Reklama

Reklama

Grzegorz Mielcarski: Faworyci chcą, aby było ciekawie

Porażki Lecha Poznań i Górnika Zabrze oraz remis Legii Warszawa sprawiły, że po 17. kolejce T-Mobile Ekstraklasy jest bardzo ciasno w czołówce tabeli. "Te zespoły chcą, abyśmy emocjonowali się do końca" - mówi były piłkarz reprezentacji Polski Grzegorz Mielcarski.

Porażki Lecha Poznań i Górnika Zabrze oraz remis Legii Warszawa sprawiły, że po 17. kolejce T-Mobile Ekstraklasy jest bardzo ciasno w czołówce tabeli. "Te zespoły chcą, abyśmy emocjonowali się do końca" - mówi były piłkarz reprezentacji Polski Grzegorz Mielcarski.

W minionej kolejce sensacja goniła sensację. W piątek faworyzowany wicelider Lech przegrał u siebie z Polonią Warszawa 0-1. Następnego dnia prowadząca w tabeli Legia zremisowała na Łazienkowskiej 0-0 z ostatnim PGE GKS Bełchatów, a w niedzielę Górnik Zabrze, który wcześniej przegrał tylko jeden mecz w lidze, uległ u siebie krytykowanej ostatnio Jagiellonii Białystok 1-2.

"Czołowe drużyny chcą, żeby rozgrywki ekstraklasy do końca sezonu były ciekawe. Gdyby Legia czy Lech wygrywały regularnie, mówilibyśmy "co to za liga?". Dbają, abyśmy mieli się czym emocjonować i żebyśmy mieli powody do krytyki" - przyznał żartobliwie Mielcarski, na co dzień ekspert Canal Plus.

Reklama

"Andrzej Gołota po walce z Przemysławem Saletą powiedział, że już nie wie, o co chodzi w boksie. Ja teraz nie wiem, o co chodzi w naszej piłce. Nie pamiętam wcześniej kolejki, w której tyle czołowych drużyn zaliczyło wpadki" - dodał wicemistrz olimpijski (1992), były napastnik m.in. FC Porto, AEK Ateny, Widzewa Łódź, Górnika Zabrze i Olimpii Poznań.

Na początku sezonu zawodzi zwłaszcza Legia, która po zimowych wzmocnieniach (Dwaliszwili, Jodłowiec, Brzyski, Bereszyński) wydawała się pewnym kandydatem do mistrzostwa.

"Mówiłem niedawno, że jeśli Legia może przegrać, to sama ze sobą. No i to się może zdarzyć. Jak się okazuje, nie wystarczy sprowadzić kilku znanych piłkarzy i już dopisywać sobie zwycięstwa. To dobrze. Trzeba wyszarpać każdy punkt, w każdym spotkaniu. Przecież w meczu z Bełchatowem to rywale byli blisko zdobycia gola. Bez złośliwości można powiedzieć, że Legia w sobotę wywalczyła punkt" - podkreślił Mielcarski.

Według niego, osobne zdanie należy poświęcić Polonii. Warszawski zespół doznał zimą ogromnych strat kadrowych (Dwaliszwili, Brzyski, Baszczyński, Teodorczyk, Kokoszka, Cotra, Cani), a mimo to zdobył już cztery punkty w rundzie rewanżowej. To dobrze świadczy o Polonii czy źle o jej rywalach?

"Przede wszystkim dobrze świadczy o trenerze Piotrze Stokowcu. Nie uparł się, aby grać w jeden sposób. Potrafi zmienić taktykę, dopasować ustawienie zespołu do aktualnych potrzeb. Bardzo mi się podoba, że tak robi, a piłkarze szybko "łapią" jego pomysły. Widać, że w drużynie, mimo różnych kłopotów, jest dobra atmosfera" - przyznał były reprezentant Polski.

Poziom dwóch tegorocznych kolejek ligowych nie zachwycił, ale Mielcarski widzi również pozytywne strony.

"Coraz więcej trenerów gra ofensywnie, nie są minimalistami. Przykładem nie tylko Stokowiec, ale także Radosław Mroczkowski. W wyjazdowym meczu 16. kolejki ze Śląskiem szkoleniowiec Widzewa - przy stanie 1-1 - wprowadził na boisko dwóch ofensywnych piłkarzy, Mariusza Rybickiego i Mehdiego Ben Dhifallaha, a przecież cały czas grał inny napastnik Mariusz Stępiński. Ostatecznie Widzew przegrał, ale spodobała mi się taka postawa. To fajne obrazki, dzięki którym patrzę na ligę z większym optymizmem" - zakończył.

Wyniki, terminarz i tabela T-Mobile Ekstraklasy

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL