Kanonada w Ekstraklasie. Siedem goli, jeden "skasowany". Nawrocki nie pomógł
Lechia Gdańsk zremisowała 3:3 z Motorem Lublin w ostatnim meczu 4. kolejki Ekstraklasy. Gospodarze objęli prowadzenie już w 3. minucie spotkania, ale potem dwukrotnie musieli odrabiać straty. Obecność na trybunach prezydenta Karola Nawrockiego nie przyniosła im szczęścia. Pozostają w tym sezonie bez zwycięstwa i szorują po dnie ligowej tabeli z trzema punktami na minusie.

Na trybunach Polsat Plus Areny zasiadł prezydent RP Karol Nawrocki. Dla Lechii nadarzała się więc znakomita sposobność, by zainkasować pierwszy komplet punktów w tym sezonie. W trzech wcześniejszych potyczkach zaliczyła dwie porażki i remis.
Przed pierwszym gwizdkiem jedna rzecz była jednak pewna. Nawet spektakularny triumf nie gwarantował gdańszczanom opuszczenia ostatniego miejsca w tabeli. Do rozgrywek - z uwagi na finansowe zaległości - przystąpili bowiem z pięcioma punktami na minusie.
Na Wybrzeżu meldowała się tymczasem drużyna, która w poprzednim cyklu wygrała tutaj 2:0. A w ubiegłym miesiącu pokonała Lechię również w przedsezonowym sparingu. 120-minutową potyczkę Motor wygrał 5:3.
Tak kibice przywitali Karola Nawrockiego. Wymowny transparent na meczu Lechia Gdańsk - Motor Lublin
Błyskawiczne otwarcie Lechii. Potem ciosy sypały się z obu stron
Obecność na widowni głowy państwa zmobilizowała gospodarzy, bo do siatki lublinian trafili już w 3. minucie. Z narożnika pola bramkowego uderzył bez przyjęcia Tomasz Bobczek, a tuż przed linią bramkową dopadł jeszcze do piłki Bohdan Wjunnyk i dopełnił formalności. Znakomite otwarcie spotkania.
Ekipa Johna Carvera nie cofnęła się po objęciu prowadzenia. Zaatakowała z jeszcze większym impetem i niewiele brakowało, by zadała drugi cios po kolejnych pięciu minutach. Po strzale Rifeta Kapicia futbolówka zmierzała pod poprzeczkę, gdy z najwyższym trudem na korner wyekspediował ją Ivan Brkić.
W 19. minucie piłkę głową do bramki Lechii skierował Karol Czubak. Gol nie został jednak uznany. Jak wykazała analiza VAR, napastnik Motoru znajdował się na pozycji spalonej.
Ten sam zawodnik dopiął jednak swego, gdy do końca pierwszej połowy pozostawało mniej niż kwadrans. Oszukał w polu karnym Eliasa Olssona i doprowadził do wyrównania. A w 41. minucie było już 1:2, gdy skutecznym uderzeniem sprzed pola karnego popisał się Ivo Rodrigues.
Do Lechii wrócił zatem koszmar z poprzedniego sezonu. Wtedy też obie bramki lublinianie zdobyli na przestrzeni trzech minut. Tyle że na przerwę żadna z drużyn nie schodziła z przewagą. Po błędzie defensywy gości udanie przymierzył Bobczek i zrobiło się 2:2.
Po zmianie stron ekipa z Lubelszczyzny potrzebowała niespełna 10 minut, by ponownie wyjść na prowadzenie. Tym razem nie po akcji, lecz po stałym fragmencie gry. W kapitalny sposób rzut wolny wykonał Bartosz Wolski. Piłka wpadła w "okienko", stojący między słupkami Szymon Weirauch nie miał nic do powiedzenia.
Koniec kanonady? Nie tym razem. Szalał w ofensywie Bobczek, który blisko szczęścia był aż trzykrotnie. Raz zatrzymał go kolejną znakomitą interwencją Brkić, później gości ratował słupek, a w kolejnej akcji - minimalnie niecelne uderzenie.
Dopiero w 79. minucie efekt przyniosła indywidualna szarża Camilo Meny. Kolumbijczyk poszedł na przebój, minął prostym zwodem ostatniego defensora i po chwili ponownie mieliśmy remis. Piłka przeleciała między nogami chorwackiego golkipera i zatrzymała się w siatce.
Lechia pozostaje w tym sezonie bez zwycięstwa na koncie. Terminuje na dnie tabeli. Minus trzy punkty po czterech kolejkach wygląda więcej niż ponuro.









![Najlepsze loby - Wimbledon 2026 kobiet [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N1CTZ50M4RG1R-C401.webp)



