Reklama

Reklama

Fran Tudor: Dinamo nie zlekceważy Legii

Urodzony w Zagrzebiu Fran Tudor z Rakowa Częstochowa mówi Interii o swoich oczekiwaniach związanych z konfrontacją Legii Warszawa z Dinamem Zagrzeb w eliminacjach Ligi Mistrzów i ma dla warszawian pewną radę. Sam koncentruje się na zbliżającym się starciu Rakowa z Rubinem Kazań w eliminacjach Ligi Konferencji.

Interia: Pozbieraliście się szybko - jako zespół - po weekendowej porażce z Jagiellonią Białystok 0-3? Pan akurat w tym meczu nie wystąpił, ale koledzy na pewno musieli zresetować głowy po takim spotkaniu, skoro teraz macie podjąć rywalizację w III rundzie eliminacji Ligi Konferencji Europy z Rubinem Kazań?

- Takie mecze, jak z Jagiellonią się zdarzają. Staraliśmy się zastosować pewną rotację, by przećwiczyć kilka rzeczy i dać niektórym zawodnikom odpocząć. Mamy bowiem teraz naprawdę trudny terminarz. Niestety przegraliśmy, ale nie ma w nas negatywnego nastawienia po tym weekendzie. Nie możemy się już doczekać starcia z Rubinem Kazań. To dla nas wielki mecz i zrobimy wszystko, by wywalczyć dobry wynik. Później mamy w perspektywie jeszcze starcie z Wisłą Kraków, a potem wiadomo - rewanż w Rosji. Musimy podejść do tych wyzwań metodą marszu małymi krokami.

Reklama

Pochodzi pan z Zagrzebia, szkolił się pan piłkarsko w Dinamie jako młody chłopak. Jak pan postrzega szanse Legii Warszawa w rywalizacji z ekipą z Zagrzebia w eliminacjach Ligi Mistrzów?

- Spodziewam się bardzo wyrównanego spotkania. Dinamo jest wprawdzie teoretycznie faworytem, ale Legia też ma do pewnego stopnia szanse. Jest bowiem drużyną bardzo niebezpieczną w kontrataku. Ma klasowych napastników, czyli Tomasza Pekharta i Rafę Lopesa a do tego po bokach Josipa Juranovicia i Filipa Mladenovicia. Niebezpieczne są też te crossowe długie piłki, które Legia potrafi serwować. To w tych elementach widzę atuty Legii.  Spodziewam się naprawdę dobrego meczu do oglądania dla kibiców.  

A na kogo szczególnie powinna Legia uważać w tej konfrontacji?

- Ofensywa Dinamo to nie tylko Bruno Petković czy Lovro Majer. Moim zdaniem spore zagrożenie należy też upatrywać w tym, co potrafi zagrać Mislav Orszić, ale też Luka Ivanuszec. To są bardzo niebezpieczni gracze, o wysokich umiejętnościach technicznych.

Na ile, pana zdaniem, zespół Dinama osłabił się w stosunku do poprzedniego sezonu, gdy rywalizowali w ćwierćfinale Ligi Europy z Villarrealem? Odszedł przede wszystkim utalentowany Joško Gvardiol, do RB Lipsk.

- To była ważna strata dla Dinama, choć jednocześnie bardzo dobry transfer. Gvardiol to bardzo dobry obrońca. Teraz, gdy go nie ma już z zespole z Zagrzebia, myślę, że najlepszą opcją dla Legii będzie właśnie przeprowadzanie ataków tamtą stroną boiska. Bo pozycja lewego obrońcy jest najsłabiej obecnie obsadzoną w tej drużynie, tak uważam.

Rzeczywiście, w ostatnim zremisowanym przez Dinamo 3-3 meczu z Rijeką grał na tej pozycji niezbyt jeszcze doświadczony Bartol Franjić. Pierwszym wyborem jest tam jednak Szwajcar Francois Moubandje.

 - Nie wiem, który z nich wybiegnie przeciwko Legii, ale moim zdaniem to właśnie w tej strefie upatrywałbym największą szansę polskiej ekipy na to, by zyskać przewagę nad rywalem.

Chorwackie media wypominały Legii, że potencjalna wartość całego warszawskiego zespołu jest kilka razy mniejsza, niż ekipy Dinama. Pan się zgodzi z tym, że dysproporcja potencjałów jest aż tak duża?

- Legia to zespół, który może się pochwalić sporymi sukcesami na przestrzeni historii swoich występów w polskiej lidze. Renoma Legii jest znana w Chorwacji, bo też sporo chorwackich graczy tam występowało. Myślę, że Dinamo nie zlekceważy Legii, podejdą do tego meczu na sto procent.

Choć gdy przeglądał człowiek chorwackie media z ostatnich dni, to do pewnego momentu znacznie więcej uwagi poświęcano temu, że Dinamo może w kolejnej rundzie trafić na Crveną Zvezdę Belgrad, niż zbliżającemu się meczowi z Legią. A przecież najpierw klub z Zagrzebia musi pokonać warszawską ekipę.

- Trzeba przypomnieć, jak bogata jest historia tych starć między Dinamem a Crveną Zvezdą. Na Bałkanach uważa się nawet, że wojna z lat 90. rozpoczęła się tak naprawdę od meczu Dinamo Zagrzeb - Crvena Zvezda na stadionie Maksimir. To może nieoficjalny początek wojny, ale tak się uważa w społeczeństwie.

Chodzi oczywiście o te wydarzenia z 13 maja 1990 roku. Symbolem tych starć stał się późniejszy piłkarz Milanu Zvonimir Boban, kopiący funkcjonariusza służb na murawie w obronie jednego z kibiców Dinama. 

- Dokładnie. Dlatego właśnie teraz tak wielką wagę zaczęto przywiązywać do faktu, że Dinamo znów może zagrać z belgradzkim klubem. Nie sądzę, by to wszystko miało związek z faktem, że w Zagrzebiu mieliby lekceważyć Legię jako najbliższego rywala.

Jako zagrzebianin, komu będzie pan kibicował w tym starciu?

- Teraz jestem fanem Hajduka Split, więc nie wiem w sumie, jak podejść do tego meczu Dinama z Legią. Ja się koncentruję teraz przede wszystkim na naszym starciu z Rubinem Kazań. Mam wprawdzie dom w Zagrzebiu, to jest moje miasto, stamtąd pochodzę. Ale kibicuję Hajdukowi Split.

A wracając do czwartkowej konfrontacji z Rubinem, co Raków może i chce przeciwstawić rosyjskiej ekipie?

- Będziemy się starali utrzymywać dobre tempo gry, wiemy, gdzie są nasze atuty. Będziemy jednak mądrzejsi po pierwszym spotkaniu tego dwumeczu. Teraz możemy sobie tylko spekulować, co może się wydarzyć w tej rywalizacji. Bez wątpienia Rubin był jednym z najtrudniejszych rywali, na jakich mogliśmy trafić na tym etapie. Ale to jest futbol i wszystko jest możliwe na boisku.

Jako drużyna staraliście się odciąć od dywagacji dotyczących przyszłości trenera Marka Papszuna, jakie w tym tygodniu pojawiły się w mediach? W "Studio Ekstraklasa" na Interii o możliwym odejściu trenera Papszuna poinformował Sławomir Peszko.

- Jesteśmy w pełni skoncentrowani na nadchodzącym meczu. Szczerze mówiąc, od kiedy trafiłem do Polski, staram się być skupionym na swojej robocie, na moich występach.

Rozmawiała: Justyna Krupa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje