Reklama

Reklama

Ekstraklasa. Łukasz Surma: Ta praca zmienia człowieka

Łukasz Surma jest rekordzistą pod względem występów w Ekstraklasie. W rozmowie z Interią przewiduje rozstrzygnięcia w nowym sezonie, mówi co czeka Kapustkę, Boruca, Lipskiego, Vukovicia, Fornalika, Wisłę i Lecha. Komentuje też słowa trenera Bogusława Kaczmarka.

Maciej Słomiński, Interia: Ma pan na koncie 559 występów w Ekstraklasie, nikt nie ma więcej. Zna pan tę ligę jak własną kieszeń. Jaki to będzie sezon?

Reklama

Łukasz Surma, trener Garbarni Kraków: - To będą krótsze niż zwykle rozgrywki więc odpowiem krótko: sezon może być mniej emocjonujący niż zwykle.

Dlatego, że nie będzie podziału na grupy? Był pan zwolennikiem tego systemu?

- Tego nie powiedziałem. Jestem tradycjonalistą. Dla mnie sezon ligowy to mecz i rewanż bez żadnych kombinacji. W II lidze, w której prowadzę Garbarnię, poprzednie rozgrywki były niesamowicie zacięte do ostatniej kolejki bez podziału na grupy. Cztery kluby grały w barażach i cztery spadały, między Stalą Rzeszów, która zagrała play-offie, a zdegradowaną Stalą Stalowa Wola było zaledwie pięć punktów różnicy na ligowej mecie. Tu leży klucz do emocji, przynajmniej dla kibica postronnego - im więcej drużyn gra o coś, tym więcej się dzieje. W rozpoczynającym sezonie ligę opuści tylko jedna drużyna, więcej będzie meczów o nic.

Mniej emocji to na pewno minus, ale musi być jakieś światło w tunelu.

- Środek tabeli zapewne w znaczący sposób się poszerzy. Degradacja tylko jednej drużyny może sprawić, że nie będzie ciśnienia o wynik tu i teraz. W konsekwencji ułatwi to ogrywanie zdolnej młodzieży. Na razie obserwuję jednak sprowadzanie wątpliwej jakości obcokrajowców.

Do Ekstraklasy wrócili Artur Boruc i Waldemar Sobota. Wcześniej zrobił to Jakub Błaszczykowski.

- Dobrze, że tacy gracze wracają do naszej ligi. To jest na plus dla Ekstraklasy. Kibice mają się z kim utożsamiać, a młodzi na kogo patrzeć, by się uczyć. Znamy się z Arturem Borucem z szatni Legii.

Czy już wtedy Boruc zapowiadał powrót do Legii na zakończenie kariery?

- To było ponad 15 lat temu, mieliśmy wtedy inne tematy. Powrót Artura jest naturalny, to legionista z krwi i kości. Jest w Legii kochany i z wzajemnością.

Przed majowym restartem ligi trener Bogusław Kaczmarek powiedział: "Legia przed startem sezonu powinna dostać puchar za mistrzostwo i życzenia wszystkiego najlepszego w kwalifikacjach Ligi Mistrzów" (Czytaj więcej!). Co pan na to?

- Fundamentalnie się z tym nie zgadzam. To chyba jakaś prowokacja, z których znany jest trener Kaczmarek. Legia Warszawa ma największy budżet, ale budżety nie grają. Jak wytłumaczyć tytuł mistrzowski dla Piasta Gliwice dwa lata temu? Finanse nie plasowały tej drużyny nawet na podium, ale ten klub miał trenera i miał zespół. Jako dzieciak śledziłem ligę w latach 80. W stolicy grali Dariuszowie Dziekanowski, Wdowczyk, Kubicki, Roman Kosecki i Stanisław Terlecki. Czy to byli słabi piłkarze? Wprost przeciwnie - świetni! Mimo to Warszawa czekała nie jedną, a ponad dwie dekady na mistrza kraju.

Obserwowałem na zimowym zgrupowaniu w Turcji trenera Aleksandara Vukovicia. Wydaje się, że spokorniał, że to już nie ten sam człowiek, który jako asystent Jacka Magiery podbiegał pod sektor kibiców Lecha.

- Ta praca zmienia. Widzę po sobie. Jestem innym człowiekiem niż rok temu, za rok będę jeszcze innym. Nie można jeździć na kolanach, zwłaszcza po jednym meczu. Jedno spotkanie nic nie znaczy. Chapeau bas dla "Vuko". Trudno jest wygrać ligę będąc faworytem. Trudno jest stworzyć zespół z piłkarzy, którzy w swych poprzednich klubach byli wiodącymi postaciami. Jemu się udało.

Do Polski, na Łazienkowską wraca Bartosz Kapustka. To będzie hit czy kit?

- Posłużę się przykładem z przeszłości. Marek Saganowski jako 19-latek wyjechał do HSV, jako bardzo utalentowany, ale niedoświadczony piłkarz. Później opowiadał mi jak długo dochodził do siebie po treningach zaserwowanych drużynie przez trenera Felixa Magatha. W tamtym czasie włodarze klubu z Bundesligi mogli sobie pozwolić na wrzucenie wszystkich do jednego kotła, bez indywidualizacji treningu. Wypłyniesz - super, utoniesz - trudno, będą następni. W Cracovii, za kadencji Jacka Zielińskiego, który mądrze go prowadził, chuchano i dmuchano na Kapustkę.

- Dzisiejsza młodzież nie jest tak przygotowana pod względem sprawności ogólnej jak pokolenie wcześniej. Wpadnięcie w wir pracy z dorosłymi, w niektórych nieprzygotowanych organizmach może poczynić spustoszenie. Wielu młodych piłkarzy wyjeżdża za szybko i potem równie szybko wracają. Nie chcę powiedzieć, że taki fachowiec jak Claudio Ranieri w Leicester miał złe podejście, na pewno wiedział co robi, trening był bardziej zindywidualizowany niż w latach 90 w Niemczech. Trzymam kciuki, by Kapustka jeszcze wiele dał polskiej piłce. Pierwszym krokiem będzie odbudowa formy w Legii, nie będzie to łatwe zadanie.

Mistrzem odbudowy zawodników jest trener Waldemar Fornalik, który prowadził pana w Ruchu Chorzów.

- Człowiek z mojej bajki. Fenomen na skalę naszej ligi. Do maksimum wykorzystuje możliwości każdego ze swoich piłkarzy. Dzięki spokojnej pracy, jego drużyny grają solidną piłką. Piast Gliwice tradycyjnie będzie się liczył w tych rozgrywkach.

Zawodnikiem do obudowy w Piaście będzie Patryk Lipski. Trzy lata temu rozmawialiśmy i mówił pan, że da radę w Lechii Gdańsk. Ostatecznie nie dał.

- Patryk to zawodnik, który potrzebuje zaufania, być może w Lechii go zabrakło? W Ruchu czasem się dziwiliśmy czemu po słabym meczu Lipski znów ma miejsce w składzie, jednak trener Fornalik wiedział co robi. Trener zna mocne i słabe strony Patryka. Jest szansa, by tak jak Kapustkę odzyskać go dla polskiej piłki.

Dowiedz się więcej na temat: Łukasz Surma | Ekstraklasa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje