Reklama

Reklama

Ekstraklasa jak PlusLiga, czyli co zapamiętamy z 4. kolejki

Gdyby trener Stephane Antiga uważnie obserwował ostatnią kolejkę Ekstraklasy, w jego drużynie mistrzów świata Karol Kłos, Bartosz Kurek czy Michał Kubiak powinni zacząć obawiać się o miejsce w składzie. "Pokaz siatkarskiej mocy" - pod takim hasłem odbyła się 4. kolejka. Oto, co z niej zapamiętamy.

Ekstraklasa - wyniki, tabela, terminarz - kliknij tutaj!

- Siatkówka, to jest siatkówka! Patrz jak on odbija! - pieklił się swego czasu Janusz Wójcik, były szkoleniowiec Widzewa po serii błędów bramkarza Bartosza Fabiniaka.

Teraz trener Czesław Michniewicz spokojnie spoglądał na to, co wyczynia Takuya Murayama. Japończyk w spotkaniu Pogoni Szczecin z Górnikiem Łęczna chciał oszukać sędziego, kibiców, przeciwników i kolegów z drużyny. Przyjął piłkę ręką, a po chwili zdobył bramkę. Później szczerze się cieszył ze strzelonego gola, podbiegli do niego koledzy, ale trzeźwy umysł zachował Sergiusz Prusak, który jako jeden z nielicznych zauważył nieczyste zagranie. O mały włos nabrałby się sędzia Mariusz Złotek, ale po dłuższej chwili zmienił decyzję (początkowo uznał gola, ale być może skorzystał z powtórki wideo).

Reklama

Teraz Murayama trafi na dywanik do trenera Michniewicza. - Nie powinien się tak zachować. Porozmawiam z nim - zapowiedział szkoleniowiec tuż po spotkaniu. A na boisku ciekawszych momentów nie było i łęcznianie ze Szczecina wywieźli punkt.

Siatkarskim wynikiem zakończyło się też spotkanie w Zabrzu. Górnik przegrał z Jagiellonią 1-3, a z radości przy bocznej linii podskakiwał trener Michał Probierz. Z dobrej strony zaprezentowali się szczególnie Piotr Grzelczak i Konstantin Wassiljew, którzy udowodnili, że mogą być siłą napędową Jagiellonii w tym sezonie.

W zupełnie innych nastrojach był szkoleniowiec gospodarzy - Robert Warzycha, którego już czwarty atak w tym sezonie został zablokowany. Wytrawni siatkarze mówiliby, że w Zabrzu co chwila dostają "czapy", ale podobno pozycja Warzychy wciąż jest mocna. Przynajmniej do czasu, bo w najbliższej kolejce zabrzanie zagrają z Termaliką w Mielcu, która...

...wygrała właśnie pierwszy, historyczny mecz w Ekstraklasie. Obiekt Stali lśnił jak za dawnych lat, a podopiecznym Piotra Mandrysza biegało się jakoś tak lżej niż w pierwszych kolejkach. Na Podkarpaciu poczuli się jak w domu, a w zwycięstwie pomógł im gol Pavola Stano, który do Niecieczy został ściągnięty w zasadzie z emerytury.

W inną dyscyplinę sportu grali w Warszawie. Legia i Wisła postawiły na siatkówkę plażową. Obie drużyny biegały po boisku jak po nagrzanym piasku - tempo tego meczu było błyskawiczne i z pewnością zasługuje na miano hitu kolejki.

W rolę siatkarza wcielił się Jakub Rzeźniczak. Wyskoczył jak do bloku, odbił piłkę, a sędzia podyktował rzut karny. Rafał Boguski uderzył jednak źle, a Wisła wciąż przegrywała 0-1. Punkt uratował Wilde Donald Guerrier, a mecz w szkolnej skali można ocenić na "5+".

Inna sprawa, że Rzeźniczak nie tylko przy okazji rzutu karnego dał popis siatkarskich możliwości. Innym razem też zagrał ręką, a raczej łokciem. Gwizdek sędziego milczał, a i siatkarscy skauci po tym zagraniu chyba by nie zadzwonili.

Co jeszcze warto odnotować? Przerwaną serię Cracovii, która po 12. meczach z rzędu wreszcie została pokonana. Trzy punkty z Krakowa wywiózł Piast Gliwice, który po tym spotkaniu ma bilans, a jakże, siatkarski (3-1). Trzy wygrane i porażkę, dzięki czemu podopieczni Radoslava Latala zostali nieoczekiwanie wiceliderem tabeli.

Łukasz Szpyrka

Ekstraklasa - wyniki, tabela, terminarz - kliknij tutaj!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama