Gorąco po meczu Legii z Widzewem, arbitrowi zarzucono poważny błąd. "Pomylił się"
Mecz Legii Warszawa z Widzewem Łódź zakończył się skromnym zwycięstwem stołecznej ekipy, gola na wagę trzech punktów w doliczonym czasie gry strzelił Rafał Adamski. Piłka wpadła do bramki strzeżonej przez Bartłomieja Drągowskiego po rzucie wolnym, podyktowanym za rzekomy faul jednego z piłkarzy Widzewa. Były sędzia Rafał Rostkowski nie ma złudzeń, że rzut wolny w tej sytuacji nie powinien zostać podyktowany. "Arbiter się pomylił" - wypalił. I szczegółowo przedstawił swój punkt widzenia.

Piątkowy mecz Legii Warszawa z Widzewem Łódź zapowiadał się ekscytująco nie tylko ze względu na historię dotychczasowych starć tych klubów, ale również z powodu sytuacji w tabeli Ekstraklasy - obie drużyny dzielił tylko punkt, przy czym łódzki zespół znajdował się w strefie spadkowej, "Wojskowi" tuż nad nią.
Niestety, położenie zespołów w ligowej stawce znalazło odzwierciedlenie w poziomie spotkania, obie ekipy miały problem z kreowaniem stuprocentowych okazji. Legia wprawdzie miała większe posiadanie piłki, ale Widzew nastawiony na to, by gola nie stracić, skutecznie bronił się przez większość meczu.
Przełamanie nadeszło w ostatniej minucie doliczonego czasu gry, gdy sędzia Wojciech Myć podyktował rzut wolny dla gospodarzy w okolicach szesnastki Widzewa, a chwilę później po centrze ze stałego fragmentu gry i ogromnym zamieszaniu w polu karnym piłkę do siatki skierował Rafał Adamski. Był to gol na wagę trzech punktów, nic dziwnego, że podopieczni Marka Papszuna od razu zaczęli fetować trafienie razem z rezerwowymi, którzy wbiegli na boisko.
Kontrowersje w meczu Legia Warszawa - Widzew Łódź
Sytuacja, po której Legia strzeliła decydującego gola, wywołała jednak spore poruszenie. Wspomniany rzut wolny podyktowano bowiem po wątpliwym przewinieniu Frana Alvareza na Rubenie Vinagre - zawodnik Widzewa wślizgiem odebrał piłkę rywalowi, ale sędzia Myć dopatrzył się przewinienia. Swoje spojrzenie na tę sytuację w felietonie w tvpsport.pl przedstawił były sędzia, a obecnie ekspert, Rafał Rostkowski.
"Piłkarz Widzewa rozłożył ręce, nie dowierzał, gestem wskazał na siebie, jakby dopytywał, czy sędzia naprawdę gwizdnął z powodu jego zagrania. Z żółtą kartką na koncie odchodził kiwając głową z niedowierzaniem. Miał rację. Arbiter się pomylił" - ocenił.
Były arbiter szczegółowo przyjrzał się spornej sytuacji, zwrócił uwagę na to, w jaki sposób Alvarez wykonywał wślizg.
Najlepiej to było widać od strony linii bocznej, po stronie trybuny vis a vis trybuny głównej. Wykonując wślizg Alvarez prawą nogą czysto zatrzymał piłkę, a lewą nogę miał podwiniętą pod siebie. Vinagre przewrócił się o piłkę i blokującą ją nogę Alvareza. To było prawidłowe zagranie
Rostkowski, który przed laty sędziował nie tylko mecze w Ekstraklasie, ale też te pod egidą UEFA, ogólnie pozytywnie ocenił pracę Mycia. Stwierdził, że arbiter główny popełnił "jeden czy dwa błędy", ale nie miały one przełożenia na obraz meczu. Ba, spisywał się wręcz bardzo dobrze. Do czasu. "Ocena za jego pracę byłaby bardzo wysoka, gdyby nie ostatnia doliczona minuta i jej ostatnie sekundy" - skwitował.















