Kibice Widzewa mają dość. Dostało się wszystkim - piłkarzom, działaczom i prezesowi
Widzew broni się przed spadkiem, a jego gra, zwłaszcza w ofensywie, jest fatalna. Kibice łódzkiego klubu mają już dość i podczas meczu rozpoczęli protest. Od początku spotkania nie prowadzą dopingu, nie wywiesili też flag, a jedynie transparenty, uderzające w piłkarzy, działaczy i prezesa klubu.

Jeszcze w trakcie poprzedniego sezonu Widzew zyskał bardzo bogatego sponsora. Robert Dobrzycki zainwestował olbrzymie pieniądze. Na transfery wydano prawie 23 mln euro, w tym rekordowe w polskiej lidze 5,5 mln euro za Osmana Bukariego.
Wyniki są jednak grubo poniżej oczekiwań. Zespół prowadzi już czwarty trener, a drużyna jest w strefie spadkowej. Gra w defensywie jest poprawna, ale Widzew zawodzi w ataku i spadek staje się bardzo realny.
Mimo słabych wyników kibice dopingowali drużynę, jeździli na mecze wyjazdowe i byli z drużyną na dobre i na złe. Miarka jednak przebrała się po porażce w Radomiu. Zagrożenie spadkiem sprawiło, że cierpliwość kibiców zaczęła się wyczerpywać.
Od początku meczu z Motorem nie było dopingu, nie było też flag a na sektorze najbardziej zaufanych kibiców zawisł tylko jeden transparent. "Dostaliście od nas wszystko - wiarę, wsparcie, zaufanie, szacunek. W zamian dostaliśmy wstyd, hańbę, brak zaangażowania. To koniec głaskania."
Widzew strzelił bramkę w 15 minucie, ale i tak dostało się też działaczom Widzewa. "Partacze wy…..ć z Widzewa. Adamczuk, Burlikowski jesteście pierwsi na naszej liście" - to treść kolejnego transparentu. To właśnie Dariusza Adamczuka i Piotra Burlikowskiego kibice winią za nietrafione transfery i widmo spadku.
Kolejnym, którego wizerunek "zawisł" na płocie był prezes Widzewa - Michał Rydz. Jemu na razie kibice pokazali "żółtą kartkę".










