Ponad 301 mln zł trafiło do klubów Ekstraklasy po sezonie 2025/26 z tytułu podziału środków przez spółkę Ekstraklasa SA. Wartość krajowych praw mediowych wygląda u nas bardzo solidnie na tle wielu lig rywalizujących z Polską w rankingu UEFA, ale szersze porównanie przychodów pokazuje, jak gigantyczny dystans dzieli nas od Belgii i Holandii, których próba złapania jest w wieloletniej, szerokiej perspektywie, stawiana jako cel. Mówią o tym władze Ekstraklasy, a swego czasu wspominał także Karol Klimczak, prezes Lecha Poznań, który ze względu na rosnącą polską gospodarkę w rozmowie z Tomaszem Ćwiąkałą wskazywał siódme miejsce (obecnie zajmowane przez Holandię), jako to, do którego musimy dążyć.
Problemem w realizacji marzeń nie jest jednak godna wysokość kontraktu telewizyjnego, lecz przede wszystkim skala rynku transferowego, wpływów komercyjnych i przychodów generowanych w dniu meczu. Jednocześnie irytuje, że przedstawiciele szeregu lig, które pod kątem organizacyjnym i finansowym są daleko z tyłu, będą bić się w ostatniej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów, a my żyć marzeniami, że kiedyś ten podbój Europy na pewno się uda. Zajrzyjmy w różne dane.
Miliony dla polskich klubów, ale to nie wystarcza
Ekstraklasa poinformowała, że rozliczenia finansowe na rzecz klubów za sezon 2025/26 osiągnęły rekordową wartość ponad 301,1 mln zł. Około 148 mln zł podzielono pomiędzy wszystkie zespoły w ramach kwoty stałej, ponad 41 mln zł rozdysponowano na podstawie rankingu historycznego, a ponad 103 mln zł zależało od wyniku sportowego w zakończonych rozgrywkach.
Do uczestników europejskich pucharów trafiło łącznie około 132,7 mln zł, z czego blisko 45,6 mln zł stanowiła bezpośrednia premia za reprezentowanie ligi na arenie międzynarodowej. Mistrzowski Lech Poznań otrzymał łącznie blisko 37 mln zł, drugi Górnik Zabrze około 30 mln, dalej Jagiellonia i Raków odpowiednio 26,5 mln i 21,5 mln zł. To ważne elementy klubowych budżetów, natomiast grosze, gdy weźmiemy pod uwagę przychody klubów z lig, o których dogonieniu marzymy (pytanie, czy podstawnie, ale to inna dyskusja).
Podział pieniędzy, którymi dysponuje spółka Ekstraklasa SA, dla części klubów stanowi podstawę budżetu i warunek zachowania płynności. Nie oznacza to jednak, że podobną przewagę zapewniają Ekstraklasie w europejskiej rywalizacji.
Polska dobrze sprzedaje prawa telewizyjne
Porównanie dziesięciu lig znajdujących się w pobliżu Polski w rankingu UEFA wypada dla Ekstraklasy korzystnie. Po przeliczeniu wartości kontraktów na euro osiągamy poziom zbliżony do Belgii. Średnio na jeden polski klub przypada około 4,6 mln euro z tytułu praw mediowych - podobnie jak we wspomnianym kraju (ósme miejsce w ligowym rankingu).
Zestawienie wymaga jednak kilku zastrzeżeń metodologicznych. W Turcji i Norwegii prawa sprzedawane są w szerszych pakietach. Wartości przypisywane tym krajom obejmują nie tylko najwyższy poziom męskich rozgrywek, ale również inne ligi lub produkty. Bez dokładnego rozdzielenia wpływów porównanie nie jest zatem całkowicie miarodajne, jednak nawet z uwzględnieniem tych ograniczeń pozycja Polski pozostaje mocna. Czeskie kluby otrzymują z praw telewizyjnych średnio około miliona euro, natomiast zespoły z Austrii, Grecji i Szwajcarii - niespełna trzy miliony euro. Ekstraklasa potrafi więc dobrze zarobić na swoim produkcie na rynku krajowym.
Różnica kilku milionów euro na klub nie jest jednak czynnikiem, który samodzielnie zmienia układ sił w Europie. Znacznie więcej mówi zestawienie wszystkich przychodów: z praw mediowych, transferów, umów sponsorskich, dnia meczowego, sprzedaży produktów oraz pozostałej działalności komercyjnej.
Pełne przychody pokazują rzeczywisty dystans
Według najnowszego raportu Grand Thornton, kluby Ekstraklasy uzyskały w sezonie 2024/25 łączny przychód wynoszący 298 mln euro. To średnio 16,5 mln euro na klub, podczas gdy w Belgii - lidze zbliżonej pod względem wartości praw telewizyjnych - już dwa lata wcześniej (nie mamy danych za 2024/25, ale śmialo można zakładać, że przy ich dostępności ta różnica jeszcze wzrośnie), przeciętnie klub uzyskiwał rocznie o około 16 mln euro więcej przychodu od polskiego. Ekstraklasa przegrywa w tym ujęciu także z Austrią i Szwajcarią, mimo że sportowo w ostatnich sezonach wyraźnie wyprzedziła obie ligi w rankingu UEFA. W przypadku Holandii (szacunkowe dane z sezonu 2022/23) było to już 20 mln euro różnicy między naszym klubem, a tamtejszym.
Takie porównanie studzi oczekiwania związane z awansem Polski do ścisłej europejskiej czołówki. Dziesiąte miejsce pozostaje realnym i ambitnym celem, ale wyższa pozycja wymagałaby nie tylko udanych eliminacji czy jednego wyjątkowego sezonu, lecz zasadniczego zwiększenia przychodów całego ligowego ekosystemu.
Turcję można wyprzedzić sportowo, ale nie finansowo
Dziewiąte miejsce w rankingu krajowym zajmuje Turcja. Możliwości finansowe tamtejszej czołówki są nieporównywalnie większe od potencjału polskich klubów. Fenerbahce, Galatasaray czy Besiktas regularnie rywalizują o zawodników, którzy dla zespołów Ekstraklasy pozostają poza zasięgiem ekonomicznym.
Przewaga finansowa nie zawsze przekłada się jednak na stabilne wyniki. Model tureckich potentatów w dużej mierze opiera się na sprowadzaniu uznanych piłkarzy znajdujących się już poza szczytowym okresem kariery. Towarzyszy temu ryzyko wysokich kontraktów, niewłaściwego dopasowania sportowego i gwałtownych zmian strategii.
W poprzednich latach Turcja potrafiła zanotować sezon, w których znajdowała się dopiero w trzeciej dziesiątce rankingu rocznego UEFA. Dobrze zarządzane polskie kluby mogą więc w pojedynczych cyklach zdobywać więcej punktów, mimo znacznie mniejszych budżetów. Ewentualne wyprzedzenie Turcji musiałoby opierać się na ciągłości pracy, skutecznym skautingu i lepszym wykorzystywaniu dostępnych środków, a nie na próbie finansowego naśladowania tamtejszej ligi.
Belgia i Holandia zarabiają systemowo na młodzieży
Znacznie trudniejsze wydaje się trwałe zbliżenie do Belgii i Holandii. Przewaga tych lig nie wynika jedynie z większych kontraktów sponsorskich czy silniejszych marek. Obie stworzyły system umożliwiający regularne wprowadzanie, rozwijanie i sprzedawanie młodych zawodników za kwoty nieosiągalne obecnie dla Ekstraklasy.
Rekord sprzedażowy polskiej ligi wynosi około 11 mln euro. Transfer za 15 mln euro nadal byłby wydarzeniem historycznym i jednostkowym. W Belgii podobne operacje stały się elementem modelu biznesowego. Według zestawienia z serwisu Transfermarkt aż 53 zawodników opuszczało tamtejszą ligę za co najmniej 15 mln euro. Zdecydowaną większość najdrożej sprzedanych stanowili gracze mający nie więcej niż 23 lata, a dwudziesta (!) transakcja w takim rankingu osiągała wartość około 20 mln euro.
Skala holenderskiego rynku jest jeszcze większa. W analizowanym zestawieniu znalazło się 75 transferów za co najmniej 15 mln euro. Dwudziestą pozycję wyznaczała sprzedaż Arkadiusza Milika z Ajaksu do Napoli za około 32 mln euro - kwotę kosmiczną, niewyobrażalną u nas, a jeśli nawet, to absolutnie jednostkową. Tu mówimy o transferze numer 20.
Pojedynczy awans polskiego klubu do zaawansowanej fazy europejskich pucharów nie usunie tej różnicy. Holandia i Belgia zbudowały ciągłość, podczas gdy w Polsce duże sprzedaże młodych zawodników wciąż są wyjątkami.
Lech Poznań może wygrać rywalizację z belgijskimi klubami o konkretnego piłkarza, ale nie oznacza to jeszcze zrównania modeli. Belgowie są w stanie zrezygnować z jednego celu i zastąpić go kolejnym, ponieważ dysponują szerokim dopływem młodych, sprzedawalnych zawodników. W Polsce gracze tacy jak Jakub Moder, młodzi wychowankowie Lecha czy najbardziej perspektywiczni zawodnicy innych akademii pozostają pojedynczymi przypadkami, a nie produktem całego systemu.
Nowy kontrakt mediowy nie rozwiąże wszystkich problemów
Obowiązująca umowa Ekstraklasy z Canal+ pozostaje największym źródłem przychodów ligowej spółki. Kolejny przetarg będzie ważny, ponieważ na rynku obok tradycyjnych nadawców coraz większą rolę odgrywają platformy streamingowe. Możliwy jest również model mieszany, w którym prawa zostaną podzielone pomiędzy kilka kanałów dystrybucji. Być może liga - przynajmniej częściowo - trafi do streamingu.
Ekstraklasa chce ponownie zwiększyć wartość kontraktu, lecz wynik przetargu zależy od realnego zainteresowania nadawców. Szacunek, z jakim przedstawiciele spółki wypowiadają się o wieloletniej współpracy z Canal+, nie wyklucza poszukiwania nowych kanałów dystrybucji. Na obecnym etapie można mówić o możliwych scenariuszach, a nie o rozstrzygnięciach.
Nawet kolejny rekordowy kontrakt nie zlikwiduje jednak podstawowych różnic wobec Belgii i Holandii. Pieniądze telewizyjne mogą stabilizować budżety, zwiększać jakość kadr i ograniczać presję na sprzedaż zawodników. Aby trwale przesunąć się w europejskiej hierarchii, polskie kluby muszą jednocześnie znacznie zwiększyć wpływy transferowe, sponsorskie i meczowe.
Duży potencjał pozostaje w organizacji dnia meczowego. W wielu silniejszych ligach wizyta na stadionie jest kilkugodzinnym wydarzeniem generującym przychody z gastronomii, stref rozrywki, sprzedaży klubowych produktów i ofert dla rodzin. W Polsce podobny model dopiero się rozwija. Próby jego wdrażania podejmuje między innymi Górnik Zabrze, korzystający z doświadczeń Lukasa Podolskiego, właściciela znającego realia Bundesligi.
Miejsce 10-12 to dziś realistyczny poziom
Ekstraklasa rozwija się, zwiększa przychody i przyciąga coraz poważniejszy kapitał. Rosną wydatki transferowe, pojawiają się bogatsi właściciele, a kluby osiągają lepsze wyniki w Europie. Te zmiany dają podstawy, by realnie myśleć o utrzymywaniu się Polski w okolicach miejsc 10-12 rankingu UEFA i okresowym ataku na dziewiątą pozycję. Pamiętamy tu o klęsce Lecha Poznań w walce o Ligę Mistrzów, jednak długoterminowo trzeba pamiętać, że w kolejnym sezonie mistrz Polski rozpocznie eliminacje od ostatniej rundy, jednocześnie będąc pewnym gry co najmniej w Lidze Europy. Zdobywca Pucharu Polski będzie miał gwarantowaną Ligę Konferencji (i tylko jednego rywala w drodze do Ligi Europy).
Nie stanowi to jednak podstawy do zakładania jakiejkolwiek, choćby okazjonalnej, obecności w czołowej ósemce. Dystans do Holandii i Belgii nie jest różnicą jednego kontraktu telewizyjnego ani jednego udanego okna transferowego. Obejmuje skalę całego rynku, jakość akademii, wartość sprzedaży zawodników, siłę sponsoringu i umiejętność komercjalizowania zainteresowania kibiców.
Ponad 301 mln zł przekazane klubom po sezonie 2025/26 jest sukcesem Ekstraklasy. W wymiarze krajowym to pieniądze o ogromnym znaczeniu. W europejskiej skali pozostają jednak tylko jednym z elementów znacznie większej układanki. Jeżeli polska liga chce kiedyś przebić obecny sufit, musi nauczyć się nie tylko coraz lepiej sprzedawać transmisje, ale przede wszystkim systemowo produkować i sprzedawać piłkarzy oraz tworzyć wokół futbolu większy rynek komercyjny.












