Dziekanowski: Niski poziom Ekstraklasy przeszkodą w dobrych transferach
Początek nowego roku i od razu wybuchła bomba transferowa związana z przenosinami Oskara Pietuszewskiego z Jagielloni do FC Porto. Jak zwykle przy takich okazjach, gdy w przestrzeni medialnej pojawia się kwota transferu, zawsze znajdą się tacy, którzy stwierdzą: można było wziąć więcej niż te 10 mln euro. Dyrektor sportowy Jagi, Łukasz Masłowski tłumaczył, że były oferty opiewające na wyższe kwoty, ale klub przychylił się do wyboru piłkarza i zgodził się na ofertę Porto.

Brzmi to ładnie, dobrodusznie, ale nie do końca chce mi się wierzyć w tę wersję. Być może faktycznie były propozycje, dzięki którym Jagiellonia dostałaby od razu więcej pieniędzy, ale weźmy pod uwagę fakt, że w kontrakcie Pietuszewskiego jest klauzula, która gwarantuje polskiemu klubowi 10% z zysku Porto z następnego transferu młodzieżowego reprezentanta Polski. Czyli można przypuszczać, że za 2-3 lata Portugalczycy będą musieli przelać kolejne kilka milionów. Oczywiście zakładam optymistycznie, że kariera 17-latka potoczy się tak, jak się wszyscy spodziewają, czyli że za niedługi czas przebije się do składu FC Porto, a za 2-3 lata zgłosi się po niego klub z którejś z topowych lig - Anglii, Hiszpanii, Włoch lub Niemiec.
Z tymi kwotami za zawodników z Ekstraklasy niewiele się zmienia w ostatnim czasie, dlatego uważam, że te 10 mln euro, to całkiem godna suma. Dlaczego nie więcej? Głównie ze względu na reputację, jaką polskie kluby mają w Europie. Owszem, w tym sezonie mieliśmy 4 drużyny w fazie ligowej Ligi Konferencji, ale pamiętajmy, że jest to najniższy szczebel europejskich rozgrywek. Przypomnę tylko, że Legia straciła szanse na awans do kolejnej fazy przegrywając mecz z armeńską ekipą Noah FC. Nic już nie dała jej wygrana z drużyną z Gibraltaru (Lincoln Red Imps). Armenia, Gibraltar - to kraje, które także grają w tych rozgrywkach. I jeszcze jedna istotna kwestia odnośnie prestiżu naszej ligowej piłki. Niewiele zmienia się w kwestii piłkarzy, którzy są do niej ściągani. Jeśli trafia tu jakiś Portugalczyk, czy Hiszpan, to tylko dlatego, że nie ma on szansy trafić do FC Porto, Benfiki czy Sportingu. A często się zdarza, że tacy piłkarze stają się gwiazdami na boiskach Ekstraklasy. Logiczne więc, że czołowe kluby Portugalii, nie wspominając o tych z silniejszych lig nie wykazują większego zainteresowania Polakami. A jeśli już, to 10 mln euro musimy uznawać za transferową sensację.
Być może, gdy Oskar Pietuszewski w FC Porto, czy Jan Ziółkowski w AS Romie udowodnią, że są na podobnym poziomie niż ich drożsi koledzy z drużyny, kolejny polski zawodnik będzie wyceniany wyżej.
Skoro mowa o kolegach z drużyny, to dobrze dla młodzieżowego reprezentanta Polski, że znajdzie się pod skrzydłami rodaków: Jana Bednarka i Jakuba Kiwiora. Ale myślę, że szacunek do Polaków jest w tym klubie ogromny od lat. Zaczęło się wszystko w latach 80-tych ubiegłego wieku od Józefa Młynarczyka. Kilka lat temu na Mistrzostwa Świata Dzieci z Domów Dziecka przyjechał słynny Portugalczyk Paulo Futre. W trakcie rozmowy wspomniałem naszego bramkarza. Gdy Paulo usłyszał imię Józef natychmiast się ożywił, zaświeciły mu się oczy i zaczął o niego dopytywać. Wyciągnąłem więc telefon, wybrałem numer do Józefa Młynarczyka i przekazałem go Futre. Ta rozmowa sprawiła Portugalczykowi wiele radości i był niezmiernie wzruszony tym, że mogli się usłyszeć. To pokazuje, że sympatia do Polaków w Porto jest duża, zwłaszcza, że wciąż jest kultywowana, bo przecież potem mieliśmy w Porto kolejnych zawodników, między innymi Grzegorza Mielcarskiego i Andrzeja Woźniaka, a teraz mamy trójkę.
Czy w przypadku Oskara Pietuszewskiego nie jest za wcześnie na przenosiny do Portugalii? Wszystko zależy jak potoczą się jego losy w najbliższych tygodniach. Generalnie uważam, że najlepszy czas na wyjazd do zagranicznego klubu zawodnik ma około 20 roku życia, gdy ma już za sobą przynajmniej dwa sezony w czołowym polskim klubie i występy w europejskich pucharach. Ale to moja osobista opinia, nie musi dotyczyć wszystkich. Jeśli Oskar zacznie szybko dostawać szanse na grę w pierwszej drużynie i je wykorzysta, to odpowiedź jest oczywista i moja teoria zostanie tylko teorią. Jeśli jednak zostanie wypożyczony, to wtedy uznam, że lepiej było zostać jeszcze chwilę w Białymstoku i poczekać na debiut w pierwszej reprezentacji.














