Po kilku tygodniach przerwy ruszył nowy sezon Ekstraklasy, otwiera się w nowym oknie. W poprzedniej kampanii mistrzostwo Polski zgarnął Lech Poznań, który do ostatniej kolejki o tytuł walczył z Rakowem Częstochowa. Na trzecim miejscu podium uplasowała się Jagiellonia Białystok. To właśnie drużyna Adriana Siemieńca jako pierwsza powróciła do rywalizacji.
W pierwszej serii gier zeszłoroczny uczestnik Ligi Konferencji, otwiera się w nowym oknie na własnym stadionie zmierzył się z Termalicą Nieciecza, czyli beniaminkiem, którego w najwyżej klasie rozgrywkowej nie było trzy lata. Spotkanie rozpoczęło się w piątek o godz. 18:00.
Jagiellonia - Termalica na start nowego sezonu Ekstraklasy. Beniaminek zaskoczył faworyta
Zgodnie z przewidywaniami to gospodarze zdecydowanie częściej utrzymywali się przy piłce. Nie przekładało się to jednak na żadne stuprocentowe okazje do zdobycia bramki. Cała Jagiellonia na czele z Afimico Pululu była wyraźne ospała i mozolna. Skondensowana, blisko grająca defensywa gości nie dopuszczała piłkarzy Siemieńca pod swoją szesnastkę.
Jednocześnie goście korzystali z fragmentów, w których futbolówka była w ich posiadaniu. Bronią ekipy z Niecieczy były, chociażby stałe fragmenty gry. Doskonale świadczy o tym fakt, że z jednego z nich trafili do siatki. W 17. minucie otrzymali rzut rożny, do którego podszedł Damian Hilbrycht - najlepszy asystujący poprzedniego sezonu I ligi. Po dośrodkowaniu 27-latka piłka odbiła się od kilku zawodników i trafiła pod nogi Krzysztofa Kubicy. Ten szybko, nieco instynktownie uderzył w światło bramki. Po strzale futbolówka przekroczyła linię, choć piłkarze gospodarzy zdołali desperacką ją wybić. Sędzia tylko spojrzał na zegarek, który potwierdził gola dla gości. W międzyczasie, kluczowymi interwencjami, jeszcze przy bezbramkowym remisie, popisywał się Miłosz Mleczko. Po jednej z nich wydawało się, że arbiter może podyktować "jedenastkę" dla gospodarzy, ponieważ bramkarz drużyny z Niecieczy wszedł w kontakt z Pululu. Ale tak się nie stało.
Jak się okazało, był to dopiero początek olbrzymiej sensacji. Beniaminek wraz z upływem czasu coraz bardziej rozochocił się na trudnym terenie w Białymstoku. W 42. minucie goście otrzymali rzut karny, który pewnie wykorzystał Kamil Zapolnik. Trzy minuty później Termalica zdobyła trzecią bramkę. I to jaką! Tym razem zespół Marcina Brosza ruszył z kapitalnym kontratakiem. Na lewym skrzydle pojawił się Morgan Fassbender. Niemiec sprytnym ruchem ściął do środka, po czym z około 18-19 metrów cudownie przymierzył w kierunku dalszego słupka. Sławomir Abramowicz był kompletnie bez szans. Za to uderzenie Fassbendera było perfekcyjne, wprost w okienko bramki.
W takim stylu Termalica Nieciecza przywitała się z Ekstraklasą. Po pierwszej połowie beniaminek prowadził z Jagiellonią aż 3:0. Drugą część gry gospodarze rozpoczęli równie fatalnie. Beniaminek był bliski strzelenia czwartego gola. W trzy minuty Termalica wypracowała sobie trzy dogodne sytuacje. Tym razem skutecznie bronił Abramowicz. Ekipa Siemieńca była rozbita, nie potrafiła znaleźć sposobu na rywala. Rywala, który dosłownie bawił się z mistrzami Polski z sezonu 2023/2024. - Nie istnieje Jagiellonia - mówili komentatorzy "Canal+Sport". Dopiero w okolicach 65 min. zespół z Białegostoku na moment się obudził, jednak nie miało to już żadnego znaczenia. Termalica zadała czwarty cios. Na listę strzelców wpisał się Gabriel Isik, który mocnym strzałem pod poprzeczkę, bez przyjęcia, pokonał Abramowicza.
Po ostatnim gwizdku Termalica cieszyła się z wygranej 4:0. Żeby było jeszcze ciekawej, był to najmniejszy wymiar kary. Beniaminek spokojnie mógł jeszcze boleśniej skarcić Jagiellonię Białystok, która zanotowała kompletny falstart w pierwszej kolejce nowego sezonu Ekstraklasy.













