Reklama

Reklama

Ekstraklasa. Klimczak: Nowa ustawa od początku przyszłego roku

- Zadaniem klubów jest "robienie" piłki. Nie mamy narzędzi do tego, aby pilnować bezpieczeństwa na stadionie. Dlatego apelujemy do państwa, aby pomogło nam eliminować przestępców ze stadionów - powiedział Karol Klimczak, prezes Lecha i szef rady nadzorczej Ekstraklasy.

Po fatalnym wizerunkowo zakończeniu sezonu i skandalu na meczu Lecha z Legią szykują się zmiany w ustawie o bezpieczeństwie imprez masowych. Spotkanie przedstawicieli klubów, PZPN z władzami państwa wprawdzie nie było zbyt owocne, bo jak sam przyznał Zbigniew Boniek, konkretów zabrakło, ale rozwiązania są już prawie gotowe. - Powstała już grupa robocza przy ministerstwie spraw wewnętrznych i administracji pod kierownictwem ministra Zielińskiego. Zadaniem będzie opracowanie jak najlepszych rozwiązań w porozumieniu z klubami czy PZPN. Wydaje mi się, że jest możliwe wprowadzenie nowej ustawy od początku 2019 roku - przyznał Klimczak.

Reklama

Ekstraklasa wie, co należy zmienić w przepisach, aby ograniczyć bandyckie zachowania na trybunach. - Indywidualizacja kar, a nie zamykanie stadionu. To drugie rozwiązanie to karanie in gremio. Po ponownym otwarciu stadionu na trybuny wracają niewinni kibice, ale także przestępcy. A to osoby łamiące prawo chcemy wykluczyć z obiektów sportowych. Bardzo ważna jest też konsekwencja w karaniu. Dobrym rozwiązaniem byłyby też większe kary finansowe za dopuszczenie się wykroczeń i przestępstw na stadionie. Jako przewodniczący rady nadzorczej Ekstraklasy widzę to tak. Osoba wbiega na murawę, zostaje zatrzymana, otrzymuje kilkanaście tysięcy złotych grzywny i dożywotni zakaz stadionowy - wyliczał Klimczak.

Jego zdaniem do tego pomysłu przychylają się też najważniejsze osoby w państwie z premierem Mateuszem Morawieckim na czele. - Premier nie chce zabijać atmosfery meczowej czy zamykać stadionów, podobają mu się oprawy przygotowywane przez fanów. Jest bliski naszego stanowiska, żeby konsekwentnie łapać przestępców - zdradził szef Lecha.

Najbardziej dziwić może fakt, że właśnie trwa kolejna dyskusja o nowelizacji ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych. Zmiany w przepisach miały miejsce trzy lata temu. Co warte podkreślenia, rozwiązania przygotował rząd PO-PSL a podpis pod ustawą złożył już prezydent Andrzej Duda. Środowisko piłkarskie już wtedy mówiło, że to kiepskie rozwiązanie. Jak widać racja była po stronie ludzi piłki. - Faktycznie, pewne regulacje prawne już mamy. Ale sądy podchodzą do tego tak - czy to wysoka szkodliwość społeczna zachowania, że ktoś wbiegł sobie na murawę, chwilę się po niej pokręcił i wrócił na sektor. Sprawa jest dyskusyjna. Dlatego kibice Piasta otrzymali mandaty w wysokości 500 złotych. Żeby przepisy były skuteczniejsze potrzeba surowszego regulaminu stadionu i ostrzejszych zapisów w ustawie o bezpieczeństwie imprez masowych. Jeśli karą będzie 10 czy 15 tysięcy złotych, to może ktoś się dwa razy zastanowi - zwraca uwagę Klimczak.

Szef Lecha raz jeszcze podkreślił, że klubowi jest niezwykle ciężko wyłapać stadionowych bandytów. - Bez pomocy państwa jesteśmy bezsilni, bo to policja ma narzędzia do tego, aby wychwytywać osoby, źle zachowujące się na stadionie. My wręcz apelujemy o to, żeby państwo mocniej zaangażowało w pomaganie nam w zaprowadzeniu porządku na obiektach. Od strony technicznej wygląda to tak, że gdy podczas meczu mają miejsce jakieś niedopuszczalne zajścia, to policja prosi nas o zapis audio-video z monitoringu. Potem czeka ich żmudna i analityczna praca, którzy muszą zidentyfikować osoby, które wbiegły na murawę - tłumaczy Klimczak. Podczas meczu z Lecha z Legią na płytę boiska wbiegło 50 kibiców. 29 z nich zostało już zidentyfikowanych i zatrzymanych.

Lech jak i pozostałe kluby też zamierzają jeszcze bardziej przyłożyć się do pilnowania porządku. - Możemy jeszcze bardziej zacieśnić system kontroli dostępu. Apelowano po Euro 2012, żeby otworzyć stadiony, aby były one dostępne przez cały dzień. Ale to chyba zły pomysł. Wracając do meczu Lecha z Legią. Przez tydzień przeprowadzaliśmy wzmożone kontrole, sprawdzaliśmy wszystkie samochody i osoby wchodzące na stadion. I tak zostało rzuconych kilkadziesiąt rac, choć trzeba uczciwie przyznać, że to nie aż tyle jak podczas finału Pucharu Polski. Nie jesteśmy sprawdzać wszystkich tak jak na lotnisku, bo wtedy wejście na stadion 30 tysięcy kibiców zajmowałby tydzień. Ale myślimy o tym, jak podnieść poziom bezpieczeństwa. Planujemy w niektórych miejscach stadionu zamontować specjalne siatki, które uniemożliwią wrzucanie przedmiotów - zakończył Klimczak

Krzysztof Oliwa

Dowiedz się więcej na temat: Ekstraklasa | Lech Poznań

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje