Gol 16-latka nie pomógł. Mistrzowie Polski jeszcze raz skarceni. Tytuł umyka
Jagiellonia Białystok zremisowała 1:1 z Górnikiem Zabrze w ostatnim niedzielnym meczu Ekstraklasy. Gospodarze objęli prowadzenie po debiutanckiej bramce 16-letniego Oskara Pietuszewskiego. Jeszcze przed przerwą wyrównał jednak Kryspin Szcześniak. Mimo zdecydowanej przewagi obrońcy tytułu znów nie potrafili sięgnąć po pełną pulę. Tracą punkty w trzecim kolejnym meczu na swoim terenie. Wszystko wskazuje na to, że ligowe złoto w tym sezonie przypadnie w udziale komuś innemu.

Mistrzowie Polski przegrali dwa poprzednie spotkania ligowe i mieli pełną świadomość, że kolejna porażka będzie oznaczać utratę matematycznych szans na obronę tytułu. W stolicy Podlasia pojawiał się jednak zespół, który miał na koncie serię pięciu potyczek bez triumfu. I niewiele wskazywało na to, że dysponuje wystarczającą siłą ognia, by impas przełamać.
Gospodarze ruszyli z animuszem do natarcia zaraz po pierwszym gwizdku. Już w pierwszych 10 minutach stworzyli sobie dwie okazje bramkowe. Mateusz Skrzypczak trafił jednak w poprzeczkę, a zaraz potem piłka po strzale Jesusa Imaza odbiła się od słupka.
Premierowy gol w Ekstraklasie 16-latka. Pietuszewski otwiera wynik spotkania
Zabrzanie nie wyciągnęli wniosków z sytuacji, z których cudem wyszli bez szwanku. Od 21. minuty przegrywali 0:1. Futbolówkę w narożniku pola karnego otrzymał Oskar Pietuszewski, złamał akcję do środka i mierzonym strzałem nie pozwolił Filipowi Majchrowiczowi na skuteczną interwencję.
Dla wychowanka Jagiellonii to pierwsze trafienie na boiskach Ekstraklasy. Do tej pory w najwyższej klasie rozgrywkowej rozegrał 12 spotkań. Za niewiele ponad dwa tygodnie skończy 17 lat.
Z prowadzenia "Jaga" nie cieszyła się nawet przez kwadrans. Po centrze z rzutu wolnego skutecznym strzałem głową popisał się Kryspin Szcześniak. W 34. minucie mieliśmy remis 1:1.
Górnik nie zasługiwał na taki rezultat. Białostoczanie mieli momentami miażdżącą przewagę. Gdyby nie dobry dzień w bramce Majchrowicza, losy spotkania mogli rozstrzygnąć już w pierwszej połowie.
W przerwie trener gości Piotr Gierczak zdecydował się na potrójną zmianę. Na murawie pojawili się Ousmane Sow, Luka Zahović i Paweł Olkowski. Nie zmienili diametralnie obrazu gry, ale ten ostatni wyekspediował piłkę tuż sprzed linii bramkowej po strzale Imaza.
Na kwadrans przed końcem futbolówka trafiła do siatki zabrzan po raz drugi. Cztery minuty po wejściu do gry Majchrowicza pokonał Edi Semedo. Trafienie nie zostało jednak zaliczone - analiza VAR wykazała bezdyskusyjny ofsajd.
Podział punktów oznacza, że drużyna Adriana Siemieńca w trzech ostatnich potyczkach na swoim terenie straciła aż osiem punktów. Szanse na obronę tytułu są już tylko iluzoryczne. Ciężka i długa batalia na arenie międzynarodowej okazuje się nad wyraz kosztowna.













