Reklama

Reklama

Ekstraklasa. Zwycięzca 11na11: My, chorzy trochę przypominamy sportowców

- Piłką interesuję się od zawsze, zaszczepił to we mnie tata. Teraz jednak zmagam się z rzadką chorobą, która nauczyła mnie, by nigdy się nie poddawać - opowiada Interii pan Tomasz Krawczyk z Kwidzynia, który w sezonie 2016/2017 najtrafniej typował wyniki Ekstraklasy i wygrał klasyfikację 11na11.pl, pokonując blisko 5 tys. osób.

Sprawdź ranking 11na11.pl

Reklama

Interia.pl: Miał pan jakiś system typowania czy decyzje zapadały z kolejki na kolejkę?

Tomasz Krawczyk: Z kolejki na kolejkę. Jedyna rzecz, której się trzymałem, to stawianie na zwycięstwa Lechii Gdańsk, bo jestem jej kibicem. Niestety, nie zawsze wychodziło mi to na dobre (śmiech).

Do końca liczył pan, że Lechia zdobędzie mistrzostwo?

- Tak, ale ostatnia kolejka okazała się trudna nie tylko z powodu meczu Legia - Lechia.

Długo zastanawiał się pan jak obstawić daną serię gier?

- Nie, szło mi to dość sprawnie. Podpierałem się tylko spojrzeniem na tabelę, a pod koniec sytuacją danych klubów. Zresztą w ostatniej kolejce to jakieś cuda się działy (śmiech).

Jak długo gra pan w 11 na 11?

- Od paru lat, ale jakoś nigdy nie byłem w czołówce. Dlatego byłego zaskoczony, gdy w tym sezonie znalazłem się wśród najlepszych zawodników. Wtedy zacząłem baczniej się temu wszystkiemu przyglądać i bardziej przykładać się do typowania. Ta rywalizacja dawała przyjemną adrenalinę.

Zerkał pan jak typują eksperci Interii?

- Nie, zawsze miałem autorskie pomysły. Czasem tylko rzucałem okiem jak w danej kolejce zapunktowali.

Stawiał pan zawsze na Lechię. A czy była jakaś drużyna przeciwko której pan grał?

- Nie, nie jestem typem kibica, który jest przeciw komuś. Zdecydowanie bardziej wolę wspierać swoich.

Jako kibic jest pan za czy przeciw rozgrywkowym składającym się z 37 kolejek?

- Patrząc na ten sezon, to emocje były ogromne, przecież do końca aż cztery drużyny grały o mistrzostwo! Pod tym względem ten system jest bardzo fajny, ale trochę nie mogę się pogodzić z tym dzieleniem punktów. Jednak w ten sposób część drużyn się krzywdzi.

Na co dzień zajmuje się pan jakoś bliżej sportem?

- Piłką interesuję się od zawsze, zaszczepił to we mnie mój tata. Dziś mam 45 lat, mieszkam w Kwidzynie i pewnie mogę zakwalifikować się do grupy tzw. zwykłych Polaków (śmiech). Od wielu lat towarzyszy mi jednak choroba - SMA, czyli rdzeniowy zanik mięśni. Jest to schorzenie zaliczane do tzw. chorób rzadkich. Choruje na nie ok. 700 osób w Polsce.

Taka choroba w życiu bardziej motywuje czy jest powodem zmartwień?

- To choroba genetyczna, której skutkiem jest coraz mniejsza siła moich mięśni. To z całą pewnością wielkie utrudnienie w codziennym życiu. Parę tygodni temu w UE zarejestrowano lek na SMA. Roczna kuracja to koszt ok. 300 tys. euro. Wraz z innymi chorującymi na rdzeniowy zanik mięśni jesteśmy zdeterminowani do walki o refundację tego leku w Polsce. Pod tym względem przypominamy sportowców, którzy również uparcie dążą do celu. I tego nauczyło mnie życie z chorobą - nigdy się nie poddawać.

Rozmawiał Piotr Jawor

Sprawdź ranking 11na11.pl

Dowiedz się więcej na temat: 11na11.pl | Ekstraklasa | piłka nożna

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje