Ekstraklasa u progu rewolucji? "Widzimy, w jakim kierunku idzie świat"
Ekstraklasa stoi być może u progu rewolucji. Władze naszej ligi obserwują rynkowe trendy, z których wynika, że rynek praw telewizyjnych bardzo się zmienia. Rozmawiamy z Marcinem Animuckim, prezesem spółki Ekstraklasa SA, o tym, jak mogą one wpłynąć na sprzedaż praw na kolejne lata, co ważnego stało się na innych rynkach oraz co nowego czeka nas w najbliższym czasie w naszej lidze.

Przemysław Langier (Interia Sport): Za Pana plecami wisi kalendarz. Kartka z grudniem przedstawia zawodnika Piasta Gliwice. Prorocze…
Marcin Animucki (prezes Ekstraklasa SA): - Tak, można powiedzieć, że drużyna grudnia. Muszę pochwalić marketing za wyczucie.
Piast w grudniu dwukrotnie pokonał Legię, spychając ją do strefy spadkowej. Aż chce się zapytać, jak dużym problemem dla Ekstraklasy byłby brak tego klubu w kolejnym sezonie.
- Na razie byłoby to teoretyzowanie. Sezon jest jeszcze długi i wiele może się zdarzyć. Choć faktycznie - system Ekstraklasy z trzema bezpośrednimi spadkami na osiemnaście drużyn jest dość ostry, więc liczba zagrożonych do końca będzie spora. Legia po odpadnięciu z Ligi Konferencji będzie mogła skupić się tylko na grze w Ekstraklasie i z pewnością będzie wyglądać w naszych rozgrywkach dużo lepiej niż wcześniej, kiedy toczyła walkę na dwóch czy trzech frontach.
Dla Legii ta runda nie była udana. A jak wy na nią patrzycie z ekstraklasowych gabinetów?
- Jesteśmy zadowoleni z pierwszej części sezonu. Tabela jest wyrównana do tego stopnia, że w ciągu kilku kolejek z walki o utrzymanie będzie można przeskoczyć do rywalizacji o europejskie puchary. Co więcej, wiele wskazuje, że tak będą wyglądać rozgrywki do końca sezonu. Inna ważna sprawa to znakomita frekwencja na stadionach. Pierwszy raz tak szybko licznik wybił 2 mln widzów. Porównując rok do roku widać wyraźny wzrost i sądzę, że spokojnie przebijemy w tym sezonie 4 mln na trybunach. No i oczywiście niezwykle cieszą tegoroczne europejskie puchary. Choć w końcówce rundy zdobywamy mniej punktów, ale jednak pierwszy raz w historii mieliśmy cztery zespoły grające w fazie ligowej, dzięki czemu przesunęliśmy się na miejsca 11-12 w ligowym rankingu UEFA.
Mówi Pan o wyrównanej lidze, ale w tym roku osiągnięto ekstremum niemal absolutne. Mam wątpliwości, czy to działa na jej korzyść.
- Co roku mamy innego mistrza, ale jednak sam trzon, który reprezentuje nas w europejskich pucharach, od dłuższego czasu jest w miarę stabilny. Poza Legią, pucharowicze są albo czołówce albo blisko niej. To się może zmieniać i być może zmieni się jeszcze w tym sezonie. I nie widzę w tym nic złego pod warunkiem, że kluby, które będą miały grać w kwalifikacjach do europejskich pucharów, będą do tego przygotowane.
Pana zdaniem są?
- W coraz większej liczbie przypadków tak. Zresztą mamy dobre doświadczenia z tym związane. Przez lata głównymi reprezentantami Polski były Legia i Lech. Później dołączyły Raków i Jagiellonia i okazało się, że nastąpiło to bez straty dla rankingu - wręcz przeciwnie. Na moje oko są jeszcze dwie-trzy drużyny, które w przyszłym sezonie poradziłyby sobie na tych niższych szczeblach europejskich pucharów.
Co z prawami do Ekstraklasy?
Mówi Pan o zwiększającej się frekwencji. A są jeszcze inne ciekawe dane porównawcze, które dadzą obraz, gdzie dziś na mapie Europy jest Ekstraklasa?
- Wciąż jeszcze spływają do nas dane za sezon 2024/25, ale wiemy już, że był to pierwszy okres, w którym liczba oglądających mecze Ekstraklasy przekroczyła 50 mln. Z tego ponad 13 mln osób obejrzało nasze mecze w streamingu. Ten trend na moje oko w bieżącym sezonie będzie jeszcze bardziej widoczny, co sygnalizują już wyniki przetargu na prawa mediowe do Ligi Mistrzów na pięciu największych rynkach europejskich.
Gdzie na kilka miesięcy przed przetargiem leży granica wartości praw do Ekstraklasy?
- Przygotowania zaczęliśmy już w lutym tego roku, więc jesteśmy w połowie procesu. Planujemy, że umowy z broadcasterami będą podpisane i zatwierdzone z końcem 2026 roku. Obecnie jesteśmy w stanie przygotować się do sprzedaży praw dużo lepiej niż przy poprzednich przetargach. Możemy choćby operować dokładnymi danymi, ile osób ogląda Ekstraklasę, a kiedyś mogliśmy się tego tylko domyślać. Prowadzimy też dogłębne badania dotyczące profilowania kibiców. W efekcie, jesteśmy przygotowani do stworzenia takich pakietów, które precyzyjnie wpiszą się w ich zainteresowania i zapewnią nabywcom praw atrakcyjne grupy odbiorców. Tę znajomość różnych grup kibiców widać choćby w naszych social mediach. Już kilka lat temu podzieliliśmy kontent, którym dysponujemy jako liga, by jak najmocniej docierać do młodszych pokoleń - Alfa i Z. W rezultacie, przy poprzednim przetargu ważna część praw atrakcyjna dla młodego widza została przy Ekstraklasie, dodatkowo pewnym pakietem dysponują kluby. Tworzymy w ten sposób ekosystem, który ma zapewniać zainteresowanie Ekstraklasą na jak najwyższym możliwym poziomie i stale zdobywać serca młodych pokoleń dla naszych klubów i rozgrywek. Wydaje mi się, że wiele lig w Polsce z innych dyscyplin nie zareagowało na zmieniającą się rzeczywistość i dziś mają problem - bo grupa odbiorców bardzo im się zestarzała. A zmiany nadchodzą i jako Ekstraklasa jesteśmy na nie gotowi.
O zmianach na rynku też porozmawiamy, ale ciekawi mnie, ile w przyszłym przetargu będą warte prawa mediowe.
- Zobaczymy. Myślę, że w czerwcu-lipcu zaczną spływać pierwsze oferty. Nad przetargiem już od kilku miesięcy pracuje nasza ekspercka grupa sprzedażowa, w której znaleźli się też przedstawiciele Rady Nadzorczej Ekstraklasy, prezesi Karol Klimczak (Lech Poznań) i Wojciech Strzałkowski (Jagiellonia Białystok), by przepływ informacji między Ekstraklasą a klubami był jak najpłynniejszy. Będzie to już nasz trzeci przetarg organizowany w takim trybie, bo daje to lidze największe korzyści. W pierwszym organizowanym własnym zespołem sprzedażowym zanotowaliśmy skok wartości praw ze 150 mln zł za sezon do 250 mln zł, a w kolejnym do poziomu 325 mln zł, co plasuje nas na ósmym miejscu w Europie pod względem wartości praw mediowych. Przez ostatnie osiem lat wypracowaliśmy solidne kompetencje sprzedażowe i szerokie kontakty na światowym rynku sportowych praw mediowych. Również nasz kraj w tym czasie dokonał niesamowitego skoku. Rozwijamy się i bogacimy jako społeczeństwo. Polska znalazła się w grupie 20 największych gospodarek świata i liczba podmiotów, które będą chcieć tu inwestować, będzie coraz większa. To z kolei będzie jeszcze bardziej przekładać się na wynagrodzenie Polaków. I tu dochodzimy do ważnego pytania: ile nasi kibice będą w stanie wydać na oglądanie piłki?
Mam wrażenie, że tutaj te liczby nie będą wysokie.
- Obecnie przeciętny kibic w Polsce jest gotów wydać między 9 a 11 euro za dostęp do kanałów sportowych. Jednocześnie - choć niektórych może to dziwić - Ekstraklasa jest dla polskich kibiców bardziej atrakcyjnym produktem, niż Liga Mistrzów czy najlepsze ligi europejskie. Nas ogląda więcej osób - nie mylić z tym, czy jesteśmy lepsi piłkarsko, bo wiadomo, że nie.
Przeciętny mecz Ekstraklasy ogląda więcej ludzi niż hit Premier League. To nie jest wielka tajemnica, twarde dane.
- Dokładnie. A jeśli obecnie polski kibic może wydać 9-11 euro na rozgrywki krajowe, a w Belgii między 25 a 30 euro, to mamy potężną przestrzeń, by nasze prawa mogły rosnąć i można tego oczekiwać wobec perspektyw dalszego bogacenia się społeczeństwa. Zwłaszcza, że poziom sportowy piłki w Polsce naszej ligi rośnie. Ponadto, coraz większy wpływ na konkurencyjność rynku mają platformy streamingowe.
Słuchałem uważnie, ale nie padła konkretna kwota, jakiej oczekujecie za sprzedaż praw na kolejne cztery lata.
- I taka kwota nie padnie. To zweryfikuje rynek. Jednak takie wskaźniki jak bardzo dobra oglądalność, wysoka frekwencja na stadionach, a także coraz wyższy poziom sportowy - wynikający z tego, że grają u nas lepsi piłkarze i że lepiej prezentujemy się w europejskich rozgrywkach - przekładają się na rosnące zainteresowanie ligą. Pojawia się więcej programów poświęconych Ekstraklasie, transferom i klubom, co sprawia, że cały ekstraklasowy ekosystem dynamicznie się rozwija. Wszystkie te korzystne czynniki mają również wpływ na wycenę naszych praw. Oczywiście, czeka nas jeszcze masa merytorycznej pracy pod kątem pakietyzacji praw, by jak najlepiej wykorzystać potencjał naszych rozgrywek i możliwe zainteresowania ze strony nabywców. Przykładowo - liga hiszpańska zaoferowała swoim broadcasterom dziesięć wykluczających się pakietów i każdy z nich podlegał odrębnej wycenie rynkowej. Liga zanotowała też finalnie ok. 10 proc. wzrostu wartości.
Ekstraklasa w streamingu?
Macie wieloletnią współpracę z Canal Plus, ale coraz więcej mówimy o streamingu. Wyczuwam grunt pod wielką zmianę - nie wiem: wejście Netflixa, albo DAZN, które zainwestuje w Ekstraklasę.
- Z Canal Plus i TVP jesteśmy w znakomitych relacjach i nigdy nie zawiedliśmy się na tej współpracy. Jako Ekstraklasa cały czas staramy się dostarczać naszym partnerom jak najbardziej atrakcyjne produkty. Zapewniamy nie tylko 10 miesięcy transmisji live, ale też całą masę dodatkowego kontentu - o kamerach ref cam i innych dodatkach pewnie jeszcze porozmawiamy. Warto zauważyć, że tradycyjne telewizje, które wciąż są bardzo zainteresowane rozgrywkami sportowymi, też się zmieniają. Przed COVID-em pakiet w Canal Plus online nie istniał - a dziś nadawca jest bardzo zadowolony, że może pokazywać mecze w streamingu za pomocą swojej aplikacji, do której sprzedaje dostęp za kilkadziesiąt złotych miesięcznie. Nie mówimy więc już tylko o transmisjach telewizyjnych, ale o telewizyjnych łamanych na streaming. Jedna trzecia kibiców Ekstraklasy ogląda obecnie nasze mecze w streamingu, więc liga w takim wydaniu to dla nas nic nowego, my już jesteśmy w tym miejscu - nawet jeśli nie na Netflixie. Rozmawiamy ze wszystkimi liczącymi się graczami na rynku. Prowadzimy rozmowy m.in. z Disney+, DAZN i Amazonem, a w najbliższym czasie planujemy także spotkania z Paramount+, które ostatnio z dużym rozmachem weszło na rynek sportowy. Otwartym pozostaje pytanie, czy czeka nas walka platform streamingowych z tradycyjnymi, czy będzie mowa o współpracy pomiędzy nimi. Wyobrażam sobie sytuację, że mógłby funkcjonować na rynku jakiś miks. Obserwujemy to choćby w przypadku praw do Ligi Mistrzów na rynkach zagranicznych.
Świat się zmienia
To znaczy?
- W tym roku mamy bardzo dużo informacji na temat sprzedaży praw sportowych na rynku międzynarodowym. W drugiej połowie listopada poznaliśmy wyniki przetargu UEFA na prawa do transmisji Ligi Mistrzów, Ligi Europy oraz Ligi Konferencji na pięciu najważniejszych rynkach europejskich. Po raz pierwszy UEFA zaoferowała prawa na cztery sezony. Jako Ekstraklasa zastosowaliśmy takie podejście już kilka lat temu, by zachęcić nowych nadawców wchodzących na rynek - nabywca ma bowiem wówczas więcej czasu do "skonsumowania" praw. Ponadto po raz pierwszy w historii zaproponowano pakiet globalny: dla streamingu z jednym meczem pierwszego wyboru na cały świat. I choć nie został ostatecznie sprzedany, pokazało to, w jakim kierunku idzie świat: streamingu. Co więcej, tak poukładano pakiety, by zachęcić platformy streamingowe do jak najszerszego wejścia w prawa do europejskich pucharów. Wnioski nie są jednak jednoznaczne.
Dlaczego?
- Nie zaszły istotne zmiany na rynkach hiszpańskim, francuskim i włoskim, ale na niemiecki i angielski weszła platforma Paramount+ i to jest sprawa historyczna. Z naszych badań wynika, że w cyklu 2024-27 wartość praw mediowych za te pięć rynków oscylowała wokół 2 mld euro na sezon. Po ostatnich rozdaniach w latach 2027-31 nastąpi wzrost prawdopodobnie o około 15 proc. I to w momencie, w którym wielu ekspertów twierdziło, że nie należy spodziewać się zwiększania wartości, bo sufit został już osiągnięty. Co ciekawe - mówimy o wzrostach w czterech krajach oraz o siedmioprocentowym spadku we Francji. Z ciekawością będziemy śledzić wyniki przetargu UEFA na kolejnych rynkach, zwłaszcza w Polsce.
Ostatnio czytałem, że DAZN wypowiedział umowę lidze belgijskiej, przez co straty mogą być liczone w milionach. To pomoże nam gonić tamtejsze kluby?
- Przede wszystkim nie cieszę się z czyjegoś nieszczęścia. Ale mamy niestety niekorzystną sytuację na dwóch rynkach: we Francji i Belgii. Liga francuska pięć lat temu podpisała umowę z nowym partnerem na poziomie 1,2 mld euro za sezon. Problem w tym, że druga rata nigdy nie wpłynęła... Od tego czasu obserwujemy ciągły spadek wartości praw we Francji - i to drastyczny. Władze tamtejszej ligi podjęły się w tym roku stworzenia własnego kanału - Ligue 1 Plus. Stwierdzili, że ze względu na brak zainteresowania ze strony nadawców, będą sprzedawać produkt bezpośrednio do konsumenta. Nie byli jednak wcześniej do tego przygotowani. W efekcie szacuje się, że do klubów popłynie w tym sezonie z praw mediowych tylko 85 mln euro. Mistrz Francji dostanie 5,5 mln euro.
To są kwoty mniejsze niż w Ekstraklasie!
- To prawda, Lech za ostatnie mistrzostwo dostał z Ekstraklasy 36 mln zł. Ten sezon jest dla Francuzów bardzo trudny. W Belgii z kolei DAZN podpisał z ligą kontrakt do sezonu 2029/30, w ramach, którego odpowiadał za produkcję i transmisję meczów. Umowa zawierała też zapisy o dystrybucji. DAZN nie dogadał się jednak z sieciami telefonicznymi, które są na tamtejszym rynku odpowiednikami naszych kablówek i wypowiedział umowę lidze. Na pewnym etapie nie było nawet wiadomo, czy mecze w nadchodzącej kolejce będą w ogóle transmitowane. Ostatecznie ryzyko zażegnano i uzgodniono, że mecze zostaną wyprodukowane i pokazane, ale będzie trwał spór sądowy. Dlaczego o tym mówię? Bo jako Ekstraklasa od 2012 roku bardzo dużo energii i środków finansowych przeznaczamy na rozwój Live Parku - naszego backupu, firmy, która w 100 proc. należy do Ekstraklasy. Sami produkujemy sygnał i mamy najlepszych ludzi od sportowych produkcji telewizyjnych. Dzięki temu nie grozi nam tak sytuacja jak w Belgii, byśmy z dnia na dzień musieli rozwiązać problem ryzyka braku transmisji. Gdyby trzeba było w piątek pokazać mecz w Lubinie, to nasi ludzie pojadą tam i ten mecz pokażą choćby na platformie Ekstraklasa.tv. Ponadto budujemy własne centrum mediowe, gdzie potencjalnemu nadawcy będziemy mogli zaoferować studio, w którym poprowadzi własny magazyn ligowy. Produkt, który stworzymy, będzie absolutnie kompleksowy. Poza tym przejdziemy na produkcję zdalną, czyli część kamer będzie zautomatyzowana, a producenci nie będą musieli jeździć na mecze po całym kraju, tylko będą siedzieć w warszawskiej siedzibie i zamiast jednego meczu, będą mogli wyprodukować trzy.
Jakie nowości w Ekstraklasie?
Porozmawiajmy o nowościach w Ekstraklasie - tych, które były i tych, które będą. Kamera na koszulce sędziego - ref cam - dała zadowalający efekt?
- Sprawdziło się to świetnie. W pierwszym meczu, w którym została użyta, czyli Korony z Górnikiem, ref cam wygenerowała pięć ze stu minut transmisji live. To bardzo dużo. Na pewno będziemy tej kamery używać częściej. Włosi powiedzieli niedawno, że będą chcieli z niej korzystać 11 razy w roku. My będziemy chcieli ją mieć w każdej kolejce.
Sędzia może wykorzystać obraz z tej kamery do weryfikacji VAR?
- Niektórzy nawet myśleli, że taki jest cel tej kamery, ale ona jest stworzona po to, by dać widzowi obraz znany z gier EA Sport czy Counter Strike'a. Aczkolwiek tak - kamera może być wykorzystana przez VAR, jeśli zajdzie taka potrzeba. Z drugiej strony pamiętam, że gdy w debiucie ref cam Szymon Marciniak musiał podjąć decyzję o rzucie karnym, sytuację lepiej pokazały kamery ustawione za bramką.
Co z kurtynowym (półautomatycznym) spalonym? Pół roku temu mówił mi Pan o tym, że w tym sezonie będą testy tego rozwiązania.
- Aktualnie prowadzimy audyt stadionów, by doprowadzić do sytuacji, że w każdej lokalizacji meczów jesteśmy w stanie stworzyć nowy system. Mowa o łącznie 26-28 kamerach wokół boiska. Dzięki nim i nowoczesnemu systemowi, aż 10 tys. punktów na ciele zawodnika będzie sprawdzanych pod kątem spalonego. Mam nadzieję, że w tym sezonie taką próbną transmisję przeprowadzimy.
A przyszły sezon? Będzie już "pokryty" w całości kurtynowym spalonym?
- Liczę, że tak.
Jak Ekstraklasa się zapatruje na rozwiązanie znane z kilku lig - gdy sędzia po obejrzeniu powtórki, tłumaczy swoją decyzję za pomocą stadionowego nagłośnienia?
- Za ten temat odpowiada PZPN. Nowy przewodniczący Kolegium Sędziów PZPN Marcin Szulc poinformował nas, że w przerwie zimowej będą się odbywały szkolenia w tym zakresie. Osobiście z wprowadzeniem tych nowości nie spieszyłbym się do momentu, w którym wszystko będzie dopracowane na 100 procent. Koledzy z Anglii mówili mi, że u nich szkolenia były prowadzone przez… kontrolerów lotu, bo bardzo ważne jest, by przekaz sędziego do stadionu był krótki i nie pozostawiał wątpliwości. Innym rozwiązaniem jest przedstawienie podstaw decyzji sędziowskich na monitorach. Ale o tym będzie decydować Kolegium Sędziów PZPN.
To na koniec: doczekamy się centrum VAR?
- Tak. Za ten projekt odpowiada również PZPN, który zapowiedział, że Centrum VAR powstanie przy ul. Bitwy Warszawskiej, w siedzibie związku. Zależało nam na tym, aby realizacją zajęła się firma ze światowej czołówki, posiadająca odpowiednie doświadczenie, ponieważ jest to dla nas projekt o strategicznym znaczeniu. Wszystko wskazuje na to, że wykonawcą będzie podmiot z najwyższej ligi, z dużym doświadczeniem, jednak szczegółowe informacje w tej sprawie przekaże PZPN.














