Reklama

Reklama

Ekstraklasa. Christopher Lash: Ale na co tu narzekać?

- Nie jestem nastawiony do polskiej ligi tak źle jak Polacy. To chyba wasza cecha narodowa, że musicie narzekać na to, co macie ciekawego – mówi Christopher Lash, angielski historyk pasjonujący się Ekstraklasą.

Olgierd Kwiatkowski, Interia: Anglik, który pasjonuje się Ekstraklasą, czy to nie jest zaskakujące? Przecież macie Premier League, Championship, FA Cup?

Dr Christopher Lash, historyk, wykładowca na Uczelni Łazarskiego: - Kiedy przyjechałem na stałe do Polski w 2011 roku, interesowałem się przede wszystkim polską historią, literaturą, sztuką, słowem wszystkim tylko nie piłką nożną. Ale byłem zapalonym kibicem piłkarskim. Od małego kibicuję Reading. Pochodzę z północnej Anglii, ale potem zamieszkałem w Londynie i dojeżdżałem z ojcem raz na dwa tygodnie na mecze do Reading. Dziś też staram się obejrzeć każde spotkanie swojej drużyny.

Reklama

Ale uważnie śledzi pan Ekstraklasę. Komentuje pan na bieżąco wydarzenia z naszej ligi na blogu, Twitterze, prowadząc podcast. Od kiedy zapałał pan miłością do Ekstraklasy?

- To nie przyszło od razu. Najpierw mieszkałem w Krakowie, gdzie studiowałem i tam koledzy chodzili na Cracovię, ale ja się bałem, bo podobno było niebezpiecznie. Rok mieszkałem w Łodzi i ani razu nie poszedłem na Widzew czy ŁKS. Najpierw zainteresowałem się reprezentacją Polski, potem, gdy Polska otrzymała prawo do organizacji Euro w 2012 roku, zacząłem prowadzić bloga o przygotowaniach do reprezentacji. Po mistrzostwach zacząłem polskich kolegów pytać o polską ligę. Dostałem negatywny odzew, że jest słaba, nudna, że jest niebezpiecznie na stadionach. Zacząłem ją oglądać w kablówce, w końcu chodziłem na Polonię Warszawa, bo wydawała mi się bliska Reading. Doszedłem do wniosku, że jeżeli interesuję się krajem, w którym mieszkam, to muszę poznać jego ligę.

I jakie było pierwszej wrażenie z polskiej ligi?

- W Polonii Warszawa wyszła sprawa z Ireneuszem Królem, sponsorem, który oszukiwał piłkarzy, nie płacił im, w końcu zostawił klub na lodzie. Niestety, był to właściwy początek dla zagranicznego obserwatora polskiej ligi. Bo taką historię przeżyły Widzew Łódź, ŁKS Łódź, Ruch Chorzów, a teraz coś podobnego - na szczęście ze szczęśliwym końcem - wydarzyło się w Wiśle Kraków. Dla mnie to było niepojęte, że można tak postąpić z klubem. W Anglii takie sytuacje są wyjątkowe, w Polsce to się często zdarza. Ale też nie uogólniałbym tego. Polacy lubią mówić, że to moja wina, moja bardzo wielka wina, a przecież takie sytuacje zdarzają się nagminnie w ligach greckiej, tureckiej, cypryjskiej.

Czyli ujęły pana problemy polskiej ligi?

- Nie, ja dzięki polskiej piłce zacząłem lepiej rozumieć historię Polski, wiedziałem, jak piłka nożna działa na miasta, na lokalne społeczności. Same wyniki nie były dla mnie tak istotne jak te smaczki wokół polskiej ligi.

Zimą dostał pan kolejny smaczek i znów wiązał się z problemami polskiego klubu?

- Wisła Kraków - ja do dziś nie mogę uwierzyć, że to się wydarzyło. Z punktu widzenia opowieści jest to jakaś bajkowa historia, to jest wprost niemożliwe - sharksi, prezes Sarapata, kambodżański biznesmen, powrót Kuby Błaszczykowskiego, odrodzenie klubu. Przez dwa miesiące wy dziennikarze mogliście codziennie pisać o Wiśle i to nie byłoby dla nikogo nudne. Wiem, że jest ogromne zainteresowanie tematem poważnych dzienników z całego świata.

Powiedział pan, że polska liga jest trochę "Legiocentryczna". Co to znaczy?

- Nie ma wątpliwości, Legia jest największym polskim klubem, najlepiej zorganizowanym i dobrze przygotowanym do gry w Europie. Doceniam to, co robi prezes  Dariusz Mioduski, doceniałem pana  Leśnodorskiego, chociażby za to, co robi teraz dla Wisły. Moim zdaniem jednak pisze się tak dużo o Legii, ale brakuje tych samych informacji o innych klubach. Mnie tak samo interesuje to, co dzieje się w Legii, ale i w Lechii Gdańsk, Jagiellonii Białystok czy Górniku Zabrze.

Opowiada pan i mówi o polskiej piłce z taką pasją, jakiej brakuje wielu polskim kibicom i dziennikarzom. Pan naprawdę lubi Ekstraklasę.

- Nie jestem nastawiony do polskiej ligi tak źle jak Polacy. To chyba wasza cecha narodowa, że musicie narzekać na to, co macie ciekawego. Trochę jest to wina mediów społecznościowych, które stały się platformą do narzekania. Tylko mnie to cały czas dziwi, bo można krytykować Ekstraklasę, ona nigdy nie będzie perfekcyjna, ale psychologowie mówią, że jeśli jesteś w toksycznym związku, to go zakończ. Jeśli więc ktoś ogląda Ekstraklasę i tylko narzeka, to niech przeczuci się na Premier League, Serie A, La Liga. Zobaczymy, czy nie będzie w końcu też narzekał?

Rozmawiał Olgierd Kwiatkowski


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL