"Judasz" uciszył cały Poznań. Nokautujący cios w 94. minucie meczu z Legią
Już w niedzielę czeka nas kolejny klasyk w Ekstraklasie. Walczący o mistrzostwo Polski Lech Poznań zagra u siebie z Legią Warszawa, która cały czas nie jest pewna ligowego bytu. Wynik ten meczu może zadecydować o mistrzowskim tytule, co w przeszłości zdarzało się wielokrotnie. Szczególnie bolesny cios "Kolejorz" otrzymał w 2017 roku, gdy w ostatniej akcji meczu gospodarzy pognębił ich były zawodnik.

Największą atrakcją 30. kolejki PKO BP Ekstraklasy bez wątpienia jest starcie Lecha Poznań z Legią Warszawa. Nie po raz pierwszy w historii polski klasyk może zadecydować o losach mistrzowskiego tytułu. Co jednak rzadko się dotychczas zdarzało, oba zespoły przed pierwszym gwizdkiem sędziego Piotra Lasyka znajdują się w kompletnie innym położeniu.
"Kolejorz" jest na dobrej drodze, by obronić mistrzowski tytuł. Na pięć kolejek przed końcem sezonu drużyna Nielsa Frederiksena jest liderem z trzypunktową przewagą nad znajdującymi się na podium Jagiellonią Białystok oraz Górnikiem Zabrze.
Dla Legii Warszawa z kolei sukcesem w tym sezonie będzie utrzymanie w Ekstraklasie. Przyjście Marka Papszuna pozwoliło ugasić ogromny pożar. "Wojskowi" jednak wciąż nie mogą być pewni swego - przed tą kolejką mieli zaledwie trzypunktową przewagę nad strefą spadkową. To nie daje bezpieczeństwa.
Wynik niedzielnego spotkania może mieć wręcz decydujący wpływ na losy mistrzostwa dla Lecha Poznań. Rodzi się tym samym pytanie, czy będziemy świadkami podobnie emocjonujących scen, jak tych z końcówki kampanii 2016/17?
Bolesny cios "zdrajcy". Trafienie Hamalainena odebrało Lechowi mistrzostwo Polski
Ogrom emocji przyniosło już jesienne starcie obu drużyn z tamtego sezonu. Przy Łazienkowskiej na gole czekano do ostatnich 30 minut meczu. Na gola Nemanji Nikolicia w doliczonym czasie gry skuteczną "jedenastką" odpowiedział Marcin Robak. Tuż po wyrównującym golu na murawie wybuchła ogromna awantura pomiędzy piłkarzami. Tuż po niej Legia wyszła z ostatnim atakiem - Legii triumf dał Kasper Hamalainen, piłkarz wyjątkowo nielubiany przez sympatyków Lecha.
Fin do Poznania trafił w 2013 roku, zdobywając z "Kolejorzem" mistrzostwo oraz Superpuchar. W jednej chwili jednak Hamalainen z bohatera stał się dla Poznaniaków wrogiem publicznym numer jeden. Spowodowała to decyzja o przejściu do Legii Warszawa tuż po wygaśnięciu umowy z Lechem. Kibiców rozwścieczył przede wszystkim fakt, że sam zawodnik wcześniej sygnalizował chęć opuszczenia Polski ze względów rodzinnych.
Hamalainen pognębił Lecha w rundzie jesiennej, a na wiosnę również był głównym aktorem klasyku rozgrywanego w ramach 28. kolejki, tuż przed podziałem ligi na grupę mistrzowską i spadkową. Stadion przy ulicy Bułgarskiej wybuchł z radości w 82. minucie, gdy gola po wrzutce w pole karne strzelił Tomasz Kędziora. Sześć minut później odpowiedział Maciej Dąbrowski.
Wszystko rozstrzygnęło się w czwartej minucie doliczonego czasu gry. Futbolówkę w pole karne Lecha z lewej strony boiska dogrywał Adam Hlousek. Niemiłosiernie wygwizdywany przez poznańską publikę Hamalainen wygrał pojedynek z Wołodymyrem Kostewczym i precyzyjną główką zaskoczył Matusa Putnocky'ego. Fin nie celebrował tego gola, lecz dla miejscowych nie było to istotne. Tuż po jego golu sektor najbardziej zagorzałych kibiców Lecha zamilkł.
Jeżeli spojrzymy w końcową tabelę sezonu 2016/17 możemy stwierdzić, że to trafienie Hamalainena miało ogromny wpływ na ligową tabelę. I to nawet pomimo tego, że Legia w fazie mistrzowskiej jeszcze raz wygrała z Lechem. Na finiszu sezonu Legia miała dwa punkty przewagi nad drugą Jagiellonią Białystok oraz trzecim Lechem. Brak trafienia reprezentanta Finlandii sprawiłby, że tabela wyglądałaby kompletnie inaczej.
Najbliższe starcie Lecha z Legią zostanie rozegrane w niedzielę 26 kwietnia o godz. 17:30. Transmisja "na żywo" w serwisie Interia Sport.
Zobacz również:












