Japończyk w szoku, to zastał po przylocie do Polski. Prawda wyszła na jaw
W trzech ostatnich kolejkach Ekstraklasy kibice mieli okazję obserwować w akcji japońskich sędziów, którzy przyjechali do naszego kraju na skutek współpracy ich federacji z PZPN. Jednym ze spotkań poprowadzonym przez Kokiego Nagamine był mecz pomiędzy Legią Warszawa i Zagłębiem Lubin. Jak zdradził Szymon Marciniak w rozmowie z "Weszło" ten mecz okazał się dla Japończyków szczególnie trudny. Nagamine i spółka zmierzyli się z twardymi realiami prowadzenia spotkań w Polsce.

Rozgrywki polskiej Ekstraklasy wchodzą w decydującą fazę. Sytuacja jest na tyle interesująca, że w praktyce każda drużyna wciąż o coś walczy - grono kandydatów do mistrzostwa Polski, gry w europejskich pucharach, a również i relegacji z ligi jest bardzo szerokie.
Aktualnie faworytem do mistrzostwa Polski jest Lech Poznań. Obrońca tytułu ma aktualnie trzy punkty przewagi nad drugą Jagiellonią Białystok oraz trzecim Górnikiem Zabrze. Równie zaciekła będzie walka o utrzymanie w lidze. Wymowny jest przypadek Motoru Lublin, który zajmując ósmą lokatę ma sześć straty do czwartej Wisły Płock i jednocześnie zanotował przewagę pięciu "oczek" nad strefą spadkową.
W ostatnich spotkaniach kibice mogli zaobserwować pewne niecodzienne obrazki. Niektóre spotkania Ekstraklasy poprowadzili bowiem sędziowie z Japonii. Jest to element długoletniej współpracy PZPN z japońską federacją.
Japończycy na boiskach Ekstraklasy. Jedno zaskoczyło ich szczególnie
W kwietniu do naszego kraju zawitała trójka arbitrów z Japonii - sędzia główny Koki Nagamine oraz jego asystenci Kohei Ando i Masaru Hasegawa. Dotychczas poprowadzili oni trzy spotkania na poziomie Ekstraklasy. Były to potyczki pomiędzy Radomiakiem Radom i Motorem Lublin, Wisłą Płock i Lechią Gdańsk, a w ostatni weekend Japończycy rozstrzygali mecz Legia Warszawa - Zagłębie Lubin.
Dla Japończyków szczególnie wymagające okazało się starcie przy ulicy Łazienkowskiej. Szymon Marciniak, który podczas tego meczu pełnił funkcje sędziego VAR, w rozmowie z "Weszło" zdradził kulisy. Japończyk musiał zderzyć się z zupełnie innymi realiami, niż te które doświadczył w poprzednich dwóch meczach.
- Koki, mój kolega z Japonii, był w szoku generalnie. To był taki pierwszy poważniejszy mecz dla niego, ten na Radomiaku i ten na Wiśle Płock z Lechią Gdańsk to były takie spokojne meczyki, nic dużego się nie działo. Tu już była większa adrenalina, większa presja, dużo więcej ludzi na trybunach - opisuje Marciniak.
Nasz eksportowy arbiter zdradził również, co najbardziej zaskoczyło jego kolegę po fachu z dalekiej Azji. - No i powiedział, że czegoś takiego się nie spodziewał. W Japonii zawodnicy po faulach się kłaniają, przepraszają. Tutaj tego nie było, wiecznie były jakieś pretensje, ktoś coś chciał - zdradza Szymon Marciniak.
Zdaniem Szymona Marciniaka doświadczenie uzyskane w Polsce bardzo pomoże Japończykowi w najbliższej przyszłości, gdy np. uda mu się zadebiutować w rozgrywkach azjatyckiej Ligi Mistrzów.
Dla japońskich sędziów nie jest to jednak koniec przygody w naszym kraju. Jak informuje PZPN, przybysze z Azji mają posędziować w Polsce jeszcze jeden oficjalny mecz. Już w maju Polacy zjawią się z rewizytą w Japonii. Zgodnie z informacją Krzysztofa Marciniaka z Canal+ Sport do sędziowania spotkań w tamtejszej lidze desygnowani zostali Damian Kos, Paweł Sokolnicki oraz Adam Karaszewicz. Przed nimi m.in. mecz towarzyski reprezentacji Japonii z Islandią.
Zobacz również:














