Reklama

Reklama

Ekstraklasa. Marcin Stefański: Stagnacja jest zabójcza

W obecnym systemie ESA37 Ekstraklasa rozgrywana będzie przez dwa najbliższe sezony. Potem rozgrywki mają się zmienić na bardziej atrakcyjne. - Stagnacja jest zabójcza - powiedział dyrektor operacyjny Ekstraklasy SA Marcin Stefański, który wyjaśnia planowane zmiany w lidze, m.in. odejście od poniedziałkowych terminów.

Z czego wynika spadek frekwencji na stadionach Ekstraklasy w końcówce rundy zasadniczej w porównaniu do wcześniejszych lat?

Marcin Stefański: Osobiście patrzę na to z szerszej perspektywy. Z wiarygodnego raportu CIES Football Observatory (International Centre of Sports Studies) wynika, że w ostatnich 15 latach zanotowaliśmy największy przyrost widzów ze wszystkich lig na świecie i wyniósł on 47 procent. Za nami są m.in. amerykańska MLS i Bundesliga. To pokazuje kolosalny wysiłek poczyniony przez kluby. Trzeba pamiętać o okolicznościach, w jakich startowaliśmy. Po 1989 roku frekwencja drastycznie spadała. Miało na to wpływ wiele elementów, jak np. przemiany ustrojowe, zubożenie społeczeństwa, wzrost chuligaństwa czy fatalna jakość stadionów. Na początku funkcjonowania Ekstraklasy S.A. średnia frekwencja wynosiła około sześciu tysięcy. Natomiast obecna lokuje nas na 19. miejscu w świecie i jest najwyższa w środkowo-wschodniej Europie.

Reklama

Co nie zmienia faktu, że kibiców było ostatnio na stadionach mniej...

- Ale biorąc pod uwagę poprawę pogody i zakładając utrzymanie się trendu z ostatnich sezonów, mamy szansę osiągnąć trzeci pod względem średniej widzów sezon w Ekstraklasie od 30 lat. Oczywiście wszyscy chcielibyśmy, żeby widzów było więcej. Duży potencjał tkwi np. w takich klubach jak Lech Poznań i Górnik Zabrze, które ten sezon mają wyraźnie słabszy od poprzedniego pod względem sportowym, co odbija się na frekwencji. Ale nie można mówić, że ona spada, bo mówimy o sezonie, w którym finalnie możemy mieć bardzo dobry wynik. Liczymy, że na koniec osiągniemy rezultat zbliżony do tego z ubiegłego roku, a najlepiej byłoby, gdyby udało się dorównać do poziomu sprzed dwóch lat. Chociaż na pewno zawsze warto analizować, dlaczego frekwencja nie jest jeszcze wyższa, bowiem są olbrzymie rezerwy, które tkwią w polskim futbolu i one muszą być wykorzystywane.

Wzrost frekwencji i zainteresowania futbolem w ostatnich 15 latach można przypisać np. współorganizacji przez Polskę mistrzostw Europy 2012 oraz znacznej poprawie infrastruktury...

- W 2006 roku mieliśmy jeden nowoczesny stadion - w Kielcach. Wówczas wydawał się on ultranowoczesny, a dzisiaj mamy świadomość, że nie należy już do czołowych obiektów piłkarskich w kraju pod tym względem. Dlatego cieszę się, że mamy i będziemy mieć coraz więcej nowych obiektów. W trakcie budowy jest stadion w Szczecinie, a w planach jest powstanie obiektów w Częstochowie i Sosnowcu. Cieszy, że każde miasto chce mieć ładny stadion.

Jaki wpływ na liczbę publiczności ma poziom sportowy?

- To bardzo dyskusyjny temat. Trzeba pamiętać, że polski kibic jest dosyć chimeryczny. Widać, że kiedy jego klub gra gorzej, to nie przychodzi na mecze. To inna sytuacja niż np. w Niemczech, gdzie ludzie pojawiają się na stadionie bez względu na wyniki. W Polsce są olbrzymie wahania. 

Jednym z elementów jest fakt, że dopiero buduje się kultura kibicowania i regularnego chodzenia na mecze poszczególnych klubów. Polacy odkrywają, że to jest jeden ze sposobów spędzania wolnego czasu. Stale monitorujemy liczbę nowych kibiców na obiektach. Czasami na jednym meczu potrafi się pojawić nawet tysiąc osób, które przyszły na mecz po raz pierwszy w życiu lub po kilkuletniej przerwie. To pokazuje, że kluby muszą pracować, aby ich zatrzymać na dłużej.

Co można zrobić, aby polskie kluby nie kończyły udziału w europejskich pucharach na wczesnych fazach eliminacji?

- Jeżeli chodzi o ligi w środkowej Europie, to kalendarz jest coraz gorszy. Nie mam na myśli tylko naszej 24. pozycji, ale od 15. miejsca w dół. To jest frustrujące. Kluby bowiem po sezonie mają olbrzymi problem, aby utrzymać kadrę i muszą grać w pucharach jeszcze zanim zdążą skompletować skład. Znacznie lepiej byłoby, gdyby eliminacje europejskich pucharów zaczynały się dwa miesiące później. Poza tym nasze kluby często muszą kogoś sprzedać, aby dalej funkcjonować. Komfortem dla nich byłoby utrzymać taką samą kadrę przez dwa lata.

Jednak w tym sezonie Legia Warszawa przegrała batalię o Ligę Mistrzów ze Spartakiem Trnava.

- Nie ulega wątpliwości, że polskie kluby nie powinny odpadać w rywalizacji ze słowackimi, nie wspominając o wyeliminowaniu przez luksemburski Dudelange. Jednak dobrym przykładem jest liga czeska, z której trzy zespoły grają regularnie w europejskich pucharach i są znacznie bogatsze od pozostałych. Praskie Sparta i Slavia oraz Viktoria Pilzno są w stanie pozyskać dobrych piłkarzy i ich zatrzymać. Te trzy kluby mają stabilniejsze składy od naszej czołówki. 

Poza tym w Czechach jest bardzo duży napływ zawodników gwarantujących określony poziom. Ci gracze nie są może wybitni, ale jest ich dużo. Przy mądrym zarządzaniu daje to możliwość gry w europejskich pucharach nawet wiosną. W Polsce tego brakuje. U nas dopływ młodych piłkarzy jest niewystarczający. W mojej ocenie przez wiele lat nie był w ogóle wykorzystywany potencjał polskiego sportu, nie tylko piłki. To wynika z tego, że w Polsce zbyt mało ludzi uprawia sport masowy. Jeżeli dzieci i młodzież nie uprawiają sportu, to pula wyboru jest znacznie mniejsza niż powinna być. Otyłość wśród młodzieży jest już poważnym problemem. Wyniki badań sprawności dzieci są przerażające w porównaniu do tych sprzed 20 lat. Na końcu tej drabinki jest piłka nożna, która niczym papierek lakmusowy jest wyznacznikiem sprawności fizycznej całego społeczeństwa.

Przy dyskusji o podziale środków z praw telewizyjnych właściciel Legii Dariusz Mioduski przekonywał, że to jego klub generuje największe zainteresowanie i m.in. na tej podstawie powinny być dzielone pieniądze. Według niego Ekstraklasa powinna być oparta na trzech klubach, którym należałoby się większe wsparcie. Może właśnie wspomniana liga czeska byłaby dobrym wzorcem?

- Inaczej patrzą na sytuację przedstawiciele Legii, a inaczej Piasta Gliwice czy Zagłębia Sosnowiec. Kilka dni temu zmodyfikowaliśmy model podziału środków tak, by ci najlepsi - grający w pucharach - dostali do podziału 14 procent z całkowitej kwoty. Jednak system podziału środków z praw telewizyjnych i marketingowych jest dosyć zrównoważony i nie ma dużych dysproporcji. Dlatego nasza liga jest tak wyrównana. Z drugiej strony, Lech Poznań i Jagiellonia Białystok odpadły w eliminacjach Ligi Europy ze znacznie silniejszymi i bogatszymi klubami, pomimo że były to wczesne fazy. Dlatego, aby myśleć o sukcesie potrzeba znacznie więcej pieniędzy. 

Kiedyś jednak przeprowadziliśmy badania porównując możliwości nabywcze PKB polskiego kibica do możliwości fana z krajów zachodniej Europy. Okazało się, że pod względem finansowym jesteśmy na 26. miejscu, czyli to odpowiada mniej więcej pozycji naszej ligi.

W całej Polsce powstają liczne akademie piłkarskie, które szkolą wielu adeptów futbolu. To pozwala mieć nadzieję na napływ piłkarzy młodego pokolenia?

- To jest wspaniała inicjatywa, ale konieczny jest masowy program pomocowy. Problemy są na prowincji, gdzie nie ma warunków do trenowania zimą. Jeśli porównać warunki klimatyczne na południu Europy czy nawet w zachodnich Niemczech, to tam dzieci i młodzież trenują o cztery miesiące więcej w ciągu roku niż u nas. Jeżeli pomnożymy to przez 10-letni okres szkolenia, to mamy 40 miesięcy opóźnienia. Potem jest to bardzo ciężko nadrobić. 

Dlatego należy budować zadaszone obiekty ze sztuczną murawą, gdzie można będzie trenować również zimą. Dlatego wspieramy budowę infrastruktury szkoleniowej, pomagając klubom pozyskiwać pieniądze z Ministerstwa Sportu i Turystyki. Takie kluby, jak Legia Warszawa, Lech Poznań, Jagiellonia Białystok, Pogoń Szczecin, czy Cracovia mogły dzięki temu zainwestować w nowe obiekty akademii młodzieżowych.

A wprowadzony niedawno przez PZPN przepis nakazujący klubom wystawianie od przyszłego roku co najmniej jednego młodzieżowca może coś zmienić?

