Dziesięć minut i nosze na boisku. Potem wpadka mistrzów, to znów się stało
Lech Poznań wciąż bez choćby jednego punktu w 2026 roku. Po porażce na własnym stadionie z Lechią Gdańsk, tym razem podopieczni Nielsa Frederiksena z pustymi rękami wracają do stolicy Wielkopolski z Gliwic. Piast stracił na początku spotkania Quentina Boisgarda, dodatkowo później nie dominował. Ale w końcówce wystarczył tylko albo aż błysk dwóch piłkarzy, by sensacyjnie pokonać obrońców tytułu.

Dzisiejszy mecz rozegrano w ramach czwartej kolejki PKO BP Ekstraklasy. To efekt zeszłorocznej prośby Lecha Poznań. Obecni mistrzowie kraju rywalizowali wtedy w eliminacjach do Champions League i potrzebowali więcej odpoczynku przed nadchodzącym starciem przeciwko Crvenej Zvezdzie Belgrad. "Eliminacje wchodzą w decydującą fazę, dlatego tym bardziej trzymamy kciuki za naszych reprezentantów. Jednocześnie dziękujemy klubom za dotychczasową współpracę operacyjną" - brzmiał oficjalny komunikat rozgrywek.
Minusowe temperatury, które panują w naszym kraju, nie sprowadziły na trybuny zbyt wielu kibiców, ale za to główni bohaterowie od samego początku ruszyli do ataków. Po zaledwie kilkudziesięciu sekundach sporą okazję zmarnował Ali Gholizadeh. W odpowiedzi na bramkę Bartosza Mrozka niecelnie uderzał Jakub Lewicki. Precyzji później zabrakło także Leandro Sance. O próbie Portugalczyka wspominamy nie bez powodu, ponieważ tuż po tej akcji powtórki wykazały rękę Luisa Palmy we własnym polu karnym.
Jarosław Przybył długo konsultował się z arbitrem VAR. W końcu sam podszedł do monitora i wskazał na jedenasty metr. Kibicom z Poznania momentalnie wróciły wtedy koszmary z poprzedniego spotkania, gdy sensacyjnie na ich terenie zwyciężyła Lechia Gdańsk. Zamiast rozpaczy w ich sektorze wybuchła jednak euforia, ponieważ Bartosz Mrozek doskonale wyczuł intencje Patryka Dziczka, dzięki czemu tablica wyników wciąż wskazywała bezbramkowy remis. Taki stan rzeczy utrzymał się do gwizdka nakazującego obu zespołom zejście do szatni.
Niezadowoleni byli zwłaszcza przyjezdni. Ci chcieli w województwie śląskim odkuć się po niedawnej wpadce z Gdańszczanami. Nielsa Frederiksena zapewne bolały przede wszystkim dwie niewykorzystane okazje. O Alim Gholizadehu już wspominaliśmy. Tuż przed doliczonym czasem gry sam na sam z bramkarzem Piasta znalazł się dodatkowo Leo Bengtsson. Oba zespoły podczas pierwszej połowy grały aż pięćdziesiąt minut. Miało to związek z urazem nogi Quentina Boisgarda. Francuz z boiska został zniesiony na noszach i prawdopodobnie czeka go dłuższa przerwa.
Lech dominował po przerwie. Ale co z tego? Mistrzowie wciąż bez punktów w 2026 roku
Po zmianie stron wyższy bieg wrzucili obrońcy tytułu. Co jednak z tego, skoro kapitalne spotkanie rozgrywał Frantisek Plach. Słowak raz za razem imponował skutecznymi interwencjami, tak jakby chciał odwdzięczyć się kibicom za wybranie go piłkarzem 2025 roku. Niestraszny był mu nawet Mikael Ishak. W sześćdziesiątej szóstej minucie obywatel naszych południowych sąsiadów wygrał z nim pojedynek sam na sam. Wściekły Szwed tylko złapał się za głowę. Także jego pozostali koledzy bili głową w mur. Futbolówka za nic w świecie mogła zatrzepotać w siatce.
Wreszcie rezultat uległ zmianie w samej końcówce meczu. Idealnie do Andreasa Katsantonisa dośrodkował Jorge Felix. Cypryjczykowi zostało tylko dołożenie głowy. Lepszego powrotu po prawie roku przerwy 25-latek nie mógł sobie wyobrazić. Lech już nie odpowiedział i sensacja stała się faktem. Dwa mecze i zero zwycięstw. Tak wygląda sytuacja obrońców tytułu w 2026 roku.









![Cracovia - Jagiellonia. O której i gdzie obejrzeć? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000MBOTNMF6MNF5F-C401.webp)
![Nieprzewidywalny Barkom kontra potężna Warta. TOP akcje zespołów [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000MC8GW0PLVMGFR-C401.webp)

![Skoki narciarskie na igrzyskach olimpijskich 14 lutego [TRANSMISJA NA ŻYWO]](https://i.iplsc.com/000MC8GTEMWPTYF7-C401.webp)