Reklama

Reklama

Historia nienawiści. Kolejny legionista dołącza do grona "zdrajców"

Rafał Augustyniak dołączył do grona piłkarzy, którzy z Widzewa Łódź przenieśli się do Legii Warszawa. Decydując się na transfer w jedną lub drugą stronę, gracze obu klubów wciąż ryzykują niesławę. Maciej Szczęsny do dziś uważany jest przez kibiców ze stolicy za „zdrajcę”. Podobnie w Łodzi myślą o Dariuszu Dziekanowski, Jakubie Rzeźniczaku, czy Łukaszu Broziu. Augustyniak znalazł się w naprawdę doborowym towarzystwie.

Defensywny pomocnik dwa tygodnie temu przeniósł się do Legii z Urału Jekaterynburg. Zanim wyjechał do Rosji był kapitanem Widzewa. Po tym, jak podpisał kontrakt w Warszawie, w mediach społecznościowych łódzkiego klubu na Augustyniaka wylała się fala hejtu.

- Czy podchodzę do tego spotkania bardziej emocjonalnie? Na pewno, bo spędziłem dużo czasu w Widzewie. Wiem też, że będę "gorąco" przywitany, ale jestem gotowy - przyznał piłkarz Legii.

Reklama

Trener Kosta Runjaić na ostatnich treningach próbował ustawienia z Augustyniakiem i Arturem Jędrzejczykiem, więc piłkarz raczej w Łodzi zagra i nie uniknie wyzwisk oraz gwizdów.

Historia podobnych animozji rozpoczęła się od wywiadu, którego w grudniu 1984 r. Dariusz Dziekanowski udzielił dziennikarzowi tygodnika "Sportowiec", Jerzemu Chromikowi (dziś TVP). 

- Wsiadam do samochodu i wyjeżdżam do stolicy na dyskotekę. Po minięciu tablicy z napisem "Warszawa" otwieram szybę i powiew innego powietrza wpływa na mnie kojąco. Za dwie godziny czuję się jednak znów łodzianinem - powiedział Dziekanowski. 

Od tej pory w piłkarz, za którego Widzew zapłacił rekordowe 21 mln zł, był w Łodzi skończony. Pół roku później "Dziekan" za połowę tej kwoty trafił do Legii, ale w Łodzi nie mógł się już pokazywać. Idol z dnia na dzień, stał się "zdrajcą" i "judaszem".

Grozili, że podpalą mu dom

Wcześniejsze i późniejsze transfery na linii Warszawa - Łódź, a było ich kilka, nie przynosiły takich emocji. Aż nastało lato 1996 r...

W maju Legia z Widzewem grała na Łazienkowskiej mecz o mistrzostwo Polski. Gospodarze przystąpili do niego po serii 15 wygranych u siebie z rzędu! W tabeli oba kluby szły "łeb w łeb" i choć do końca pozostały jeszcze trzy kolejki, wiadomo było, że kto wygra na Legii, to już nie pozwoli sobie odebrać tytułu.

Gospodarze przegrali 1:2. Mistrzem został Widzew. Z Legii wycofał się sponsor Janusz Romanowski i nastąpiła wyprzedaż. Odeszło dziewięciu piłkarzy, ale największe kontrowersje wzbudzały dwa transfery - Macieja Szczęsnego i Radosława Michalskiego do Widzewa. Temu drugiemu - choć w stolicy spędził cztery lata - szybko darowano. Był przecież przybyszem z Gdańska, zupełnie nie kontrowersyjnym, który na boisku dawał zawsze z siebie wszystko. 

Szczęsnemu nie darowano chyba nawet do tej pory. A na początku przeżył prawdziwe chwile grozy. Bał się o rodzinę, bo grożono mu nawet podpaleniem domu.

Był warszawiakiem, w Legii grał siedem sezonów, na dodatek, kiedy miał problemy z policją - po uderzeniu głową kibica w Stalowej Woli w październiku 1994 r. - kibice jeździli zeznawać na jego korzyść, więc stąd ta wyjątkowa niechęć. Na Łazienkowskiej przez lata mógł liczyć na porcję gwizdów, także później jak przyjeżdżał tam z Polonią Warszawa i Wisłą Kraków. Karierę zakończył w 2002 r., po tym, jak doznał kontuzji w meczu... z Legią, po starciu z Cezarym Kucharskim.

Wychowanek Widzewa, rekordzista Legii

Za to w Łodzi nie kochany jest Jakub Rzeźniczak, który od małego związany był z Widzewem, ale w wieku 16 lat przeszedł do Legii, w której spędził lata 2004-2017. Z jedną krótką przerwą - na wypożyczenie do Widzewa w sezonie 2006/07. Musiał wtedy wiele wysłuchać na temat swojej lojalności. "Rzeźnik" jest najbardziej utytułowanym piłkarzem w historii Legii. Wychowanek najbardziej znienawidzonego w Warszawie klubu, przy Łazienkowskiej świętował pięć mistrzostw Polski, sześć Pucharów Polski i Superpuchar.

Ostatnim, przed Augustyniakiem, "zdrajcą" był Łukasz Broź. Z tym, że miał on tyle szczęścia, iż nie musiał wysłuchać wyzwisk skandowanych z trybun stadionu łódzkiego klubu. Do Legii przeszedł w 2013 r., a wcześniej przez dwa lata był kapitanem upadającego Widzewa.  W czasie jego pięciu "tłustych" w sukcesy sezonów w stolicy, Legii tylko raz przyszło grać przy Alei Piłsudskiego. Hejt na Brozia wylewał się głównie w Internecie. 

- Bliżej mi w tym momencie do Legii. Mieszkam w Warszawie na co dzień, staram się chodzić na mecze stołecznej drużyny. Atmosfera na stadionie Widzewa na pewno będzie niosła gospodarzy. Jestem naprawdę ciekawy tej rywalizacji - powiedział Broź przed pierwszym od dziewięciu lat meczem ligowych zwaśnionych klubów.  

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL