Reklama

Reklama

Ekstraklasa. Puste trybuny nie muszą oznaczać strat finansowych

Od połowy października rozgrywki piłkarskiej ekstraklasy toczą się przy pustych trybunach. Kluby chciałyby, żeby kibice jak najszybciej się na nich pojawili, choć przyznają, że częściowe otwarcie stadionów wcale nie musi się im finansowo opłacać.

W Polsce, po przerwie spowodowanej pierwszą falą epidemii COVID-19, kibice wrócili na stadiony piłkarskie w czerwcu, kiedy zezwolono na wypełnienie trybun w 25 procentach. W niektórych regionach kraju możliwe było wypełnienie nawet połowy miejsc, ale od połowy października, kiedy nastąpił znaczny wzrost zakażeń, wszelkie rozgrywki sportowe toczą się bez udziału publiczności.

Reklama

Kluby wyraźnie podkreślają, że obecność fanów na trybunach to coś więcej niż sam aspekt finansowy, ale też w dobie pandemii liczą każdą złotówkę dwukrotnie.

Wisła Kraków - grając przy zamkniętych trybunach - za wynajem na mecz Stadionu Miejskiego im. Henryka Reymana płaci 33 tys. zł. netto. W momencie udostępnienia go publiczności ta kwota będzie proporcjonalnie wyższa, np. przy możliwości wypełnienia trybun w połowie wyniosłaby 69 tys. zł.

Rzeczniczka prasowa klubu Karolina Biedrzycka przyznała, że na podobnym poziomie kształtują się pozostałe koszty organizacji meczu, w tym zabezpieczenia obiektu, sprzątania i innych koniecznych działań.

"Jest to związane przede wszystkim z wymogami sanitarnymi i utworzeniem dodatkowej strefy dla kibiców w celu dezynfekcji oraz z otwarciem wszystkich sektorów, aby zachować standardy bezpieczeństwa wynikające z przepisów Ekstraklasy SA, PZPN oraz sanepidu. Przy 25-procentowym wypełnieniu trybun kibice zobligowani są bowiem do zajmowania co czwartego krzesełka, a każdy sektor musi zostać starannie przygotowany oraz spełniać wymogi sanitarne. Dodatkowy koszt stanowi zakup środków dezynfekujących, które klub musi zapewnić wszystkim uczestnikom spotkania. Są to płyny do dezynfekcji czy mydła antybakteryjne" - tłumaczyła.

Biedrzycka podkreśliła, że w przypadku otwarcia obiektu w 25 procentach, więcej niż połowę limitu wykorzystają posiadacze sezonowych karnetów, a do wolnej sprzedaży trafi ledwie niewielka liczba wejściówek.

"Koszty organizacji meczu przy 25 procentach znacząco przewyższają zysk ze sprzedaży biletów. Trzeba jednak zaznaczyć, że sumaryczne zestawienie wydatków i przychodów uzależnianie jest od liczby osób zasiadających na trybunach podczas konkretnego meczu. Pomimo tego, ponieważ otwarcie stadionu nawet w 25 procentach pozwoli nam wpuścić wiernych fanów wykupujących karnety, liczymy, że co najmniej takie rozwiązanie wkrótce nastąpi" - nadmieniła rzeczniczka prasowa Wisły.

Z kolei w Cracovii zapewniają, że na ewentualny powrót kibiców na trybuny nie patrzą pod kątem strat lub zysków finansowych.

"Obecność kibiców na meczach jest wartością samą w sobie. Fani są integralną częścią piłki nożnej, bo przecież doping przekłada się na grę drużyny. Bardzo liczymy, że już wkrótce wszystko wróci do normy i sympatycy Cracovii ponownie zasiądą na stadionie przy ulicy Kałuży. To jest dla nas najważniejsze" - powiedział PAP rzecznik prasowy klubu Przemysław Staniek.

Dowiedz się więcej na temat: Ekstraklasa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama