21-latek pobił polskiego trenera. Chcieli to zatuszować. Ale ktoś nie wytrzymał
Goncalo Feio nie jest pierwszym trenerem w polskich realiach ligowych, który stał się ofiarą fizycznej agresji. Swego czasu głośnym echem odbiły się wydarzenia z szatni Sandecji Nowy Sącz, gdzie Mirosława Hajdę zaatakował brutalnie 21-letni zawodnik. Gdyby nie natychmiastowa interwencja pozostałych piłkarzy, "doszłoby do masakry". Tak przynajmniej relacjonował to sam szkoleniowiec. Próbowano nie dopuścić, by incydent wyciekł poza klub. Tajemnicy nie udało się jednak dochować. Po kilku godzinach o sprawie donosiły już ogólnopolskie media.

W niedzielne popołudnie Radomiak Radom uległ GKS-owi Katowice 0:1. Po meczu doszło do scen, o których gorączkowo dyskutuje się do teraz. Szkoleniowiec pokonanych, Goncalo Feio, miał został uderzony przez jednego z miejscowych notabli.
Wedle relacji 36-letniego szkoleniowca agresorem jest członek rady miasta. Portugalczyk nie wyobraża sobie dalszej pracy w Radomiaku. Żąda natychmiastowego rozwiązania umowy obowiązującej do 2028 roku.
Teraz Feio, kiedyś Hajdo. O skandalicznym incydencie w szatni Sandecji mówiła "cała piłkarska Polska"
Feio znany jest z tendencji do popadania w pozaboiskowe tarapaty. Kiedy trenował Motor Lublin, to on miał dopuścić się agresji fizycznej wobec pracownika klubu. W sprawę zaangażowano nawet prokuraturę.
Okoliczności zajścia w Radomiu nadal są wyjaśniane. Jeśli potwierdzi się relacja portugalskiego trenera, będzie miał faktyczną postawę do rozwiązania kontraktu. Wiążące decyzje w tej sprawie zapadną zapewne w najbliższych dniach.
Portugalczyk nie jest pierwszym szkoleniowcem na szczeblu centralnym, wobec którego - jak twierdzi - dopuszczono się naruszenia nietykalności cielesnej. Latem 2013 roku pobity został Mirosław Hajdo, wówczas trener I-ligowej Sandecji Nowy Sącz. W tym przypadku agresorem okazał się 21-letni zawodnik, Jakub Nowak.
Przed porannym treningiem Hajdo wszedł do szatni i zaczął witać się z piłkarzami. Kiedy wyciągnął rękę do Nowaka, ten odpowiedział bokserskim ciosem prosto w twarz. Trener przekoziołkował przez innego zawodnika - który akurat wiązał buta - i upadł na torby ze sprzętem.
Jak relacjonowały media, tam został jeszcze kopnięty. A przed kolejnymi ciosami uchroniła go natychmiastowa reakcja pozostałych członków zespołu. Powstrzymali napastnika, ratując trenera przed poważnymi obrażeniami.
O sprawie było głośno przez wiele tygodni. Z każdym dniem na jaw wychodziły zakulisowe wątki zajścia. Pojawiły się pogłoski, że Nowak miał być pod wpływem alkoholu, ale tego zarzutu nikt nie potwierdził - a piłkarz nosił się z zamiarem wystąpienia na drogę sądową i wniesienia sprawy o ochronę dóbr osobistych. Ostatecznie tego nie zrobił.
Hajdo też zrezygnował z postępowania przed wymiarem sprawiedliwości. Nie zgłosił napaści. Nie unikał jednak rozmów z mediami. - Chłopak ma szczęście, że byłem w szoku. Jakbym się do niego dorwał, byłaby masakra - oznajmił w rozmowie z "Faktem".
Trzy lata później o niecodziennej historii opowiedział nieco więcej Michał Śmierciak, były rzecznik prasowy Sandecji.
- Wpadłem w korytarzu na trenera Hajdo. Omówiłem z nim całą kwestię i muszę przyznać, że trzymał nerwy na wodzy. Spokojnie analizowaliśmy sytuację, a następnie podjęliśmy decyzję o utrzymywaniu wszystkiego w tajemnicy. Oczywiście nie minęło pół dnia i wszystko się zje***, sprawa trafiła do mediów, spirala zaczęła się nakręcać, był niesamowity dym - relacjonował w wywiadzie dla serwisu 2x45.info.
- Telefon był rozgrzany do czerwoności, na służbowym mailu aż się gotowało, a ja pewnie kilkaset razy dziennie odpowiadałem na te same pytania - dodał. - Kontaktowali się ze mną dziennikarze zarówno największych mediów w kraju, jak i przedstawiciele lokalnych redakcji, również tych niezwiązanych ze sportem.
Co stanowiło zarzewie konfliktu między trenerem a zawodnikiem? Hajdo nie widział Nowaka w drużynie. Posłał go na wypożyczenie do III-ligowego Popradu Muszyna. Do "eksplozji" doszło, gdy szkoleniowiec wydał polecenie, by młodziana nie ustawiać do przedsezonowej sesji fotograficznej całego zespołu.
W seniorach nowosądeckiej drużyny Nowak zdążył rozegrać ledwie 27 minut. Po skandalicznym zajściu został zawieszony przez PZPN. Ogłosił zakończenie kariery, ale słowa nie dotrzymał. Dwa lata później w swoich szeregach miał go Lubań Maniowy, a później także Barciczanka Barcice i Dunajec Nowy Sącz.













