Heroiczny wyczyn Legii. Ten dzień naprawdę nadszedł. Złoty cios dublera
Legia Warszawa pokonała 1:0 Cracovię w 24. kolejce Ekstraklasy. Bramkę na wagę kompletu punktów zdobył Mileta Rajović, wprowadzony z ławki rezerwowych jeszcze przed przerwą. Dzięki wygranej ekipa z Łazienkowskiej wreszcie czmychnęła ze strefy spadkowej. Udało się to dopiero w szóstej próbie za trenerskiej kadencji Marka Papszuna. Ale batalia o zachowanie miejsca w elicie na tym się nie kończy.

Jeśli kolejna próba ucieczki ze strefy spadkowej miała się udać, Legia musiała sięgnąć po pełna pulę. Nie było miejsca na kompromis. Tyle tylko, że - jak skrupulatnie wyliczyli statystycy - trener Marek Papszun właśnie w konfrontacjach z Cracovią miał aż do dziś najgorszy bilans w lidze.
"Pasy" nie budziły jednak nadmiernego respektu. Zwycięstwo na otwarcie roku, a potem cztery spotkania bez wygranej. Taki bilans nie zapowiadał spektaklu w wykonaniu krakowian przy Łazienkowskiej.
Mileta Rajović ponownie katem Cracovii. Najpierw gol pod Wawelem, teraz poprawka w rewanżu
Z większym impetem do gry przystąpili goście. To oni osiągnęli w pierwszych fragmentach przewagę, tyle że skończyło się na wrażeniach wizualnych. Legia nie pozwoliła zrobić sobie krzywdy.
Warszawianie oddali pierwszy celny strzał już w 7. minucie. Kąśliwie przymierzył wówczas Wahan Biczachczjan. Stojący między słupkami Sebastian Madejski najpierw odbił futbolówkę nieporadnie przed siebie, ale zaraz potem naprawił swój błąd.
Do kluczowego zdarzenia doszło przed upływem półgodziny gry. Murawę musiał opuścić kontuzjowany Antonio Colak. Zastąpił go Mileta Rajović i jak się miało rychło okazać, to był jego dzień.
Duński snajper potrzebował tylko kilku minut, by otworzyć wynik spotkania. Po centrze Biczachczjana mieliśmy w polu karnym krakowian mały bilard. Do sytuacyjnej piłki dopadł Rajović i uderzeniem z powietrza nie dał Madejskiemu szans na skuteczną interwencję.
W ostatniej kolejce sierpnia stołeczny zespół przegrał na obiekcie Cracovii 1:2. Honorową bramkę dla gości zdobył wówczas Rajović. Było to jego premierowe trafienie w polskiej Ekstraklasie.
Teraz stracony gol podciął ekipie spod Wawelu skrzydła. Legia poszła za ciosem, ale nie potrafiła złamać rywala. Najgroźniejszy strzał oddał Juergen Elitim, jednak ofiarną paradą zapobiegł utracie drugiego gola Madejski.
Druga odsłona nie stanowiła dobrej reklamy ligowego futbolu. Legioniści męczyli się w ataku pozycyjnym. A wybrańcy Luki Elsnera nie mieli żadnego pomysłu na zaskoczenie... niżej notowanego rywala.
Efekt? Kolejnych bramek już nie zobaczyliśmy. Warszawianie dowieźli korzystny rezultat do końcowego gwizdka.
Komplet punktów oznacza opuszczenie strefy spadkowej. Ta sztuka udała się za kadencji Papszuna po raz pierwszy. Dopiero w szóstej próbie. Ale batalia o zachowanie miejsca w elicie na tym się nie kończy.













