Gdańsk uciszony, wystarczyły trzy minuty. Dwa zabójcze ciosy, chwilę później nagła zapaść
Starcie, które mogło namieszać w tabeli PKO BP Ekstraklasy - takim mianem należy określić poniedziałkowy mecz Lechii Gdańsk z Zagłębiem Lubin. W przypadku zwycięstwa obydwa zespoły mogły bowiem zaliczyć całkiem pokaźny awans w ligowej klasyfikacji. Po pierwszej połowie zdecydowanie bliżsi tego osiągnięcia byli "Miedziowi". W drugiej odsłonie spotkania gospodarze ruszyli do odrabiania strat, jednak na wysokości zadania stanął tego dnia golkiper z Lubina. Zapewnił on swojej ekipie zwycięstwo oraz pozycję wicelidera ligowej tabeli.

23 lutego byliśmy świadkami kolejnego emocjonującego starcia PKO BP Ekstraklasy. Tego dnia Lechia Gdańsk podejmowała u siebie piłkarzy Zagłębia Lubin. Dla gospodarzy był to ważny mecz. Przed rozpoczęciem rywalizacji znajdowali się oni bowiem na 11. pozycji w tabeli, mając zaledwie 3 "oczka" przewagi nad będącą w strefie spadkowej Legią Warszawa.
Gracze z Lubina również ostrzyli sobie zęby na zwycięstwo. W ich sytuacji komplet punktów pozwoliłby bowiem awansować do ścisłej czołówki ligowej tabeli, zrzucając na niższe pozycje kilku poważnych pretendentów do mistrzostwa.
Gospodarze wytrzymali raptem 3 minuty. Później było już tylko gorzej
Na otwarcie wyniku tego starcia trzeba było poczekać raptem 3 minuty. Składną akcją po rzucie rożnym popisali się wówczas zawodnicy z Lubina. Świetne dośrodkowanie Jesusa Diaza wykorzystał Mateusz Grzybek. Kompletnie niekryty defensor oddał potężny strzał głową. Piłka odbiła się od poprzeczki, trafiając ostatecznie do siatki. Alex Paulsen nie miał w tej sytuacji najmniejszych szans.
W dalszych minutach napór gości absolutnie nie malał. Golkiper "Biało-Zielonych" miał tego dnia ręce pełne roboty. Na jego szczęście, kilka kolejnych prób napastników "Miedziowych" nie cechowało się taką precyzją, jak przytoczony wyżej strzał Grzybka.
W okolicy 26. minuty goście otrzymali kolejny rzut rożny. Samo dośrodkowanie nie zakończyło się oddaniem strzału, jednak futbolówka wciąż krążyła w pobliżu pola karnego rywali. W końcu trafiła ona na nogę Marcela Reguły. 19-latek oddał mierzony strzał sprzed pola karnego, kierując piłkę tuż przy słupku. Paulsen ponownie nie miał w tej sytuacji nic do powiedzenia.
Radość gości została nieco przytłumiona przez wspomnianego wcześniej Jesusa Diaza. Kilka minut przed przerwą Kolumbijczyk upadł na murawę. Upadek ten nie był spowodowany kontaktem z rywalem. Do zawodnika szybko przybiegły służby medyczne. Na całe szczęście, Diaz mógł kontynuować swój występ. Mimo kolejnej znakomitej akcji Reguły sytuacja na tablicy wyników nie uległa już zmianie.
Gdańszczanie rozochocili się w ataku. Golkiper Zagłębia bohaterem
W drugą połowę dużo lepiej weszli zawodnicy Lechii Gdańsk. Już w pierwszej akcji przeprowadzili oni zmasowany atak. Oddali łącznie cztery strzały, lecz żaden z nich ostatecznie nie znalazł drogi do bramki rywali. Późniejsze dwa rzuty rożne również nie przyniosły pożądanego rezultatu. Sekwencja ta stanowiła jednak dużą lampkę ostrzegawczą dla zawodników Zagłębia.
Chwilę później gospodarze ponownie otrzymali szansę na gola kontaktowego. Z piłką przed polem karnym znalazł się Tomasz Neugebauer. Jego strzał wyglądał naprawdę imponująco. Równie niesamowicie prezentowała się jednak parada w wykonaniu Jasmina Buricia. Bośniak jeszcze kilka razy dzielnie bronił swojego czystego konta. Kolejną świetną interwencją popisał się on w 62. minucie, broniąc w widowiskowy sposób strzał Bujara Pllany.
W tej części spotkania piłka zdecydowanie częściej znajdowała się na połowie gości. Gdańszczanie próbowali wykorzystać wyraźną zapaść rywali, desperacko poszukując kolejnych sytuacji do zdobycia gola. Ostatecznie nie przełożyło się to jednak na przełamanie strzeleckiej niemocy. Burić nie skapitulował bowiem pod naporem ciosów, stając się niekwestionowanym bohaterem tej części spotkania.
Dzięki kompletowi "oczek" Zagłębie Lubin zaliczyło naprawdę pokaźny awans w ligowej tabeli. "Miedziowi" przeskoczyli 5 ekip, stając się nowym wiceliderem PKO BP Ekstraklasy.












