Kandydat do mistrzostwa poległ. Tak skończył się Śląski Klasyk. Cztery gole
O godz. 20:15 w Katowicach rozpoczęło się spotkanie 23. kolejki Ekstraklasy pomiędzy GKS-em a Górnikiem Zabrze. W pierwszej połowie oglądaliśmy dwa trafienia, obie ekipy schodziły do szatni przy remisie 1:1. Po przerwie to gospodarze wyszli na prowadzenie, które utrzymali do ostatniego gwizdka. GKS triumfował 3:1 w Śląskim Klasyku.

Jeszcze niedawno Górnik Zabrze zajmował fotel lidera tabeli, drużyna Michala Gasparika była postrzegana jako kandydat do mistrzostwa. I nadal bije się o koronę, z tym że nie potrafiła zgarnąć kompletu punktów w trzech ostatnich meczach. Przegrywała 0:1 z Lechem Poznań i Pogonią oraz zremisowała 1:1 z Termaliką Nieciecza.
W sobotę Górnik przyjechał do Katowic na mecz z GKS-em. Ekipa Rafała Góraka w zeszłym tygodniu przegrała 1:2 z Arką Gdynia, ale wcześniej zremisowała 1:1 z Legią Warszawa oraz pokonywała Widzewa Łódź (1:0) i Zagłębie Lubin (2:0).
GKS - Górnik w 23. kolejce. Cztery gole w Katowicach
Śląski Klasyk rozpoczął się o godz. 20:15. Był to ostatni mecz z sobotniego terminarza. Od pierwszych minut działo się naprawdę wiele. Obie drużyny były nastawione na atakowanie. Akcja przenosiła się od jednej do drugiej bramki. Intensywność stała na naprawdę wysokim poziomie. Na początku starcia świetną okazję zmarnował Sondre Liseth.
Wynik spotkania w 23. minucie otworzyłBartosz Nowak, który mocno kropnął na krótki słupek z bardzo bliskiej odległości. Bramkarz Górnika w tej sytuacji był bezradny.
Minuta 25. to już niezła próba Yvana Ikia Dimiego. Francuz strzelił płasko, piłka przemknęła tuż obok słupka. Jeszcze przed gwizdkiem oznaczającym koniec pierwszej połowy goście doprowadzili do wyrównania. Wszystko za sprawą trafienia Lisetha, który wcześniej zawiódł.
Tym razem Norweg świetnie wykorzystał podanie Patrika Hellebranda. Nabiegł na futbolówkę w tempo, z dużym impetem. To przyniosło Zabrzanom bramkę na 1:1.
W drugiej części gry to ekipa Gasparika mogła na prowadzenie. Około 57. minuty zakotłowało się pod polem karnym GKS-u. W słupek z dystansu uderzył Maksym Khlan. Na tablicy wyników nadal widniał remis 1:1.
Na trybunach stadionu w Katowicach zawitał Jan Urban, który na żywo śledził sobotnie zmagania. Być może selekcjoner spoglądał na piłkarzy z potencjałem na powołanie do reprezentacji Polski.
Zarówno gospodarze, jak i goście próbowali kreować kolejne sytuacje, jednak rzadko były one klarowne. Przełom nastąpił w 86. minucie. Marcel Wędrychowski (który pojawił się na murawie z ławki rezerwowych) dopadł do odbitej przez bramkarza Górnika piłki, przyjął ją na klatkę piersiową, a następnie wcisnął do siatki. Katowiczanie wyszli na prowadzenie 2:1. Trzeciego gola z rzutu karnego dołożył Arkadiusz Jędrych.
Do kontrowersyjnej sytuacji doszło pod koniec spotkania, kiedy to wspomniany Wędrychowski we własnym polu karnym zagrał piłkę ręką. VAR nie dopatrzył się jednak rzutu karnego. Chwilę później "jedenastkę" po faulu na Ilii Szkurinie sędzia podyktował dla GKS-u. Mecz zakończył się wygraną gospodarzy 3:1.
Oznacza to, że Górnik poniósł drugą porażkę z rzędu. Nie da się ukryć, że w Zabrzu nastał kryzys. Goście zajmują na ten moment 5. miejsce (34 pkt). Zespół Rafała Góraka jest 10. (30 pkt).











