Ikona Legii wraca na Łazienkowską jako trener odwiecznego rywala. "Gotowy na różne reakcje"
Aleksandar Vuković w Legii jako piłkarz i trener spędził 15 lat. Podkreśla, że to "klub, któremu wiele zawdzięczam, a fakty są jednoznacze: sześć mistrzostw Polski". Teraz jednak jest trenerem Widzewa, odwiecznego rywala, którego kibice wręcz się nienawidzą. - Wiele zawdzięczam Legii, ale chcę pomóc swojej drużynie w osiągnięciu celu - zapewnia.

Akurat w tym sezonie cele obu zespołów są podobne, co jest ogromnym zaskoczeniem. Widzew i Legia należą do najbogatszych klubów w Polsce, a bronią się przed degradacją. Łodzianie są w strefie spadkowej z punktem straty do zajumujących pierwsze "bezpieczne" miejsce.
Widzew w tym sezonie szalał na rynku transferowym i wydał prawie 23 mln euro. Legia kupiła piłkarzy za prawie cztery razy mniej, ale za to dużo więcej zarobiła (ponad 19 mln euo), w tym na Steve'ie Kapuadim, który trafił właśnie do łódzkiego klubu.
Mimo wielkich inwestycji Widzew zawodził, a Vuković jest już czwartym trenerem w tym sezonie. Z nim zespół punktuje najlepiej, ale wciąż tkwi w strefie spadkowej. Po wygranej przed tygodniem w piątek mógłby się z niej wydostać, ale musiałby wygrać przy Łazienkowskiej. Ta sztuka nie udała się jednak widzewiakom od niemal 30 lat. Wydostałby się kosztem Legii, która też spisuje się grubo poniżej oczekiwań i przed spadkiem próbuje ją uratować jeden z czołówych polskich trenerów - Marek Papszun.
Vuković na Legii jako piłkarz Korony, trener Piasta, a teraz Widzewa
Powrót Vukovicia na Łazienkowską budzi emocje. To w tym klubie odnosił sukcesy, jako piłkarz i trener. Sam zresztą o tym mówi wprost. - Wiem, że moja historia z Legią budzi zainteresowanie. To klub, któremu wiele zawdzięczam i zawsze o tym mówiłem. Fakty są jednoznaczne: sześć mistrzostw Polski: dwa jako zawodnik, trzykrotnie jako asystent i raz jako pierwszy trener - wyliczał. - Jest bardzo dużo pytań wokół tego meczu i mojej osoby. Dla mnie to przede wszystkim ważne spotkanie, a sposób, w jaki zostanę przyjęty na stadionie, schodzi na dalszy plan. Sytuacja w tabeli sprawia, że liczy się wynik i gra zespołu.
Serb już wcześniej przyjeżdżał na Łazienkowską z innymi zespołami - jako piłkarz Korony Kielce i trener Piasta Gliwice. Na sześć spotkań na stadionie Legii zwyciężył tylko w jednym. W sierpniu 2024 roku gliwiczanie wygrali 2:1. - Czuję duże zadowolenie z wygranej na takim terenie, z przeciwnikiem będącym w takiej formie - mówił wtedy Vuković.
Teraz przed nim mecz o zupełnie innym ciężarze gatunkowym. I nie chodzi o to, że oba zespoły walczą m. in. ze sobą o utrzymanie. Przyjeżdża na Łazienkowską jako trener znienawidzonego przez kibiców Legii Widzewa. Rywalizacja między tymi drużynami trwa od pół wieku, a kulminacją była druga połowa lat 90. ubiegłego wieku. Wielu fachowców uważa, że to wciąż klasyk polskiej ligi, chć w XXI wieku Legia boje o mistrzostwo toczyła najczęściej z Wisłą Kraków, a ostatnio z Lechem. Nienawiść między fanami obu drużyn wciąż jednak jest niezmiennie silna.
Jestem też gotowy na różne reakcje
- Wierzę, że to co zrobiłem w Legii, jest to doceniane, ale jestem też gotowy na różne reakcje. Najważniejsze, że w pełni skupiam się na swojej pracy i chcę zrobić wszystko, by pomóc drużynie osiągnąć dobry wynik - dodał Vuković.
A w Warszawie będzie musiał poradzić sobie bez dwóch ważnych zawodników środka pola - z powodu kontuzji wypadł Lukas Lerager, a za żółte kartki pazuje Juljan Shehu. To ogromne osłabienie Widzewa, który pod wodzą Vukovicia bazuje przede wszystkim na żelaznej obronie. Za to w Legii może grać Rafał Augustyniak, któremu Komisja Ligi cofnęła czerwoną kartkę. To piłkarz, który w Widzewie debiutował w ekstraklasie 13 lat temu.
- Istotne jest, żeby rozsądnie podejść do kwestii mentalu i presji. Odkąd jestem w Widzewie, gramy tylko ważne mecze. To jest klasyk, ale wciąż walka o trzy punkty. Ostatni mecz z Motorem u siebie był dla nas o wiele trudniejszy z psychologicznego punktu widzenia. Teraz presja leży po stronie Legii - uważa Vuković.

















