Reklama

Reklama

Efektowna Wisła, gromiąca Legia, tymczasowość Lecha - Ekstraklasa coraz ciekawsza!

Wisła ze Stiliciem w roli głównej pokazuje, że T-Mobile Ekstraklasa może więcej! Z jeszcze większym przytupem kroczy Legia, która rozzłoszczona słynnym na cały świat walkowerem, okłada po uszach domowych rywali. I tylko Lech stawia na tymczasowość na ławce trenerskiej, a jego kibice zastanawiają się co lepsze: „wygrywać, czy być poklepywanym po plecach". W naszej lidze coraz ciekawiej.

Tydzień temu napisałem, że na stadionach Ekstraklasy rażące pustki, a wpadki organizacyjne klubów odstraszają kibiców, więc ci wolą nie ruszać się z plaży. Piąta kolejka ligi pokazała jednak, że kibice na poważnie wzięli się za przyciąganie fanów na trybuny! 

Wisła Kraków w starciu z Lechią zagrała jeden z najlepszych meczów w ostatnich latach. Prowadzone w takim tempie spotkanie, obfitujące w zwroty akcji (przy 0-0 Wisła marnuje "setki", a później od 0-1 doprowadza do stanu 3-1, Lechia knoci sytuacje na 2-2) spotkanie zasługiwało na pełny stadion, a nie jedyne 6 tys. kibiców.

Reklama

Na dodatek klub z ul Reymonta nie rozpoczął jeszcze internetowej sprzedaży biletów, w sprawie której dobijają się już do redakcji Serwisu Sport Interia.pl kibice. Zainspirowany ich pytaniami, zwróciłem się do Wisły, co z tą sprzedażą internetową? Dziś ludzie nie mają czasu na jeżdżenie do klubu i stanie pod kasami! Rzecznik Maksymilian Michalczak uspokaja - system sprzedaży internetowej jest właśnie testowany, a przed meczem z GKS-em Bełchatów zostanie z pewnością uruchomiony. Trzymam za słowo!

Gdańszczanie mają teraz kasę, jaką kiedyś szastali przy Reymonta. Szeroka ławka, wysokie kontrakty, poważne transfery - to przyciąga na piękną PGE Arenę ponad 10 tys. widzów na każde spotkanie. Na stadion im. Henryka Reymana Wisła, mająca pustą kasę, wysokimi transferami nie przyciągnie. "Biała Gwiazda" ma za to Franza Smudę, który wykorzystuje całą swą wiedzę, doświadczenie i serce, by stworzyć w szatni paczkę, która nie pęknie przed nikim w kraju.

I Smudzie udaje się coraz lepiej, choć pracuje w skromnych warunkach, przy wąskiej jak nigdy w erze Bogusława Cupiała ławce rezerwowych. Co ciekawe, na eks-selekcjonera słychać nadal sporo narzekań. Dochodzę do wniosku, że w Polsce z Franzem jest jak z religią - albo ją wyznajesz, albo unikasz jej jak ognia i argumenty logiczne w tym wypadku zupełnie nie działają.

- Słaby ten Smuda, nie umie przygotować, trenować, ani mówić po polsku. Przez przypadek udał mu się tylko Stilić - słychać opinie fachowców.

Fakt, Stilić przyszedł do Krakowa, by odbudować się pod skrzydłami Franza. Nie tylko się odbudował, ale Semirek gra w jeszcze lepszym stylu niż w swym najlepszym okresie w Lechu Poznań.

- To leń, nic z niego nie będzie - orzekli w Lechu, gdy Stilić z Turcji chciał wrócić do Poznania. Pomyłka tak samo duża, jak zarządu Wisły, który pięć lat temu uznał, że nic nie będzie z braci Mateusza i Michała Maków. Dzisiaj, by bliźniaków wychowanych w Babiej Górze Sucha Beskidzka sprowadzić z powrotem na Reymonta, trzeba by wydać z milion euro.

- Na Stilicia warto przychodzić na stadion - podkreśla Grzegorz Mielcarski, felietonista Interia.pl, ekspert NC+ i ma rację. Takiej palety zwodów, niesygnalizowanych podań i strzałów z rzutów wolnych nie ma żaden inny zawodnik w naszej lidze.

Ze Smudą jak z religią


Jak z tym Smudą jest, czy udał mu się faktycznie tylko Stilić? A co z Maciejem Sadlokiem? Po kontuzji wielu go już przekreśliło, że nadwaga, że nic z niego nie będzie, że zepsuty głośnym transferem do Polonii Warszawa. Dzisiaj "Maciej Sadlok" zasłużenie skanduje krakowski stadion, a z pozyskanego z Ruchu piłkarza mamy jednego z najlepszych lewych obrońców w lidze, który coraz głośniej puka do wrót reprezentacji Polski.

A co z Łukaszem Burligą? Daj Boże każdemu klubowi w Polsce takiego prawego defensora. Ciąg na bramkę, spora wydolność, gra bez piłki i - zwłaszcza w meczu z Lechią - sprytne przeszkadzanie rozpędzonym rywalom, które nie kwalifikowało się do odgwizdania faulu, a rywalom uniemożliwiało dojście do piłki - "Bury" robi niesamowite postępy.

W niedzielę zobaczyliśmy też najlepsze z dotychczasowych "wydanie" Alana Urygi, który nie tylko pomagał dzielnie w defensywie, ale też inicjował ataki. Przed sezonem, gdy wypadł z powodu kontuzji Ostoja Stjepanović, pojawiły się głosy: "Wiśle zostało tylko 10 doświadczonych piłkarzy". Dzisiaj, dzięki dobrej grze Urygi nie ma pożaru. Ostoja może spokojnie się rehabilitować.

Tak można iść pozycja po pozycji. Duet Głowacki - Dudka to bodaj najtwardsza para stoperów w lidze, Łukasz Garguła przeżywa drugą młodość, a Rafał Boguski biega jak nakręcony i zapomniał, że jeszcze niedawno ciągle mu dokuczała jakaś kontuzja.


Po pięciu kolejkach można powiedzieć, że jeśli coś się Smudzie nie udało, to przygotowanie dobrej formy Pawła Brożka, który zamiast pięciu-sześciu bramek ma na koncie tylko jedno trafienie, ale byłoby to tylko pół prawdy. Przecież "Brozio" miał dwie kontuzje, które go wyłączyły z treningów przed startem ligi. Prawda jest taka, że Franz nie ma drugiego napastnika w składzie. Junior Tomasz Zając nie jest klasycznym środkowym atakującym, a poza tym musi jeszcze okrzepnąć w futbolu dla dorosłych.

- Wszyscy na niego narzekają, ale Smuda krok po kroku robi dobry zespół - powiedział mi dziś pan Krzysztof, gorący sympatyk "Białej Gwiazdy" od dziesięcioleci. Zawodowo piłką się nie zajmuje, ale swoje wie.


Dlaczego kibice Lecha nie chcą świetnego trenera?

W Poznaniu doszło do dziwnej sytuacji. Mający w Lechu bardzo dużo do powiedzenia kibice Lecha protestują przeciw zatrudnieniu Macieja Skorży. Nic to, że pan Maciej jest jednym z najlepszych polskich trenerów, jeszcze niedawno był brany pod uwagę przy obsadzie stanowiska selekcjonera reprezentacji Polski, człowiek młody, a już z sukcesami. Trudno o bardziej wymarzonego kandydata. Kibice mówią jednak "nie", bo pamiętają, że w zamierzchłych czasach pan Maciej - ówczesny trener Legii - powiedział, że Legia ma najlepszych kibiców.

I co? Skorża nie mógł przez te lata zmienić zdania? A może dzisiaj uważa, że ci Lecha są najlepsi. To trochę dziecinada, z której wynika, że kibic woli trenera, który będzie mu słodził, poklepywał po plecach, niż takiego, który poprowadzi "Kolejorza" do sukcesów na miarę potencjału tego klubu! Czy nikomu nie daje do myślenia fakt, że fani Legii modlili się, by w Lechu jak najdłużej nie zmieniali trenera, bo wówczas przy Łazienkowskiej z łatwością wygrywali wyścig po mistrzowską koronę? Lech już wystarczająco dużo punktów zgubił na starcie sezonu (siedem na 15), by do bólu utrudnić sobie walkę o tytuł. Im dłużej będzie zmagał się o niego ze szkoleniowcem z łatką tymczasowego, te straty mogą się jeszcze bardziej powiększać.

Trochę Lecha można zrozumieć, że nie chce ryzykować ostrego konfliktu z kibicami, gdyż to - przy najwyższej frekwencji w lidze - mogłoby sporo kosztować. Tego typu nieporozumienia można wyjaśnić w pięć minut na spotkaniu Skorży z kibicami. Kiedyś na takie nie zawahał się pójść Piotrek Reiss. Legendarny nie tylko przy "Bułgarskiej" "Reksio" był podejrzewany o sprzedawanie meczów, kibice mieli mu to za złe. Reiss poszedł, wyjaśnił wszystko i dzisiaj jest akceptowany przez środowisko, każdemu może ze spokojem głęboko spojrzeć w oczy.

Berg zareagował najlepiej


Perypetie ze znalezieniem nowego trenera przy Bułgarskiej mogą wyjść tylko na korzyść Legii, choć światli ludzie nią kierujący wiedzą, że dla dobra polskiej piłki Ekstraklasa nie powinna się zamienić w teatr jednego aktora. Dlatego trzymajmy kciuki, by jak najlepiej wiodło się nie tylko Lechowi, ale też Wiśle, Lechii, Śląskowi, Cracovii i innym klubom z dużym potencjałem marketingowym i kibicowskim.

Henning Berg przy Łazienkowskiej zareagował najlepiej jak się dało. Niekorzystne dla klubu decyzje UEFA i CAS przekuł na złość sportową, dzięki której w ostatnich dwóch spotkaniach Legia zaaplikowała rywalom osiem goli, nie tracąc żadnego. Byle tej boiskowej agresywności starczyło na dwumecz z FK Aktobe. Nawet ubiegłoroczna, nieudana przygoda warszawian z LE (tylko jedno zwycięstwo w grupie), dała klubowi zyski znacznie przekraczające 10 mln zł, czyli wysokość budżetu uboższych ośrodków T-Mobile Ekstraklasy.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje