Reklama

Reklama

Ekstraklasa. Rzeczy, które powinny szokować, ale nawet nie dziwią

Trener na wylocie zaraz po inauguracji, bohater z brzuszkiem i piłkarz udający tajskiego wojownika – oto kilka rzeczy, które w normalnej lidze nie powinny mieć miejsca, ale w Ekstraklasie wydarzyły się już w pierwszej kolejce. I co więcej, nikogo nie dziwią – pisze w najnowszym felietonie Piotr Jawor.

Trochę to zastanawiające, gdy drużyna, która zgarnęła pięć z ostatnich sześciu tytułów (Legia), przegrywa u siebie z siódmą ekipą poprzedniego sezonu (Zagłębie Lubin). Szczególnie, że przez całe poprzednie rozgrywki mistrz Hiszpanii przegrał jeden mecz, Anglii dwa, a Włoch trzy. U nas Legia poniosła jednak porażkę 11-krotnie i nikogo nie zdziwi, jeśli w tym sezonie ten wynik jeszcze "poprawi".

Zmiana trenera po 1. kolejce

Reklama

Jeszcze nie skończyło się spotkanie Legii z Zagłębiem Lubin, a już zaczęły się spekulacje. I to nie "czy?", ale "kiedy?" na Łazienkowskiej zamelduje się Adam Nawałka i zastąpi Deana Klafuricia, który pomógł Legii w zdobyciu mistrzostwa, jednak pozycję w klubie ma tak mocną jak pięściarz po trzech nokdaunach.

W wielu ligach takie spekulacje byłyby nie do pomyślenia, ale w Ekstraklasie, czemu nie? W końcu w poprzednim sezonie szkoleniowca zmieniano tu średnio co dwie kolejki, więc szkoda czasu - zakręćmy karuzelą!

Brutalny reprezentant

Normalnie ten faul by nie zdziwił, ale zszokował środowisko, tymczasem w Polsce szybko doszliśmy do wniosku, że przecież u Sławomira Peszki to norma. Reprezentant Polski (!) zabawił się w tajskiego wojownika i brutalnie (!), z całej siły (!) od tyłu (!) kopnął Arvydasa Novikovasa, za co otrzymał czerwoną kartkę.

Nikogo nie powinno to jednak dziwić, bo Peszko (jako ofensywny zawodnik!) z boiska został wyrzucony już 12 razy. To uderzył łokciem Tomasza Kędziorę, to wyprostowaną nogą wyciął Vadisa Odjidję-Ofoe, albo skopał Novikovasa. Kto następny?

Przeciąganie liny


W wielu ligach zawodnicy próbują wymusić transfer, ale u nas robi się to wyjątkowo spektakularnie i... niewiele osób już to dziwi. Krzysztof Mączyński najpierw zarzekał się, że nie pójdzie do Legii, a później naciskał na odejście. Gdy Wisła była już w połowie przygotowań do obecnego sezonu, Carlitos jeździł na wakacje lub leczył zapalenie ucha, które przeszło mu zaraz po podpisaniu umowy z Legią. Itd., itp. Teraz znów zaczęły się przepychanki między Cracovią a Miroslavem Czovilą. Piłkarz mówi, że "nie pozwoli, niektórym ludziom, aby kręcili nim jak debilem", za to w odwecie oficjalna strona klubu publikuje wykaz premii i podwyżek zawodnika. Wszystko, co do grosza! A powodem tego wszystkiego chęć przejścia Czovili do Lugano.

Żółtodzioby z Zabrza


Na szczęście są też rzeczy, które (nie)zaskakują i jeszcze można się nimi pochwalić przed całym światem. Średnia wieku podstawowego składu Górnika Zabrze na inaugurację z Koroną Kielce to... 20,27 roku! Podczas gdy niemal wszystkie kluby Ekstraklasy kręciły się w okolicach 26-29 lat (średnia Miedzi Legnica to 31,1!), Górnik postawił aż na pięciu młodzieżowców. W Polsce nie powinno to jednak dziwić, bo Górnik w poprzednim sezonie pokazał, że potrafi odnaleźć młodych, zdolnych Polaków. Niezmiennie dziwi jednak wielu prezesów i trenerów, którzy twierdzą, że takich graczy w naszym kraju nie ma.

Bohater z brzuszkiem

Dziś cała Legnica nosi na rękach Petteriego Forsella, a jeszcze rok temu na rękach z klubu chętnie wyniósłby go Michał Probierz. O ile oczywiście dałby radę, bo Fin na treningu Cracovii stawił się ze sporą nadwagą. Co ciekawe, w innym klubach tolerowali brzuch Forsella, ale u Probierza nadbagaż nie przejdzie. Fin został więc w Miedzi i w piątek przeszedł do historii Legnicy - w debiutanckim występie klubu w Ekstraklasie, w 90. minucie zdobył zwycięska bramkę w potyczce z Pogonią Szczecin. Jeszcze kilka takich trafień i w Legnicy stanie pomnik Forsella, oczywiście z pozłacanym brzuchem.

Piotr Jawor

Dowiedz się więcej na temat: Ekstraklasa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje