- Mamy kibiców, media i piękne stadiony - mówi nam Zbigniew Boniek, by za chwilę dodać, że nie mamy najlepszych polskich piłkarzy w rodzimej PKO Ekstraklasie i dlatego nie ma polskiej drużyny w Lidze Mistrzów i nie ma większych sukcesów w euro-pucharach. I nie będzie ich, dopóki zamiast Polaków będzie grał drugi, trzeci sort zagraniczny, a kluby będą miały problem z konstruowaniem drużyn. Tak brzmi diagnoza Bońka.
118 na 198, liczby nie kłamią. Polacy to tylko 40 procent
Jak się spojrzy na ostatnią kolejkę spotkań PKO Ekstraklasy, to łatwo policzyć, że w wyjściowych "11" znalazło się aż 118 obcokrajowców. Miejsc w składach jest 198, więc stranieri zajęli blisko 60 procent. 16 drużyn miało w wyjściowych składach minimum sześciu zawodników zagranicznych. Górnik i Pogoń nawet dziewięciu. Jedynie w Koronie i Zagłębiu obcokrajowcy stanowili dodatek, otwiera się w nowym oknie. W pozostałych przypadkach byli nim Polacy.
- Zgadzam się ze Zbyszkiem co do tego, że gra drugi, trzeci sort, a trenerzy są niedouczeni i faktycznie jest kłopot z budowaniem drużyn - rozpoczyna były rzecznik PZPN Zbigniew Koźmiński. - Liczby też mnie nie zaskakują, bo widzę, jak to wygląda. Dyskusja jest jednak bezcelowa, bo to europejski trend. Czy w lidze angielskiej grają wyłącznie Anglicy? A może stanowią mniejszość? A co powiedzieć o Włochach, którzy zniknęli z Serie A?
W każdym razie sytuacja z Polakami, których w PKO Ekstraklasie jest coraz mniej, prowadzi do kuriozalnych sytuacji. Na Górniku Zabrze mocno się zdziwili, kiedy na ich meczu pojawił się selekcjoner Jan Urban. - Przywitałem się, ale aż bałem się zapytać, kogo przyjechał oglądać, bo w wyjściowym składzie było tylko dwóch Polaków. Szkoda, że nie zapytałem Janka, bo długo się zastanawiałem, kogo on oglądał - zauważa legenda Górnika Stanisław Oślizło, bo też w Górniku poza Kacprem Urbańskim nie ma innego kandydata do kadry, a wtedy akurat nie było go w wyjściowym składzie.
Tak polskie kluby tną koszty. A Włosi "łowią za dolara"
W Górniku ten brak polskich piłkarzy w ogóle mocno bije po oczach, bo jeszcze dekadę teamu martwiono się, że praktycznie nie ma Ślązaków w składzie. - To już nie wróci, ale faktycznie tak było. Kiedyś to wszystkie kluby na Górnym Śląsku były złożone z lokalnych zawodników, a ci spoza Śląska stanowili mniejszość. Dziwnie się patrzy na to, że teraz nie ma już nie tylko Ślązaków, że już Polacy są rodzynkami - mówi były bramkarz reprezentacji Polski i Górnika Eugeniusz Cebrat.
Tego wszystkiego już jednak nie zmienimy. Powrotu do przeszłości nie będzie. Koźmiński przekonuje jednak, że to wcale nie musi pogłębiać kryzysu. - Pamiętam, że jak Wisła Kraków musiała ograniczać koszty, to pierwsze, co robiła, to cięła w skautingu. A tego nie powinna robić, bo skauting ważniejszy niż gwiazdy. Oszczędzanie na skautingu to przypadłość wszystkich. Właściciel Udinese, ten sam od lat, ma filie w Afryce i Azji, skąd łowi zawodników za dolara. Ze stu wybierze jednego, dwóch, ale drużyna gra w Serie A, jest w środku tabeli i ma się dobrze.
- Afryka, Azja i polska wieś. Tam trzeba łowić. Wisła zapomniała, skąd wziął się Błaszczykowski. A wziął się ze wsi pod Częstochową. Przypadkowo, bo nie było żadnej reguły, żadnego systemu. A powinien być. Bo ten drugi, trzeci sort zagranicznych możemy zamienić na coś więcej dzięki lepszemu skautingowi. Widzę, że Podolski w Górniku próbuje wyszukiwać nieoczywistych zawodników, może inni pójdą jego śladem - zastanawia się Koźmiński.
"Niech jadą". Ciekawe słowa o exodusie polskich talentów
Wszystko oczywiście brzmi ciekawie, ale jest jeszcze jeden kłopot. Nie zatrzymamy exodusu polskich piłkarzy za granicę. Tylko w ostatnim oknie wyjechało kilku zdolnych graczy w przedziale wieku 19-21 lat. Takie nazwiska, jak Bartosz Mazurek, Jan Leszczyński, Kornel Lisman, Wiktor Nowak, Oskar Kubiak czy Krzysztof Kurowski na pewno dodałyby lidze jakości. Kluby musiały ich jednak sprzedać, bo bardzo ważny jest rachunek ekonomiczny.
- A ja bym nad tym nie ubolewał i nie rozdzierał szat - komentuje Koźmiński. - Jeśli zagraniczne kluby coś w nich zobaczyły, to dobrze, niech jadą. W topowych ligach jest lepszy system szkolenia, więc na tych transferach polska piłka może tylko zyskać. Ja bym się martwił bardziej tym, że większość tych młodych, zdolnych wraca po jakimś czasie z podkulonym ogonem. To oznacza, że im nie wyszło. Dla mnie oznacza to też, że gdyby zostali, to w ogóle by przepadli.
Polska piłka nie powinna się martwić, że Polacy masowo wyjeżdżają, a zastępują ich średniej klasy zawodnicy zagraniczni. Polska piłka powinna zadbać o skauting i dobrze wyedukowanych menedżerów i trenerów. To wszystko razem wzięte powinno dać efekt. Zatrzyma kilku z tych, którzy normalnie by wyjechali, a przyciągnie ciekawszych stranieri. - Tego TOP5 nigdy nie dogonimy i nie będziemy potęgą, ale możemy zadbać o szczegóły i poprawić się na tyle, żeby do pełnych trybun na pięknych stadion dołożyć trochę więcej jakości - kwituje nasz ekspert.













