Reklama

Reklama

Kamil Kosowski: Przygotowania zimowe w Polsce są dziwne

Już za niespełna tydzień Ekstraklasa wznawia rozgrywki. - Przygotowania zimowe w Polsce są dziwne i czasami przewracają wszystko do góry nogami – mówi w rozmowie z Interią Kamil Kosowski i zdradza, co decydowało o tym, że Wisła za Henryka Kasperczaka, tak dobrze radziła sobie w lidze.

Interia: Czeka pan z utęsknieniem na powrót Ekstraklasy?

Reklama

Kamil Kosowski - były piłkarz Ekstraklasy: - Jak każdy kibic wyczekuję, bo  co prawda ta przerwa nie była długa, ale końcówka tej rundy jesiennej była obiecująca. Wszyscy czekają na start tej ligi i ja również.

Kto według pana zrobił najlepsze transfery do tej pory?

- Na pewno Legia Warszawa tutaj bije wszystkich na głowę. Wydaję mi się, że tak będzie przez dłuższy okres czasu. Natomiast czy te transfery  wypalą na boisku, to już jest inna sprawa. Musimy zaczekać miesiąc, może dwa i możemy ewentualnie oceniać. Jagiellonia też ciekawie zagrała na rynku transferowym. Zrobiono również dużo zmian w Wiśle Kraków. Na oceny musimy jednak trochę zaczekać, ale patrząc na nazwiska, to na pewno Legia zrobiła najlepsze ruchy.

Patrząc na zawodników, którzy odeszli, to Legia też będzie u pana na pierwszym miejscu, jeśli chodzi transfery?

- Tak, choć wydaję mi się, że piłkarze, którzy odeszli z Legii, zwłaszcza Prijović i ten drugi napastnik... Jak on miał na nazwisko?

Nikolić.

- No widzi pani, już o nim zapomniałem. To byli mocni piłkarze, jeżeli chodzi o polską ligę, choć Prijović pokazał się też trochę w Europie. Nikolić w europejskich pucharach zbytnio Legii nie pomógł. Jeżeli rywalem był mocniejszy zespół, to Nikolić był praktycznie niewidoczny. Legia dużo straciła i wizerunkowo, i na wartości drużyny pozbywając się ich. Zarobiła jednak na tym dużo pieniędzy. To normalne, że polskie kluby tych najlepszych piłkarzy będą tracić. Taka jest rola polskich klubów, żeby oddawać najlepszych zawodników do trochę mocniejszych i bogatszych lig. Chodzi o to, żeby oprócz tego poziomu sportowego, zarabiać jeszcze na tym pieniądze. 

- Legia to jest klub, który teraz dysponuje budżetem, nawet już powiedziałbym europejskim i cele przed tym zespołem będą stawiane coraz wyższe. Ewentualne niepowodzenie w lidze, niewygranie mistrzostwa, brak awansu do Ligi Europejskiej czy Ligi Mistrzów, będzie zmarnowanym sezonem.

Kto według pana ma teraz największe szanse na mistrzostwo w Ekstraklasie? Dalej faworytem jest Legia?

- Ja czekam na Jagiellonię Białystok. Od kilku sezonów trener Probierz zawsze skarżył się na to, że drużyna jest sukcesywnie osłabiana w tej przerwie zimowej i nie ma kim powalczyć o mistrzostwo, a teraz wszyscy zostali. Do tego dołączyli nowi piłkarze na tę rundę wiosenną i jeżeli tutaj ktoś ma zagrozić Legii, to jedynie Jagiellonia. 

- Lechia Gdańsk to drużyna, która potrafi bardzo ładnie grać, ale jest mało solidna i stabilna. Nigdy jednak nic nie wiadomo. Lechia jest zainteresowana Kuciakiem, który zagwarantowałby spokój w bramce. Liga naprawdę może być ciekawa.

Z pana odpowiedzi wnioskuję, że jednak to Legia ma najlepsze notowania, a Jagiellonia tylko może  zaskoczyć?

- Jeżeli ktokolwiek wygra ligę zamiast Legii, to dla mnie będzie dużym zaskoczeniem, a w Warszawie ogromnym rozczarowaniem. Patrząc na 50 mln euro budżetu Legii, nie można sobie stawiać innych celów, jak wygranie ligi i awans do Ligi Mistrzów. Każde inne rozwiązanie w naszej lidze będzie zaskoczeniem, ale liga ma być ciekawa. Mam nadzieję, że Legia nie będzie na nią miała monopolu i będą zespoły, które się jej przeciwstawią. 

- Po dotychczasowych sparingach, nie wygląda to różowo, jeśli chodzi o Legię. Pod koniec minionego roku oni potrafili pokazać, jak się gra w piłkę. Nawet w Lidze Mistrzów Legia zagrała fantastyczne mecze, zostawiając całą naszą Ekstraklasę w tyle. Jak by zagrali cały taki sezon, to losy mistrzostwa byłyby już dawno rozstrzygnięte.

Widzi pan w Ekstraklasie jakąś drużynę, która może nie będzie bić się o najwyższe cele, ale ma potencjał, żeby zaskoczyć wszystkich dobra grą?

- Ja cały czas czekam na Burk-bet Termalicę. Wynik już zrobili, pierwsza ósemka osiągnięta. Trener Michniewicz ma kilku piłkarzy o nieprzeciętnych umiejętnościach technicznych. Mam nadzieję, że pozwoli na większy luz na boisku, bo do tej przerwy zimowej Termalica nie grała ładnie, ale skutecznie. Kiedy widmo spadku nie będzie nad nimi wisiało, mam nadzieję, że trener da się trochę bardziej pokazać tym zdolnym piłkarzom na boisku.

Na dole tabeli też zapowiada się emocjonująca walka. Kto będzie miał największe trudności w utrzymaniu się w Ekstraklasie?

- Ciężko skazywać kogoś na porażkę i spadek, ale na pewno w trudnej sytuacji jest Ruch Chorzów. Zwłaszcza myślę tu o tych ujemnych punktach. Trener Fornalik i jego piłkarze będą mieli bardzo ciężkie zadanie. Jeżeli miałbym kogoś typować, to jest to raczej główny kandydat do spadku ze względu na odebrane punkty.

- Górnik Łęczna też może opuścić naszą Ekstraklasę. Jet nowy trener, widać jakieś nakłady finansowe, są nowi piłkarze. Franciszek Smuda nieraz udowadniał, że z niczego potrafił zrobić fajną drużynę i może zaskoczyć, ale mimo to myślę, że drugim kandydatem do spadku jest Górnik. Cracovia moim zdaniem ma drużynę na pierwszą ósemkę. Zagadką dla mnie natomiast jest Korona Kielce, która zaczęła przy trenerze Bartoszku grać fajną, ofensywną piłkę i punktować. Ale to jest jedna wielka niewiadoma. 

- Dużo zależy od przygotowań. Nie wiem, czy trener Smuda dalej sam przygotowuje zespół czy ma do tego wyspecjalizowaną kadrę, czy jest trener od przygotowania fizycznego, czy sam to robi. Nie wiem, jak jego obciążenia treningowe zniosą piłkarze Górnika. Dużo jest tych składowych. Jakbyśmy byli po trzech, czterech kolejkach, mógłbym już powiedzieć coś więcej, bo te przygotowania zimowe w Polsce czasami przewracają wszystko do góry nogami.

Są zbyt ciężkie dla piłkarzy?

- Myślę, że są dziwne. Niektórzy trenerzy przykręcają śrubę zbyt mocno, inni za dużo  folgują i świetnie zaczynają, ale później jest regres w dół i drużyna nie ma siły, żeby pociągnąć wynik w meczu. Ci bardziej zmęczeni dwa, trzy pierwsze mecze zaczynają grać na wstecznym, a później jest wszystko super i odbijają się w górę. Tutaj duże pole do popisu mają ludzie, którzy odpowiadają  za przygotowanie fizyczne. To są trenerzy wyspecjalizowani, też często dobrze opłacani. Trafienie z optymalną formą, to jest ta najważniejsza kwestia. Może nie od razu w pierwszy mecz, ale ten drugi, trzeci już tak.

Myśli pan, że przygotowanie fizyczne w zimie kuleje w polskich klubach? Piłkarze często później narzekają na zmęczenie.

- Wydaję mi się, że tak. Zawodowi trenerzy od przygotowania fizycznego są niedoceniani. To nie jest ta wartość, którą widzi się na zachodzie. Nie są też tak dobrze opłacani, jak za granicą. Nie mamy również tak szanowanych trenerów od przygotowania fizycznego, jak w innych ligach. Ja mam przykład Łukasza Bortnika, który pracuje w Izraelu, zamiast w Polsce. Niestety, nie znalazł wspólnego języka z najlepszymi zespołami w Ekstraklasie. Pracuje za granicą i pokazuje, że się da. Wcześniej był w Bełchatowie, a później zniknął. Potem był Widzew, ale Łukasz chyba był zbyt profesjonalny i w Polsce się nie przebił. Na pewno tu jest duże pole do popisu, jeżeli chodzi o nasza ligę  i przygotowania do sezonu. Przygotowanie fizyczne zaczyna odgrywać decydującą rolę, bo umiejętności piłkarskie są wyrównane. Kto ma więcej siły i świeższy umysł na boisku, ten wygrywa.

Trenerzy w Polsce nie mają jeszcze świadomości, jak ważne jest przygotowanie?

- Każdy trener chciałby mieć tak przygotowany zespół, żeby biegał przez 90 minut, piłkarze zawsze mieli świeżość i szybko dochodzili do siebie po cięższych fragmentach gry. Nie chciałbym tutaj nikogo obrażać, bo mamy bardzo dobrych trenerów w Polsce, natomiast jeśli chodzi o  trenerów przygotowania fizycznego, mnie już nie było dane pracować ostatnio z tymi trenerami, więc nie mogę się wypowiedzieć na ich temat. W Wiśle mieliśmy Ryszarda Szula, który był chyba takim jednym z pierwszych, jak nie pierwszym, pionierem w zakresie przygotowania fizycznego, który najpierw przychodził do nas raz w tygodniu, uczył nas techniki biegu, a później dopiero zaczynał nas przygotowywać. Wyniki widzieliśmy, bo pracował wtedy z Henrykiem Kasperczakiem, więc świetne sezony zaliczaliśmy. Ze szkoleniowcem Smudą trener Szul już jednak nie miał po drodze. Franz robił swoją robotę, trener Smuda swoją, a nasze nogi tego nie znosiły najlepiej. Współpraca między pierwszym trenerem i trenerem od przygotowania fizycznego musi być wzorowa. To tworzy cały ten kolektyw i wpływa na wynik.

Rozmawiała Adrianna Kmak

Dowiedz się więcej na temat: Kamil Kosowski | Lotto Ekstraklasa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje