Reklama

Reklama

Ekstraklasa SA. Kibice wrócą na stadiony? PZPN zaczyna lobbować

W pierwszej fazie 25 procent pojemności stadionów, a docelowo 50 procent - wedle tej zasady PZPN proponuje rządowi RP przywracanie kibiców na arenach. Dziś piłkarska centrala wysyła do Sejmu forpocztę. Marek Doliński - dyrektor Departamentu Organizacji Imprez, Bezpieczeństwa i Infrastruktury przedstawi projekt powrotu kibiców na Sejmowej Komisji Sportu.

O złagodzenie obostrzeń pandemicznych do tego stopnia, by kibice mogli kupować bilety na mecze zabiega cały polski sport, a nie tylko piłka nożna.

- My jesteśmy liderami w lobbowaniu w tym zakresie z kilku powodów. Po pierwsze, jesteśmy najwięksi, a po wtóre, nasze mecze rozgrywane są na wolnym powietrzu, więc jesteśmy w uprzywilejowanej pozycji w stosunku do dyscyplin toczących się w zamkniętych przestrzeniach, w halach - usłyszeliśmy w PZPN-ie.

Zarządzany przez Zbigniewa Bońka związek myśli o powrocie kibiców nie tylko w Ekstraklasie, ale też w Fortuna 1. Lidze, Pucharze Polski i 2. Lidze.   

Niedzielny Super Bowl obejrzało na żywo ponad 22 tys. kibiców, z czego 7,5 tys. stanowili zaszczepieni na COVID-19 pracownicy służby zdrowia. Z uwagi na zbyt małą dostępność szczepionek polski sport nie może sobie pozwolić na tego typu selekcję.

Reklama

- Nie chcemy nikogo dyskryminować przy wpuszczaniu na imprezy. Natomiast zostaną zachowane wszelkie zasady bezpieczeństwa: dystans społeczny, unikanie kolejek przy kasach czy cateringu, dezynfekcja rąk i zasłanianie ust oraz nosa - słyszymy w PZPN-ie o założeniach projektu "drugi powrót kibiców na stadiony".

Pozostaje problem ultrasów, którzy na tzw. młynie rzadko zachowują dystans społeczny. Piłkarska centrala jest zdeterminowana, by zamykać trybuny, na których przepisy będą łamane.

Po lobbingu dyrektora Dolińskiego, do akcji wkroczy prezes PZPN-u Zbigniew Boniek, który wystosuje oficjalny wniosek do premiera RP Mateusza Morawieckiego o stopniowe luzowanie obostrzeń na polskich stadionach.

Z informacji Interii wynika, że na razie nie ma ustaleń między rządem a PZPN-em.

Pod koniec maja ubiegłego roku premierowi Morawieckiemu i prezesowi Bońkowi, we współpracy z Ekstraklasą SA, udało się doprowadzić do powrotu kibiców na stadiony. Polska była pierwszym liczącym się krajem, która w pandemii wpuściła fanów na areny. Ostatnie mecze z udziałem publiczności rozegrano 4 października 2020 r. Później trybuny zamknięto z powodu zagrożenia pandemicznego.

Sęk w tym, że w maju Boniek z Morawieckim byli w dobrej komitywie, spotykali się twarzą w twarz i otworzyli stadiony piłkarskie, a przy okazji także te żużlowe. Teraz, po przedwyborczych wpisach prezesach na Twitterze i wrześniowej, związanej z tzw. aferą melioracyjną akcji CBA w PZPN-ie oraz mieszkaniu brata Zbigniewa Bońka - Romualda, te stosunki nie są już tak dobre. Należy się spodziewać, że w imię poprawy kondycji finansowej polskiej piłki ulegną poprawie. Premier Morawiecki od samego początku wspierał Ekstraklasę SA. M.in. dlatego jej sponsorem tytularnym został Bank PKO BP.

Dla Interii komentuje Marek Matuszewski:

- Jako wiceszef komisji sportu na razie nie widzę możliwości otwarcia stadionów. Wszystko ma mieć odpowiednią kolejność. Osobiście jestem za tym, by najpierw otworzyć restauracje, hotele i inne branże, a dopiero potem stadiony. Z uwagą będę przysłuchiwał się propozycji PZPN, ale pamiętajmy, że ostateczna decyzja zawsze należy do premiera i ministra zdrowia.

- Zdrowie jest najważniejsze, a dopóki nie będzie informacji, że w jakimś momencie będzie można w pewnym procencie otworzyć stadiony, to nie zostaną otwarte. Większość Polaków to kibice, ja także, i wszyscy chcielibyśmy, by stadiony były otwarte. Przecież dziś nawet na Białorusi nie ma kibiców. Wydaje mi się, że w ciągu miesiąca-dwóch, niewiele się w tej sprawie zmieni, ale jeśli wskaźniki pandemiczne się poprawią, będziemy mogli rozpocząć dyskusję. 

Michał Białoński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama