Reklama

Reklama

Górnik Zabrze. Marcin Brosz: To pierwszy krok w odbudowaniu prestiżu i marki klubu

- Sezon kończyliśmy z piątką młodzieżowców w składzie, a dwaj, trzej kolejni zawodnicy byli niewiele od nich starsi. To wszystko młodzi piłkarze, ale ostatni mecz w Puławach z Wisłą, który zdecydował o naszym awansie, zagrali jak na dużych imprezach - komplementuje swój zespół Marcin Brosz, szkoleniowiec beniaminka Ekstraklasy, Górnika Zabrze.

Pod koniec kwietnia, po porażce z Chrobrym na wyjeździe 0-2, zabrzanie zajmowali dziewiąte miejsce w tabeli Nice I ligi, z jedenastoma punktami straty do Sandecji i siedmioma do Chojniczanki, GKS i Zagłębia. Potem nastąpiła jednak kapitalna seria sześciu kolejnych wygranych, która zaowocowała w niedzielę powrotem do Ekstraklasy. Dziś, w siedzibie klubu, z dziennikarzami spotkał się trener Marcin Brosz oraz kapitan zespołu Szymon Matuszek.

- Trudno powiedzieć, który mecz był w naszym wykonaniu najlepszy, ale mogę wymienić dwa kluczowe. Pierwszy to spotkanie z Chojniczanką, nie tylko wysoko wygraliśmy, ale pokazaliśmy też, że potrafimy grać z polotem i entuzjazmem. Kolejne spotkanie, to mecz ze Stomilem, gdzie przegrywaliśmy do przerwy dwiema bramkami, a potem strzeliliśmy cztery gole. Te dwa mecze, w kontekście całego sezonu były dla nas bardzo istotne - podkreśla trener Brosz.

Reklama

Postawili na młodzież

Szkoleniowiec Górnika zwraca uwagę na jeszcze jedną rzecz. - Mieliśmy trudne momenty, a to, że w składzie pojawiła się duża grupa młodych zawodników, nie jest przypadkowe, nie rzuciliśmy ich do grania ot tak, byli do tego dobrze przygotowani. Rafał Kurzawa, Bartek Kopacz czy Adam Wolniewicz mają za sobotą wicemistrzostwo w Młodej Ekstraklasie. Bartłomiej Olszewski osiągał sukcesy w grupach juniorskich. Daliśmy chłopakom szansę i ją wykorzystali. To są rzeczy, które chcemy akcentować, bo to potężna rzecz, która zakończyła się wielkim sukcesem - zaznacza Marcin Brosz.

Trener zabrzańskiej jedenastki unikał odpowiedzi na pytanie, kogo szczególnie by wyróżnił. - Nie chcę rzucać nazwisk, żeby nikogo nie pominąć, żeby nikt nie poczuł się urażony. Na ostateczny sukces składa się przecież praca sztabu ludzi. W trakcie sezonu koncentrowaliśmy się na małych krokach, żyliśmy od meczu do meczu, od mikrocyklu do mikrocyklu. Kluczem do sukcesu była gra całego zespołu, ale wiadomo, że na tej bazie pojawiają się zawodnicy, którzy się wyróżniają. Zagrania Rafała Kurzawy były z pogranicza rzeczy niemożliwych. W pierwszej rundzie z konieczności przesunęliśmy go na lewą obronę. Była to strata w ofensywie, ale uważam, że dzięki temu tylko się rozwinął. Z kolei Igor Angulo robił to, czego od niego oczekiwaliśmy, finalizował sytuacje na boisku. Poza tym w codziennym treningu pokazuje młodszym od siebie zawodnikom, jak zachować się na boisku. Po kontuzjowanym w końcówce Szymonie Matuszku przejął też opaskę kapitana i wywiązał się z tej funkcji bardzo dobrze. To było coś obserwować jego radość, trzydziestometrowy sprint do kibiców, po trafieniu w Puławach. Od Igora wymagamy dużo, myślę, że jeszcze nie raz nas zachwyci - podkreśla Brosz.

Specjalista od awansów

Trenera Górnika, specjalistę od awansów, który do wyższej ligi awansował z Koszarawą Żywiec (III liga), Polonią Bytom (II liga), Piastem Gliwice (Ekstraklasa) i teraz Górnikiem pytamy, który z nich był najtrudniejszy.

- Zawsze najtrudniejszy jest ten ostatni - przyznaje śląski szkoleniowiec. - Widzimy ile radości i satysfakcji przynosi. Każdy awans ma jednak swoje znaczenie, wagę i sprawia dużo radości. Tak było wcześniej, tak jest i teraz - tłumaczy.

Po awansie z Piastem do Ekstraklasy, trener Marcin Brosz poprowadził potem zaraz gliwiczan do gry w europejskich pucharach. Było to trzy lata temu. Czy podobnie będzie teraz w Zabrzu? - Podkreślę jeszcze raz, chcemy mniej mówić, a więcej robić. Chcemy zbudować najsilniejszy zespół, na jaki nas będzie stać. Mam plan na Górnika, a awans to dopiero pierwszy krok na drodze odbudowy prestiżu i marki klubu - podkreśla. 

Koj za Kopacza? 

Szkoleniowiec Górnika unika odpowiedzi co do ewentualnych zmian personalnych. Na pewno zabrzanie będą chcieli pozyskać Michała Koja. Obrońca Ruchu Chorzów złożył już do klubu wniosek o rozwiązanie umowy z "Niebieskimi" z powodu zaległości płacowych. Swoją karierę zaczynał zresztą w MSPN Górnik Zabrze. Teraz może na środku defensywy zastąpić Bartosza Kopacza, któremu z końcem czerwca kończy się umowa i o którym mówi się, że już wcześniej związał się nowym kontraktem z Zagłębiem Lubin.

- Na razie cieszymy się awansem. Jest już plan przygotowań, sparingów. Do końca tygodnia poinformujemy o wszystkim. Chcemy też wyremontować szatnie, tak, żeby piłkarze mieli jak najlepsze warunki do pracy - podkreśla trener Brosz.

Z Zabrza Michał Zichlarz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy