Reklama

Reklama

Ekstraklasa. Dlaczego trenerzy w Polsce pracują tak krótko?

​Niespełna rok wynosi średni czas pracy trenerów w Ekstraklasie. W najmocniejszych europejskich ligach prezesi mają do szkoleniowców znacznie więcej zaufania. - Działacze w Polsce często nie wytrzymują ciśnienia i działają pod wpływem chwili. Tymczasem bez zaufania dla trenera nie będzie dobrych wyników - podkreśla były selekcjoner reprezentacji Polski - Andrzej Strejlau.

Ekstraklasa. Wyniki, tabela i statystyki - kliknij tutaj!

Reklama

W obliczu coraz częstszych doniesień o możliwych zmianach trenerów w Legii Warszawa i Lechu Poznań postanowiliśmy przyjrzeć się temu, jak długo pracują szkoleniowcy w Ekstraklasie i porównać te liczby do klubów zachodnich. Główny wniosek? Działacze polskich klubów nie grzeszą cierpliwością!

Średni czas pracy trenerów w Ekstraklasie to około 11 miesięcy, tymczasem szkoleniowcy pracujący w najmocniejszych ligach średnio dostają przynajmniej trzy miesiące więcej na udowodnienie swojej klasy.

Patrząc wyłącznie na liczby, najlepiej dostać robotę w angielskiej Premier League - średni czas pracy menedżera w lidze angielskiej to ponad dwa lata! Bierzemy jednak poprawkę na to, że wynik jest mocno zniekształcony przez Arsene’a Wengera, który Arsenal Londyn prowadzi już od... 1996 roku.

Nawet jednak jeśli z naszych wyliczeń usunąć szkoleniowca "Kanonierów", okazuje się, że trenerzy na Wyspach pracują średnio przez ponad 16 miesięcy, a to wciąż wyraźnie dłużej niż specjaliści z Ekstraklasy.

To zaskakujące, ale średni czas pracy trenerów we wszystkich najmocniejszych ligach europejskich jest bardzo podobny i wynosi właśnie ponad 16 miesięcy. Wydaje się, że szefowie czołowych klubów kontynentu są przekonani, że niemal półtora roku to wystarczający czas, aby trener mógł skonstruować zespół według swojej wizji.

Łatwiej wymienić trenera niż słabych piłkarzy

Dlaczego działacze drużyn Ekstraklasy nie czerpią wzorców od najlepszych i nie potrafią obdarzyć szkoleniowców zaufaniem?

- Niestety, szefowie polskich klubów rzadko mają długofalową wizję rozwoju swojego zespołu, a przez to łatwo podejmują decyzję o zwolnieniu trenera. Zresztą taka decyzja czasami przysparza popularności wśród kibiców. Łatwiej przecież wyrzucić na bruk szkoleniowca niż wymienić kilkunastu słabych piłkarzy - zauważa w rozmowie z Interią były selekcjoner reprezentacji Polski, Andrzej Strejlau.

W bieżącym sezonie Ekstraklasy pracę straciło już trzech trenerów - Robert Warzycha (Górnik Zabrze), Jerzy Brzęczek (Lechia Gdańsk) i Dariusz Kubicki (Podbeskidzie Bielsko-Biała). Według medialnych doniesień, w kolejce czekają już następni - wśród nich ci prowadzący najmocniejsze kluby: Henning Berg (Legia Warszawa) i Maciej Skorża (Lech Poznań).

- Wyrzucanie trenera w środku sezonu to takie przyznanie się do własnego błędu. W Polsce liczy się wciąż na to, że "nowa miotła" wpadnie do szatni i odmieni zespół, ale takie nagłe metamorfozy zdarzają się rzadko. Nigdy nie ma gwarancji, że nowy trener będzie lepszy od tego, który już pracuje w danym zespole - podkreśla Strejlau.

Czy warto zaufać trenerom? Pewnie, że warto!

Analizując pracę szkoleniowców Ekstraklasy w XXI wieku ewidentnie widać, że zaufanie trenerom popłaca. W ostatnim piętnastoleciu ci szkoleniowcy, którzy dostawali szansę na długofalową pracę z jedną drużyną, zazwyczaj osiągali zadowalające wyniki.

Najdłużej nieprzerwanie w jednym klubie pracował w ostatnich latach Adam Nawałka. Prowadzący obecnie reprezentację Polski szkoleniowiec przez ponad trzy lata (2010-2013) prowadził Górnika Zabrze. Wprowadził zespół do Ekstraklasy, a następnie przez trzy sezony osiągał na tyle dobre wyniki, że dostał od Zbigniewa Bońka szansę poprowadzenia narodowej kadry.

Drugie miejsce w klasyfikacji szkoleniowców, którzy w XXI wieku najdłużej pracowali bez przerwy w jednym klubie Ekstraklasy zajmuje Waldemar Fornalik. Także on po udanym okresie w Ruchu Chorzów (2009-2012) został selekcjonerem reprezentacji Polski, chociaż w tej roli radził sobie znacznie gorzej niż Nawałka. W październiku 2014 "Waldek King" wrócił jednak do Ruchu i obecnie znowu buduje solidną ekipę "Niebieskich".

Kolejne miejsca na liście trenerów, którzy najdłużej prowadzili nieprzerwanie jeden klub polskiej ligi, zajmują Franciszek Smuda (Lech, 2006-2009), Michał Probierz (Jagiellonia, 2008-2011), Jan Urban (Legia, 2007-2010) oraz dwójka szkoleniowców, którzy pracowali w Wiśle Kraków - Maciej Skorża (2007-2010) i Henryk Kasperczak (2002-2004).

W Lechu i Legii mają cierpliwość. A w Wiśle?

Warto zwrócić uwagę, że właśnie Wisła Kraków to jeden z klubów, który trenerów w ostatnim piętnastoleciu zmieniał najczęściej. "Biała Gwiazda" i tak nie może się jednak równać z Pogonią Szczecin i Zagłębiem Lubin - te dwa kluby od 2000 roku zmieniały szkoleniowców ponad 20 razy!

Na pozytywne wyróżnienie zasługują natomiast działacze Legii i Lecha. Szefowie dwóch najbogatszych polskich klubów raczej nie podejmowali decyzji o zwalnianiu szkoleniowców pod wpływem chwili. Legię prowadziło w XXI wieku tylko dziesięciu trenerów (nie licząc tymczasowych), a w "Kolejorzu" pracowało ich jedenastu.

- To pokazuje, że czasami warto wytrzymać ciśnienie i dać trenerowi szansę na to, by popracował dłużej z zespołem. Działacze tego nie wiedzą, ale czasami wyniki zespołu mogą się poprawić dzięki naprawdę niewielkim zmianom w codziennych treningach - tłumaczy Andrzej Strejlau.

Rzeczywiście, szefowie polskich klubów sprawiają wrażenie, jakby woleli ciągle burzyć budowlę i wznosić ją począwszy od fundamentów niż udoskonalać istniejącą konstrukcję.

Ze zwalniania i zatrudniania trenerów istotę swojej pracy uczynił sobie jakiś czas temu były właściciel Polonii Warszawa - Józef Wojciechowski. W cztery lata jego zespół prowadziło... dziesięciu różnych szkoleniowców. Dla porównania - tylu trenerów pracowało w Manchesterze United przez ostatnie 55 lat!

Słaba Ekstraklasa? To także wina działaczy

Często narzekamy na to, że problemem polskiej ligi są przeciętni piłkarze i słabi trenerzy. Tymczasem okazuje się, że winni słabości Ekstraklasy są także nieudolni działacze.

Andrzej Strejlau: - Uważnie obserwując w ostatnich latach nasz ligowy futbol, można zaobserwować prawidłowość, że kiedy jakiś zespół przegrywa, to nie ma refleksji nad tym, w jaki sposób drużyna może poprawić swoją grę, tylko nad tym, kiedy zwolnić trenera. Zrobić to już? A może dopiero za tydzień?

Trudno odmówić byłemu selekcjonerowi racji. Działacze polskich klubów są niestety w gorącej wodzie kąpani i często podejmują decyzje pod wpływem chwili. Chcieliby mieć zespół grający pięknie i zwyciężający niemal natychmiast. A co jeśli przychodzą porażki?

Wtedy najłatwiej jest zwolnić trenera.

Autor: Bartosz Barnaś

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje