Reklama

Reklama

Ekstraklasa. Felieton: 18-drużynowa liga w Polsce to raj dla słabych zespołów

Nikt, kto działa w polskich klubach tego nie powie, ale przecież wszyscy znamy prawdę. W Polsce kluby żyją z dnia na dzień, bez pomysłu, bez strategii, bez ambicji. Poza jedną - wciąż grać w Ekstraklasie. Czwarte miejsce, ósme miejsce, dwunaste miejsce? To żadna różnica, nikt nie będzie o tym pamiętał w przyszłym sezonie - twierdzi w swoim felietonie Wojciech Górski, na co dzień piszący o Ekstraklasie na łamach Interii.

Polska piłka klubowa przeżywa najgłębszy kryzys od lat - od trzech sezonów żadna z drużyn nie awansowała do fazy grupowej LM i LE, a mistrzem Polski został zespół (z całym szacunkiem należnym Piastowi Gliwice), ze średnią domową frekwencją na poziomie 4,5 tys. osób, dostający w pucharach "oklep" od Białorusinów i Łotyszy. Co i tak brzmi lepiej, niż historyczna "euroklapa" Legii Warszawa, która rok wcześniej przegrała z drużyną z Luksemburga.

Tak wyglądają dumy naszej piłki klubowej. A co czeka nas, gdy spojrzymy w głąb tabeli? Rzućmy okiem:

Lechia Gdańsk - nie płaci piłkarzom, Wisła Kraków - cudem wiąże koniec z końcem, Raków Częstochowa - gra bez stadionu, ŁKS - z jedną trybuną, Górnik Zabrze i Śląsk Wrocław - zależne są od pieniędzy z miasta, a Arce Gdynia miasto właśnie odmówiło finansowania.

Reklama

I właśnie w tym momencie w Polsce rozgorzała dyskusja nad koniecznym (?) rozszerzeniem ligi do 18 drużyn. Ba, wszystko wskazuje na to, że przepis będzie obowiązywał już od sezonu 2021/22. Takie rozwiązanie funkcjonuje w najwyższych klasach rozgrywkowych m.in. w Holandii i Niemczech, jeszcze więcej drużyn jest w Anglii, Hiszpanii, Włoszech.

Ale tu nie ma Holandii, Niemiec i Anglii. Tu jest Polska. Działamy w określonych warunkach, w określonym środowisku. I wszystko rozpatrywać musimy w określonym kontekście. I pamiętać o tym, że poza horyzontami finansowymi i marketingowymi, w piłce przede wszystkim liczy się czynnik sportowy. A przynajmniej powinien liczyć się najbardziej.

Kluby Ekstraklasy nagminnie popełniają tak gigantyczne błędy, że w zdrowej lidze każdy z nich kosztowałby je spadek klasę niżej. Ale nie u nas. U nas zawsze znajdzie się ktoś, który tych kardynalnych błędów zrobi więcej. I tak to się kręci.

Liga, w której występuje 18 drużyn zwiększa wszystkim margines błędu. To przyzwolenie: Nieważne jak beznadziejni będziemy, zawsze znajdzie się ktoś beznadziejny jeszcze bardziej. Albo ktoś zbankrutuje, więc i tak się utrzymamy. 18 drużyn w lidze sprawia, że drużyny ze środka tabeli (czyli w europejskiej perspektywie: słabe!) mogą z czystym sumieniem grać jeszcze gorzej, żeby utrzymać się w lidze. I spełnić swój cel. Wegetować (ale jak dumnie - w najwyższej lidze!). 18 drużyn w Ekstraklasie to podanie ręki piłkarskim bumelantom, to raj dla drużyn słabych.

Nie twierdzę, że ligę trzeba od razu zmniejszać, choć by naprawić drastycznie słaby poziom, z pewnością potrzebne są drastyczne rozwiązania. I co trzeba podkreślić: w tej sytuacji nie przeceniałbym roli systemu rozgrywek, bo wzrostu poziomu nie dostaniemy za darmo. Odpowiedni system rozgrywek może najwyżej zmotywować do działania. A może też rozleniwić - i mam wrażenie, że tak właśnie na naszych ligowych średniaków wpłynie rozszerzenie ligi.

Hipotetycznie, gdyby liga liczyła dziś 12 drużyn, to spadkiem poważnie zagrożone byłyby m.in. Lech Poznań i Jagiellonia Białystok. Drużyny, które powinny grać o mistrzostwo Polski. Mniejsza liga znacząco zmniejszyłaby margines ich błędu. By utrzymać się w Ekstraklasie, potrzebowałyby mądrzejszych decyzji, sprawniejszych transferów i lepszej organizacji gry.

Dziś mogą pozwolić sobie na wszystko - mogą bezkarnie popełniać błędy, popadać w przeciętność, ocierać się o dolną ósemkę i to bez żadnych konsekwencji. Kibice trochę ponarzekają, kluby o sezonie zapomną, może uda się za rok. Nie uda? To może w przyszłym. Spokojnie. A to przykłady jednych z i tak najlepiej zarządzanych klubów...

Większa liga to większy margines błędu. I drużyny będą z niego korzystać. To Polska, znacie nasze kluby!

Wróćmy do przykładów z początku tekstu. Gdyby dziś z ligi zdegradowano kluby z problemami finansowymi i z niedomagającą infrastrukturą, to ta zmniejszyłaby się przynajmniej o jedną czwartą. A gdzie w tym wszystkim czynnik sportowy, który powinien determinować system awansów i spadków?

A przecież ci, których chcemy do Ekstraklasy dokooptować mają swoje problemy. Problemy, które po awansie tylko urosną.

Nic nie jest wyrwane z kontekstu. 18-drużynowa liga nie jest sama w sobie dobra, ani zła. W Niemczech? Świetna. W Szkocji? Już nie. W Polsce? To podanie ręki klubom najmniej ambitnym i tym z największymi problemami.

Łatwiej będzie zamieść je pod dywan i udawać, że wszystko gra. Jak zawsze.

Wojciech Górski

Ekstraklasa: wyniki, tabela, terminarz, strzelcy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje