Reklama

Reklama

Frankowski: Tanio skóry nie sprzedamy

- Tanio skóry nie sprzedamy - powiedział nam as ataku Jagiellonii Tomasz Frankowski przed walką o mistrzostwo Polski.

INTERIA.PL: Przed nami runda wiosenna Ekstraklasy. Wyścig o mistrzostwo Polski zapowiada się pasjonująco.

Tomasz Frankowski, napastnik Jagiellonii Białystok: Jak co roku, prawda? Przynajmniej "na papierze" uczestniczy w tym wyścigu również Jagiellonia Białystok. I sami jesteśmy ciekawi, jak to będzie wyglądało. Zbyt dużych wzmocnień nie poczyniliśmy, a straciliśmy Kamila Grosickiego, który został sprzedany do Turcji. A jak obserwuję poczynania zespołów, które będą z nami rywalizować o mistrzostwo, to widzę, że Wisła się poważnie wzmocniła, doszło do dużej rotacji w jej składzie i zobaczymy, kto na tym lepiej wyjdzie.

Reklama

Która Jagiellonia jest silniejsza - ta z Grosickim, czy ta z Grzelakiem?

- Wiemy wszyscy, jak wyglądała Jagiellonia z Kamilem. Zobaczymy wszyscy i przekonamy się, jak będzie wyglądała z Bartkiem Grzelakiem, w innym zestawieniu. Zostało zatrudnionych dwóch piłkarzy ofensywnych z Czarnogóry (skrzydłowy Ermin Seratlić plus stoper Luka Pejović - przyp. red.) i jeden z Polski, Bartłomiej Grzelak. Teraz wszyscy liczymy na ich gole.

Czy będzie ci się równie dobrze współpracowało z Grzelakiem, jak z Grosickim?

- Grzelak ma inny styl gry w porównaniu do Grosickiego. Prawda jest taka, że w dotychczasowych sparingach nie zagraliśmy ani razu wspólnie, bo albo grałem ja, albo on, więc sądzę, że Bartek będzie dla mnie bardziej konkurentem do walki o miejsce w ataku, niż partnerem.

Czy wyobrażasz sobie taki scenariusz, że Jagiellonia zdobywa mistrzostwo Polski i przełamuje niemoc polskich klubów w walce o Ligę Mistrzów?

- Na razie kompletnie o tym nie myślę. Mamy sporo pracy do wykonania. Na początku czekają nas cztery ciężkie mecze: z Lechem, Wisłą, Śląskiem i Bełchatowem, które stoją wysoko w tabeli naszej ligi. Marzec będzie dla nas kluczowy, po nim będziemy wiedzieć, jak przepracowaliśmy okres przygotowawczy.

Powiedziałeś, że Wisła wzmocniła się, ale też sprzedała braci Brożków. Jak zareagowałeś na ten fakt?

- Wydawało się, że szczególnie Paweł miał oferty lepsze i ciekawsze. W końcu Wisła wyraziła zgodę na transfer i sprzedała go do Trabzonu, gdzie na razie przygotowuje się do ostrego startu i walczy o miejsce w składzie (ostatnio "Brozio" doznał kontuzji - przyp. red.). Przy Reymonta nastąpiła zmiana pokoleniowa - wcześniej odeszli Baszczyński, Głowacki, potem Brożkowie. Są nowi trenerzy. Widać, że właściciel klubu Bogusław Cupiał postanowił oprzeć skład na obcokrajowcach. Jedynymi Polakami grającymi regularnie w Wiśle będą Małecki z Sobolewskim.

Jak Ci się podoba taka tendencja, że ponad połowa sprowadzanych do Polski zawodników, to obcokrajowcy? Poza Kewem Jaliensem dominują anonimowi piłkarze z zagranicy.

- No i pewnie z 80 procent spośród tych transferów okaże się nietrafionymi. Oczywiście każdy ma nadzieję, że dokonał dobrych wyborów. Tak jak nie udało się Wiśle awansować z Polakami do Ligi Mistrzów, być może teraz, uda jej się to z obcokrajowcami, jeśli powiedzie się wiślakom w wyścigu o mistrzostwo Polski. Ale Jagiellonia tanio skóry nie sprzeda i postaramy się namieszać tej dwójce faworytów do tytułu, jakimi są Wisła i Legia.

Faworytów? Przecież to wy jesteście liderami!

- Tak, tylko że na razie nikt nie mówi o Jagiellonii w kategoriach takich, że jest to potencjalny mistrz Polski. Na razie wszyscy spodziewają się, że po trzech-czterech kolejkach sytuacja wróci do normy i któryś z tych dwóch wielkich klubów - Wisła, Legia zdobędzie mistrzostwo Polski.

Czy sprzedając Grosickiego (za 900 tys. euro do Sivassporu - przyp. red.), Jagiellonia nie wywiesiła białej flagi w walce o mistrzostwo, nie zasygnalizowała myślenia w stylu: "Nic się nie stanie, jak tego mistrzostwa nie zdobędziemy, nie mamy szans w starciu z większymi on nas"?

- Nie, nie wydaje się mi. Sądzę, że Jagiellonia zrobiła dobry krok, bo i Kamil już się trochę dusił w Białymstoku, i klub, który nie ma poważnego, potężnego sponsora, też potrzebował zastrzyku gotówki, najlepiej dużej. Dlatego była to transakcja optymalna i dla nas jako klubu, jak i dla samego Kamila.

Wracając do obcokrajowców, którzy stopniowo zalewają naszą ligę, czy ciebie - członka sztabu reprezentacji Polski na Euro 2012 nie martwi, że za chwilę będziemy skazani albo na naturalizacje, albo na wymyślanie prochu z niczego?

- Rzeczywiście, jest to spory problem, ale ja obserwuję z bliska postępy polskich piłkarzy i nie widzę, by któryś z tych chłopaków dokonywał jakiegoś wielkiego skoku jakościowego. Nie dziwię się też działaczom klubowym, że chcą dziury w swoich składach łatać natychmiast i dlatego sięgają po zawodników z zagranicy.

Czy tobie jako napastnikowi, który liczy się w wyścigu po tytuł króla strzelców, nie przeszkadzał fakt, że część przygotowań do rundy wiosennej miałeś jako piłkarz, a część jako trener na zgrupowaniu reprezentacji w Portugalii przed meczami z Mołdawią i Norwegią?

- Kompletnie nie. Sądzę, że będzie to widać w rundzie wiosennej, że jestem właściwie przygotowany. Mało tego, właśnie dzięki temu tygodniowi, który spędziłem na zgrupowaniu reprezentacji, mimo że z nimi również potrenowałem, gdy była nieparzysta liczba zawodników, to jeszcze bardziej przyłożyłem się do treningów przed wyjazdem i po przyjeździe, żeby trener widział moje podwójne zaangażowanie.

Odkąd dołączyłeś do sztabu reprezentacji Polski - nie mówię, że dzięki tobie, ale zaczęliśmy wygrywać. Nie każdego jednak satysfakcjonują zwycięstwa nad Wybrzeżem Kości Słoniowej, czy Norwegią. Wielu wciąż narzeka, że mało mamy sytuacji podbramkowych. Jak reagujesz na takie głosy?

- Śmieszą mnie te opinie polskich "znawców" i krytyków, którzy wiecznie szukają dziury w całym. Gdy pokonaliśmy Norwegię, czyli numer 11 na światowej liście FIFA, to się odezwały głosy: "Co ta Norwegia robi na miejscu 11"? Prawda jest taka, że wcześniej także strzelaliśmy bramki, z tym że także traciliśmy je i przegrywaliśmy 1-2, bądź remisowaliśmy 2-2. I prawda jest taka, że została uszczelniona defensywa reprezentacji Polski i nawet strzelając po jednej bramce w meczu z Mołdawią i Norwegią, postaraliśmy się o komplet punktów.

Jak Ci się pracuje z młodszymi napastnikami - Grosickim, Lewandowskim, Jeleniem? Słuchają, mają w tobie mentora, widzisz jakieś pole do poprawy u nich?

- Przede wszystkim trzeba przyznać, że są to utalentowani zawodnicy i wspólnie z Irkiem Jeleniem i Pawłem Brożkiem potrafią strzelać bramki i udowodnili to w ostatnich meczach, bo Kamil strzelał w lidze tureckiej odkąd się w niej tylko pojawił, Jeleń się przełamała w lidze francuskiej, a Lewandowski zapewnił nam zwycięstwo w meczu z Norwegią, a Brożek w spotkaniu z Bośnią i Hercegowiną dwukrotnie pokonał bramkarza rywali. Mam nadzieję, że ta praca będzie właściwie wykonana i poza pracą fizyczną, również ta mentalna, czyli rozmowa, podbudowanie chłopaków na duchu przyniesie efekty w następnych spotkaniach.

Z Robertem Lewandowskim sytuacja była fenomenalna, bo on na mecz z Norwegią przyjeżdżał w pozycji rezerwowego Borussii, na którym na dodatek wyżywały się niemieckie bulwarówki, po tym jak w meczu z VfB Stuttgart nie trafił do pustej bramki, a potrafił przeprowadzić piękną indywidualną akcję, po której strzelił gola dającego nam zwycięstwo. Nie jest chyba łatwo w takiej sytuacji zaistnieć zawodnikowi?

- Naprawdę to trudne zadanie, jednak zauważyłem, że Robert jest mocny psychicznie i przede wszystkim wytrzymał tę krytykę. Ostatnio go trener wystawił w podstawowym składzie Borussii, która jest liderem niemieckiej ekstraklasy, więc słabo w niej ofensywa nie gra. Poza tym "Lewy" ma naprawdę udany debiut w tej drużynie. Strzelił pięć bramek wchodząc z ławki, bo miejsce na placu ma Barrios, to jest naprawdę dobry wynik, a mam nadzieję, że go podwoi jeszcze w tych spotkaniach, które zostały do końca sezonu.

Rozmawiał: Michał Białoński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje