Królewski przedstawił swoje uwagi w rozmowie na kanale Studio Reymonta. Krytycznie odniósł się przede wszystkim do niewielkiej liczby minut otrzymywanych przez piłkarzy wchodzących z ławki oraz - jego zdaniem - zbyt sztywnego podejścia sztabu do hierarchii w zespole.
- Każdy zespół na początku sezonu ma obowiązek eksperymentować i dawać poczucie każdemu zawodnikowi, że jest częścią drużyny. Jeśli ja mogę mieć dzisiaj jakiś zarzut do trenera i sztabu szkoleniowego, to że jesteśmy za mało odważni w tych tematach - powiedział właściciel Wisły.
Wystarczyło, by te słowa padły, a w mediach zapanowała narracja każąca się zastanawiać, jaka przyszłość czeka trenera. No właśnie. Jaka?
Królewski oczekuje większej liczby eksperymentów
Zdaniem Królewskiego początek rozgrywek jest najlepszym momentem na sprawdzanie różnych rozwiązań. Z każdą następną kolejką margines na błędy będzie się zmniejszał, dlatego właśnie teraz sztab powinien odważniej weryfikować przydatność poszczególnych zawodników. - Musimy więcej eksperymentować, bo to jest czas na eksperymenty: początek sezonu. Dawanie szans, weryfikacja zawodników, bycie bardziej odważnym, popełnianie błędów. Teraz. Z każdym meczem ten margines błędu będzie się zmniejszał - tłumaczył.
Wbrew wielu nagłówkom, nie była to wyłącznie krytyka. Królewski zaznaczył jednocześnie, że w klubie nie panują "wisielcze humory". Pozytywnie ocenił zachowanie charakterystycznego dla Wisły sposobu gry, a sztab Jopa nazwał ambitnym, rozwijającym się i zdolnym do refleksji.
Najbardziej konkretne zastrzeżenie dotyczyło meczu z Górnikiem Zabrze i Elie Youana. Nowy skrzydłowy pojawił się na boisku na cztery minuty. Właściciel klubu uznał, że w tak krótkim czasie nie miał możliwości zaprezentowania swoich umiejętności. - Absolutnie nie ma szans, by zawodnik wchodzący na cztery minuty w meczu z Górnikiem Zabrze pokazał cokolwiek. To nie jest model gry, w który powinniśmy iść i przekażę ten feedback trenerowi - zapowiedział Królewski.
Cisza
Jak zawsze w sytuacji, gdy pojawia się choćby drobna wątpliwość przy nazwisku trenera Wisły (inna sprawa, czy zasadna) powraca nazwisko Mateusza Stolarskiego. Z naszych informacji wynika, że w ostatnim czasie nie było kontaktu między Jarosławem Królewskim a byłym trenerem Motoru Lublin, ale wcześniej zainteresowanie takim rozwiązaniem rzeczywiście się pojawiało. Stolarski pod wieloma względami pasowałby do modelu budowanego w Krakowie: przykłada dużą wagę do analizy danych, preferuje odważny i proaktywny futbol, a ryzyko traktuje jako nieodłączną część rozwoju zespołu.
Z wypowiedzią Królewskiego o ryzyku szczególnie dobrze koresponduje piłkarskie motto Stolarskiego, zaczerpnięte od Pepa Guardioli: "Największym ryzykiem jest nie ryzykować".
Liczby bronią pracy Jopa
Po czterech kolejkach statystyki Wisły w kilku kluczowych kategoriach wyglądały jednak bardzo dobrze. Krakowianie oddali 73 strzały - najwięcej w lidze i o siedem więcej od drugiej Legii Warszawa. Zanotowali również 104 kontakty z piłką w polu karnym przeciwnika, co także daje im pierwsze miejsce.
Wisła prowadziła ponadto pod względem tzw. deep completions. WyScout definiuje w ten sposób celne podania - bez dośrodkowań - do partnera znajdującego się nie dalej niż 20 metrów od bramki przeciwnika. Zespół Jopa wykonał 48 takich zagrań. Druga w zestawieniu drużyna miała ich o siedem mniej. Obiecująco prezentował się też pressing. PPDA Wisły (na ile podań pozwolono rywalowi przed podjęciem akcji zmierzającej do odbioru piłki) wynosiło 9,38 i było czwartym wynikiem w rozgrywkach. To wskaźnik zgodny z założeniem, że Wisła ma szybko organizować pressing po stracie.
Ofensywne nastawienie niesie jednak ryzyko. Wisła znajdowała się równocześnie wśród zespołów dopuszczających rywali do największej liczby strzałów. Więcej uderzeń przeciwnicy oddali jedynie przeciwko Radomiakowi, Piastowi Gliwice i Śląskowi Wrocław. Drużyna Jopa potrafiła więc zdominować rywala w ataku, ale pozostawiała mu również przestrzeń do tworzenia sytuacji.
Interesująco wyglądała tabela punktów oczekiwanych, czyli zestawienie próbujące przełożyć jakość stworzonych i dopuszczonych okazji na prawdopodobne wyniki. Po czterech kolejkach Wisła byłaby w niej liderem, przed Cracovią. Próba jest jeszcze bardzo mała, ale pokazuje, że rezultaty i przebieg spotkań nie dawały podstaw do uznania projektu Jopa za nieskuteczny.
Wisła nie unika ryzyka
Dane prowadzą do istotnego wniosku: Wisła Jopa nie jest zespołem zachowawczym. Generuje najwięcej strzałów, regularnie dostarcza piłkę pod bramkę rywala i wysoko pressuje. Ryzyko zostało wpisane w jej model gry.
Zastrzeżenia Królewskiego dotyczą innego obszaru - zarządzania kadrą. Właściciel oczekuje, że odwaga widoczna w sposobie atakowania przełoży się także na rotację, szybsze wprowadzanie nowych piłkarzy i odejście od sztywnej hierarchii. Jop może zatem realizować założenia taktyczne klubu, a jednocześnie nie spełniać wszystkich oczekiwań dotyczących rozwoju i weryfikowania kadry.