- Ciężko to oceniać zanim zacznie funkcjonować. Widzę jednak pewne zagrożenia w związku z tym przepisem. Przede wszystkim w sporcie niczego nie powinno się dostawać za darmo. Żeby wywalczyć sobie miejsce w składzie, trzeba być po prostu lepszym. Przecież Robert Lewandowski czy Krzysztof Piątek byli czołowymi zawodnikami swoich zespołów i nikt nie dawał im miejsca za darmo. Może pojawić się problem, kiedy taki młodzieżowiec ukończy 21 lat i nagle wypadnie ze składu, bo będzie musiał zwolnić miejsce graczowi, który spełnia te kryteria, a może być za słaby do pełnej rywalizacji. Na pewno jednak wypłynie kilku młodych zawodników, którzy nie dostaliby takiej szansy. Ciekawostką jest to, że w żadnej innej lidze w Europie nie ma takiego przepisu. Podobny jest w Rumunii, ale według tamtejszych działaczy nie przyniósł większych efektów.

Widzi pan możliwość, aby kalendarz ligowy bardziej dostosować do początku kwalifikacji w europejskich pucharach?

- Nie ma takich możliwości, ponieważ wszystkie terminy są zarezerwowane przez UEFA. Tęsknię za terminarzem, który obowiązywał jeszcze w latach 90. Wówczas mogliśmy kończyć rozgrywki w czerwcu. Graliśmy dłużej w dobrych warunkach i na lepszych boiskach, a nie musieliśmy ruszać po przerwie zimowej już w połowie lutego. Puchary rozpoczynały się wówczas we wrześniu. To byłoby dla nas optymalne, ale już jest niemożliwe. To jedna z przyczyn, dla których kluby z naszej części kontynentu nie zdobędą żadnego europejskiego trofeum przez długie lata. Nawet rosyjskie, które dysponują ogromnymi budżetami.

Dzisiejsze kalendarze rozgrywek dostosowane są do pięciu najsilniejszych lig, a my musimy się do nich dopasować. Chciałbym przesunąć kilka kolejek z grudnia na sierpień, ale nie ma takiej możliwości, ponieważ w środku tygodnia nie ma żadnego wolnego terminu. Natomiast od roku 2024 może być jeszcze gorzej. Pojawiają się bowiem głosy, że ligi krajowe powinny oddawać do rozgrywek nowo powstałej Superligi czy Ligi Mistrzów także terminy weekendowe. Swój protest już zgłosiła Premier League. Negatywne są opinie również innych najsilniejszych lig, bo to byłby krok w kierunku likwidacji rozgrywek krajowych. Ten trend można zrozumieć z perspektywy Paris Saint-Germain czy nawet Juventusu Turyn, które deklasują rywali w swoich ligach. Później te zespoły odpadają z Ligi Mistrzów, ponieważ brakuje im rywalizacji na wysokim poziomie w swoich krajach.

Jak długo Ekstraklasa będzie grała w obecnym systemie ESA37?

- Na pewno jeszcze przez dwa lata. Ten system ma dużo zalet, ale widzimy również mankamenty. Dlatego przeprowadzimy szerokie badania, pod kątem zmieniających się trendów w sporcie. Przykładem dla nas powinny być Stany Zjednoczone, które pokazują, jak atrakcyjnie sprzedawać sport. To jest show biznes. Jeżeli przestanie to być atrakcyjne, to kibice nie przyjdą. Widzimy, jak spada frekwencja w klubach, które grają "o nic". W oparciu o wszystkie dane oraz rekomendacje nadawców telewizyjnych i sponsorów, wybierzemy optymalne rozwiązanie wspólnie z klubami i PZPN. Nie możemy doprowadzić do sytuacji, w której nie będzie emocji. Coraz więcej lig krajowych gra w nieregularnym systemie, m.in. na bardziej atrakcyjny zmienili go Czesi, którzy wiedzą, że stagnacja jest zabójcza.

Jak od przyszłego sezonu będzie wyglądał weekendowy rozkład meczów, także piątek-poniedziałek?

- Znacznie zmniejszy się liczba poniedziałkowych meczów - w sezonie będzie ich maksymalnie 15. Poniedziałkowych spotkań nie będzie w ogóle zimą. Będą natomiast w wakacje, bo według naszych badań wówczas cieszą się dużą popularnością. Od listopada do marca w niedzielę będą rozgrywane po trzy mecze.

Wybiegając w przyszłość, jak na terminarz ligowy wpłyną mistrzostwa świata w Katarze w 2022 roku, na przełomie listopada i grudnia?

- Co ciekawe, te mistrzostwa będą miały wpływ w sumie na trzy sezony ligowe, a najbardziej na ten poprzedzający mundial, ze względu na eliminacje. W mojej ocenie, takie kraje jak Polska stracą na tym olbrzymie pieniądze - będą zmuszone grać w niekorzystnych terminach i z krótka przerwą letnią. Pomijając Ekstraklasę, która będzie musiała przerwać rozgrywki, pierwsza liga będzie normalnie funkcjonować, ale za to tam pewnie pojawi się problem z transmisjami, ponieważ czas antenowy zajęty będzie przez mundial.

Rozmawiał Marcin Cholewiński

Wyniki, terminarz i tabela grupy mistrzowskiej Ekstraklasy

Terminarz i tabela grupy spadkowej Ekstraklasy


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL