Gol w 3. minucie i... dopiero się zaczęło. Pogoń rozbiła Zagłębie, dramat Diaza
W poniedziałkowy wieczór przyszedł czas na zwieńczenie 16. kolejki PKO BP Ekstraklasy - jako ostatnie w ramach tej serii gier do akcji ruszyły drużyny Pogoni Szczecin oraz Zagłębia Lubin i z tej rywalizacji zwycięsko wyszli "Portowcy", którzy ograli "Miedziowych" aż 5:1. Zdobywanie goli rozpoczęło się w tym przypadku już w 3. minucie potyczki, a w trakcie starcia nie zabrakło mocnych zwrotów akcji.

16. kolejka PKO BP Ekstraklasy przyniosła kilka ciekawych rozstrzygnięć - m.in. wysoki triumf Lecha Poznań nad Radomiakiem Radom, niespodziewane zwycięstwo 3:1 Piasta Gliwice nad Rakowem Częstochowa czy remis 2:2 w potyczce Legii Warszawa z Lechią Gdańsk, który bez wątpienia był kolejnym wyrazem kryzysu, w jakim znaleźli się "Wojskowi".
Ostatnim akcentem tej serii gier stało się zaś spotkanie Pogoni Szczecin z Zagłębiem Lubin - pierwszy gwizdek we współzawodnictwie rozegranym na Stadionie Miejskim im. Floriana Krygiera wybrzmiał krótko po godz. 19.00 24 listopada.
PKO BP Ekstraklasa. Pogoń Szczecin - Zagłębie Lubin: Przebieg i wynik pierwszej połowy
Spotkanie rozpoczęło się dosyć spokojnie, obie strony nie szarżowały przesadnie pod względem ataków na bramkę, natomiast pierwszy strzał oddał dokładnie w 2. minucie Kamil Grosicki.
Po tej akcji podyktowano rzut rożny, który wykonał właśnie "Grosik" - futbolówka trafiła na głowę Loncara, który zgrał do Dimitriosa Keramitsisa, a ten z bliskiej odległości wpakował piłkę do siatki i "Portowcy" bardzo szybko wyszli na prowadzenie 1:0.
"Miedziowi" podjęli w kolejnych minutach nieśmiałe próby odpowiedzi - ale skończyło się na dosyć nieskładnych wrzutkach w "szesnastkę" i brak konkretnych uderzeń, które mogłyby zagrozić bramce Cojocaru.
Dopiero w 10. minucie goście naprawdę zagrozili golkiperowi Pogoni - Jakub Kolan zbiegł z lewej flanki i nieco niespodziewanie wykonał strzał, który wylądował jednak na słupku. Późniejsze zamieszanie w polu karnym nie przyniosło już Zagłębiu żadnej korzyści - linia defensywna ekipy ze Szczecina była nie do rozbicia.
Następnie zmagania wróciły do poprzedniego trybu - czyli walki od "szesnastki" do "szesnastki" i dopiero w 18. minucie znów wyklarowała się dogodna szansa dla lubinian. Po zagraniu z rzutu rożnego do uderzenia próbował przymierzyć się Ławniczak, ale nie był on w stanie czysto skierować piłkę w stronę bramki.
Dużo ciekawiej zapowiadała się sytuacja z 25. minuty - wówczas do podyktowanego rzutu wolnego podszedł Kajetan Szmyt i bez wątpienia znajdował się on w miejscu, z którego miał prawo pokusić się o bezpośrednie uderzenie na bramkę. Próba spełzła jednak tak naprawdę na niczym, bo uderzył on prosto w mur.
Zaraz potem w okolicy piątego metra pod bramką Pogoni zrobił się "kocioł" - i Ławniczak znów stanął przed szansą do wyrównania rezultatu, ale jego główka powędrowała wyraźnie ponad poprzeczkę. Niemniej widowisko zdecydowanie się rozruszało.
Nie minęła chwila i Orlikowski ruszył prawą flanką, ale jego próba zagrania do któregokolwiek z kolegów spaliła na panewce. Niemniej golkiper "Dumy Pomorza" musiał wciąż zachowywać maksymalną czujność.
Ogólny obraz gry był taki, że inicjatywa leżała przede wszystkim po stronie zespołu przyjezdnego. Pogoni nie pomogła z pewnością w uspokojeniu gry sytuacja, w której Cojocaru wdał się w dosyć niebezpieczny drybling będąc pod naciskiem Leonardo Rochy - na szczęście dla Rumuna obyło się tu bez wpadki.
Tuż przed przerwą nastąpiło wielkie przebudzenie "Portowców" - w 38. minucie Wahlqvist zagrał z prawego skrzydła na Molnara, a ten uwolnił się od dwóch oponentów i pokonał Jasmina Buricia - było 2:0, ale to nie był kres kłopotów "Miedziowych".
Dokładnie dwie minuty później Adrian Przyborek posłał podkręcony strzał zza pola karnego i trafił idealnie przy słupku - zrobiło się 3:0 i po tym krótkim fragmencie starcia sytuacja Zagłębia zrobiła się w zasadzie dramatyczna.
Do przerwy wynik już się nie zmienił, ale tak czy inaczej Leszek Ojrzyński oraz jego podopieczni mieli bez dwóch zdań o czym rozmawiać w szatni.
PKO BP Ekstraklasa. Pogoń Szczecin - Zagłębie Lubin: Przebieg i wynik drugiej połowy
Gospodarze ruszyli do kolejnych ataków już na samym początku drugiej odsłony współzawodnictwa. Po podyktowanym rzucie wolnym Grosicki próbował sprytnie zagrywać do Wahlqvista, który jednak ani nie zdołał odegrać do innego kompana, ani wykonać czystego strzału. Podyktowany wkrótce potem na korzyść Pogoni korner nie przyniósł podopiecznym Thomasa Thomasberga korzyści.
Tymczasem w 49. minucie "Miedziowi" w końcu się przełamali - na samym środku boiska Mateusz Dziewiatowski zdołał wywalczyć sobie piłkę, po czym napędził ofensywę, która zakończyła się dośrodkowaniem z powrotem do niego ze strony Szmyta. 18-latek pokonał strzałem głową Cojocaru i wlał nową nadzieję w serca gości.
Niestety chwilę potem nadeszły gorsze wieści dla Zagłębia - Jesus Diaz, który dopiero co zameldował się na murawie, upadł na boisko bez wyraźnego kontaktu z którymkolwiek z rywali i zasygnalizował kontuzję. Wkrótce potem musiał on zostać zastąpiony przez Mateusza Wdowiaka.
W 55. minucie niespodziewanie Pogoń szarpnęła do przodu, ale nieco osamotniony Grosicki ostatecznie zdecydował się na niełatwą próbę strzału, która została błyskawicznie przyblokowana przez dwóch oponentów.
Gdy mijała mniej więcej godzina gry na boisku doszło do poważnego zamieszania - w polu karnym Pogoni na boisko padł Rocha, pociągany wcześniej za koszulkę. Gdy wydawało się, że arbiter wskaże na wapno, to ostatecznie po użyciu VAR-u wyszło na to, że nieco wcześniej... Szmyt został złapany na spalonym. Tym samym "Dumie Pomorza" mocno się tu upiekło.
Niedługo potem, w 63. minucie, zryw do przodu wykonał Przyborek, który - będąc naciskanym przez jednego z rywali - zdołał jedynie posłać futbolówkę wprost w ręce Cojocaru.
W okolicach 70. minuty nastąpił kolejny przestój w grze - Mor Ndiaye upadł w "szesnastce" gości, natomiast arbitrzy VAR długo rozpatrywali to, czy wcześniej nie znajdował się on na spalonym. Koniec końców sędzia Łukasz Kuźma wskazał na 11. metr, a do piłki podszedł Greenwood. Być może zdekoncentrowany przez pierwotny brak zielonego światła na strzał wycelował w słupek, ale na szczęście dla Pogoni skuteczną dobitkę na 4:1 wykonał Molnar.
Sam Greenwood w 85. minucie jednak dopiął swego i zdobył swojego pierwszego gola w Ekstraklasie - uderzył w kapitalny sposób z granicy pola karnego i tym razem nie dał szans Buriciowi. To był już prawdziwy nokaut.
Niedługo potem, już nieco na "hurra" zza 16. metra uderzał też Michał Nalepa, ale jego strzał - co ciekawe wykonany głową - nie mógł zaskoczyć golkipera "Portowców". Czas uciekał, ale na korzyść ekipy z Lubina działało to, że sędzia doliczył aż 10 minut, co po wcześniejszym przebiegu rywalizacji było jak najbardziej zrozumiałe.
Tymczasem w 92. minucie to Pogoń znów przycisnęła przeciwnika - Mukairu poczarował w "szesnastce" i mimo obecności kilku przeciwników w pobliżu zdołał oddać strzał, który chybił minimalnie - futbolówka uderzyła w boczną siatkę.
W 96. minucie Cojocaru jeszcze raz stanął przed poważniejszym wyzwaniem - Rocha, po dośrodkowaniu Szmyta, uderzył na bramkę z główki, ale Rumun zdołał wykonać dobrą interwencję i zażegnał niebezpieczeństwo.
Nie minął moment, a znowu świetnym dryblingiem popisał się Mukairu, który zagrał do Wojciechowskiego, a ten - po dobrym przyjęciu - pokazał mimo wszystko niecelny strzał, który pofrunął obok bramki Buricia.
Rezultat ostatecznie już się nie zmienił - Pogoń wygrała na własnym terenie 5:1.
PKO BP Ekstraklasa. Kiedy kolejne mecze Pogoni i Zagłębia?
Pogoń Szczecin swój kolejny mecz w Ekstraklasie rozegra dokładnie 29 listopada mierząc się na wyjeździe z GKS-em Katowice. Zagłębie Lubin z kolei dzień później zagra na własnym terenie z obecnym wiceliderem tabeli, Jagiellonią Białystok.












