewnione utrzymanie. Wiosna miała być ciekawa tylko z dwóch powodów - derbowego starcia z ŁKS (1-1 w miniony poniedziałek) i najbliższego z Legią.

Przykładem, jakie emocje wzbudza rywalizacja obu klubów, był gest Marcina Mięciela w jesiennym spotkaniu Widzewa z... ŁKS. Po strzeleniu gola dla gości były napastnik Legii podbiegł do sektora najwierniejszych fanów Widzewa i pokazał im palcami "elkę" (znak kibiców z Łazienkowskiej).

Na szczególną otoczkę towarzyszącą zmaganiom Widzewa i Legii złożyły się mecze, które przeszły do historii nie tylko polskiej piłki. Jesienią 1994 roku starcie obu drużyn w Łodzi stacja Eurosport okrzyknęła mianem meczu weekendu na kontynencie. W obecności 19 tysięcy widzów - taką pojemność miał łódzki stadion przed zamontowaniem krzesełek - padł remis 1-1.

W maju 1996 roku łodzianie - prowadzeni wówczas przez Franciszka Smudę - wygrali na Łazienkowskiej 2-1, chociaż przegrywali 0-1. Na dworzec Warszawa Powiśle przyjechały tego dnia dwa pociągi wypełnione kibicami gości. Wygrana widzewiaków przybliżyła ich do tytułu, który zdobyli dwa tygodnie później.

W czerwcu 1997 roku obie drużyny znów spotkały się w stolicy. Do 90. minuty legioniści prowadzili 2-0, ale ostatecznie przegrali 2-3. Widzewiacy świętowali wówczas drugi z rzędu tytuł mistrza Polski. Jeszcze godzinę po meczu wielu kibiców Legii nie opuszczało trybun - nie wierzyli w wynik na tablicy świetlnej...

Warszawiacy częściowo zrewanżowali się dwa miesiące później, gdy w spotkaniu o Superpuchar zwyciężyli 2-1. Tym razem to oni przegrywali 0-1, ale potrafili odwrócić losy meczu. Piłkarze ze stolicy okazali się lepsi również w październiku 1997 roku - wygrali 3-1.

W kolejnych trzech latach nie było meczu Widzewa z Legią, który przeszedłby bez echa. W kwietniu 1999 roku łodzianie prowadzili u siebie z Legią już 2-0, ale goście doprowadzili do wyrównania. Ostatni cios zadali jednak widzewiacy. W 75. minucie zwycięstwo 3-2 zapewnił im Radosław Michalski, który przeszedł do Widzewa w 1996 roku z... Legii.

W kwietniu 2000 roku Widzew wygrał 3-2, a tym razem zwycięską bramkę zdobył w 90. minucie Dariusz Gęsior.

To była ostatnia - jak dotąd - wygrana łodzian w klasyku. Od tego czasu dwukrotnie padł remis, a następnie Legia odniosła 11 zwycięstw.

W sezonie 2001/02 oba zespoły na skutek m.in. nowinek regulaminowych (podział ekstraklasy na dwie grupy) nie zmierzyły się ze sobą.

Fani Legii zapewne najchętniej wspominają spotkanie z czerwca 2004 roku. Rozbity i już zdegradowany łódzki zespół przyjechał na Łazienkowską jak na ścięcie. Skończyło się na 6-0 dla Legii, a jedną z bramek zdobył z rzutu karnego bramkarz Artur Boruc.

W czerwcu 2010 roku Widzew wrócił do ekstraklasy (wcześniej awansował również w 2006 roku, ale tylko na dwa sezony), dzięki czemu historia ligowego klasyku może być kontynuowana.

W październiku 2011 legioniści wygrali u siebie 2-0 (Michał Żyro, Rafał Wolski), na dodatek trzy dni później ograli widzewiaków w Pucharze Polski 3-0 (Jakub Wawrzyniak, Manu, Wolski). Po tych porażkach cierpliwość łódzkich kibiców wyczerpała się. Po powrocie drużyny z Warszawy głośno wyrazili przed siedzibą klubu sprzeciw wobec postawy swoich piłkarzy.

W sumie obie drużyny w ekstraklasie mierzyły się 63 razy. Legia triumfowała w 28 przypadkach, 17 razy odnotowano remis, a w 18 spotkaniach górą był Widzew.

Obecnie z ligowego klasyku została głównie nazwa, ale tradycja zobowiązuje. To przecież jedyne polskie drużyny, które występowały w Lidze Mistrzów - Legia w sezonie 1995/96, Widzew w następnym.

Początek sobotniego meczu o godz. 18.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje