Górnik czekał na kolejny prezent. Z Lublina. Jeden gol rozstrzygnął mecz Lecha
Rozpędzony Lech Poznań kontra Motor Lublin, który w czterech ostatnich kolejkach zdobył tylko dwa punkty i nagle znalazł się w gronie drużyn zagrożonych spadkiem. Teoretycznie faworyta było wskazać łatwo, na murawie lider Ekstraklasy też był zespołem lepszym. I jeszcze przed przerwą zdobył bramkę, po strzale Leo Bengtssona. Tyle że nie potrafił trafić po raz drugi, co zapewniło wielkie emocje w samej końcówce. Lech wygrał 1:0, ale prawdopodobnie na długo straci Aliego Gholizadeha.

Wygrywając tydzień temu z Legią Warszawa aż 4:0 Lech Poznań szeroko otworzył sobie bramę do mistrzostwa Polski. Trzy punkty przewagi nad Górnikiem Zabrze, ale też lepszy bilans bezpośrednich spotkań, za to już sześć nad Jagiellonią i Rakowem. To sporo, zwłaszcza na cztery kolejki przed końcem. Gdyby jednak potknął się w Lublinie, znów mogłoby się w Wielkopolsce zrobić nerwowo.
A Motor ma o co walczyć, choć niedawno bliżej mu było do strefy pucharowej niż do zespołów zagrożonych spadkiem. Dorobek 39 punktów niczego nie gwarantuje, to zaledwie o trzy więcej od Widzewa, który jest pod kreską. Ewentualne zabranie choćby punktu "Kolejorzowi", jak jesienią w Poznaniu, mogło dać duży komfort przed wyjazdem do Płocka.
Jedno w Lublinie było wreszcie nowe - to murawa. Właściciel Motoru Zbigniew Jakubas groził nawet, że jego klub odda walkowera, jeśli nawierzchnia nie zostanie wymieniona. Presja pomogła, dziś piłkarze biegali w końcu po zielonym dywanie. Pytanie, komu bardziej ona sprzyjała.
Ekstraklasa. Motor Lublin - Lech Poznań w 32. kolejce. Fatalna kontuzja Aliego Gholizadeha
Gospodarze próbowali zakładać wysoki pressing, już w chwili, gdy Bartosz Mrozek wznawiał grę od bramki. Lech sobie jednak z tym świetnie radził, wyciągnął wnioski po kwietniowym meczu z GKS Katowice. Miał inicjatywę w pierwszym kwadransie, później oddał pola gospodarzom. Tyle że jednym i drugim brakowało podstawowego piłkarskiego elementu - choćby jednego celnego strzału.
Wydarzeniem tego okresu gdy była sytuacja, jakiej w Ekstraklasie oglądać nie chcemy. W przypadkowej sytuacji kontuzji doznał Ali Gholizadeh, chyba najlepszy zawodnik ligi w kwietniu. I był zrozpaczony - uderzał ręką o murawę, później we własną głowę. Niewykluczone, że straci mistrzostwa świata.

Lech stracił jednego ze swoich ofensywnych liderów, miejsce Irańczyka zajął zaś szybki Daniel Hakans. Spowodowało to zmianę pozycji dla niektórych graczy, m.in. Leo Bengtsson powędrował na prawą flankę. I to Szwed okazał się bohaterem pięknej akcji "Kolejorza" z 40. minuty. Zaczął ją Timothy Ouma, świetnie podał później Joel Pereira, a Bengtsson przy przyjęciu zwiódł balansem Filipa Lubereckiego, po czym perfekcyjnie uderzył przy dalszym słupku. Słoweński bramkarz Motoru Gašper Tratnik niewiele mógł tu zrobić. Choć w doliczonym czasie to on stał się bohaterem Lublinian - w świetnym stylu obronił strzał z bliska Antoniego Kozubala.
Lech był w tej pierwszej połowie zespołem lepszym od Motoru, prowadził zasłużenie. Niemniej w rywalizacji dwóch zawodników walczących o koronę króla strzelców był remis 0:0 - Karol Czubak i Mikael Ishak byli dobrze pilnowani. W ekipie gospodarzy dużo zamieszania w defensywie Lecha czynił Mbaye Ndiaye, ale najlepszą okazję zmarnował Bartosz Wolski. Lech miał takich kilka, brakowało mu skuteczności, zwłaszcza Patrikowi Walemarkowi.

Poznaniacy szukali po przerwie drugiego trafienia - by uspokoić to spotkanie. Choć nawet i mecz z Pogonią Szczecin, dwa tygodnie temu, pokazał im, że czasem i 2:0 na wyjeździe to za mało, by nie drżeć o zwycięstwo. Dominowali, efektownie rozgrywali swoje akcje, wciąż jednak brakowało im skuteczności.
Motor zaś nabierał coraz większych chęci, by trochę zagmatwać sytuację wśród ekip walczących o mistrzowski tytuł. Świetną akcję przeprowadził wzdłuż linii końcowej Fabio Ronaldo, bliski zamknięcia po rzucie rożnym był Arkadiusz Najemski. Tyle że po stronie strat "Kolejorza" nadal było zero.
W 79. minucie Tratnik znów spisał się na medal - wygrał pojedynek sam na sam z Ishakiem. A minutę później ponownie, choć Szwed tym razem był na spalonym.
Tą nieskutecznością Lech jednak doprowadził do nerwowej końcówki, bo było jasne, że Motor się odkryje, zaatakuje całym zespołem. Poznaniacy starali się jednak bronić bardzo wysoko, na połowie Motoru. Czynili to jednak dobrze.
Na tyle dobrze, że mają już sześć punktów przewagi nad Górnikiem. I do obrony tytułu wystarczą dwa zwycięstwa, choćby w domowych spotkaniach z Arką Gdynia i Wisłą Płock.













