Przemysław Langier (Interia Sport): Jakie nastroje panują dziś w Widzewie?
Mindaugas Nikolicius (dyrektor sportowy Widzewa Łódź): Bardzo dobre. Udało się sprowadzić wielu jakościowych zawodników, którzy teraz potrzebują tylko nieco czasu, by wkomponować się w zespół. Ci, którzy z nami zostali po poprzednim sezonie, też prezentują się bardzo dobrze. Jesteśmy usatysfakcjonowani z roboty, którą udało się do tej pory wykonać. Oczywiście to nie koniec - cały czas rozglądamy się za nowymi opcjami i dopiero wtedy powiem, że czujemy się kompletni.
Na oko sporo da się jeszcze poprawić.
Zdecydowanie, ale na tym etapie to normalne. Jeśli mam ocenić początek tego projektu - ocenię go bardzo pozytywnie. Natomiast ulepszanie go to proces. Zwłaszcza gdy znaleźliśmy się w sytuacji, gdy połowę drużyny stanowią piłkarze z poprzedniego sezonu, a drugą połowę nowi. Trzeba znaleźć odpowiedni klej, by to wszystko do siebie przymocować. Pewnie nie ma lepszego kleju od wygrywania, bo jeśli będziemy zwyciężać, wszystko pójdzie łatwiej. Natomiast to, co mogę już teraz powiedzieć - wszyscy piłkarze, których sprowadziliśmy, są niesamowicie ambitni w dążeniu do tego, by indywidualnie stać się czołowymi zawodnikami w Ekstraklasie. A na takiej ambicji zawsze korzysta drużyna. Mamy wielu młodych piłkarzy, których cechuje głód. Czasem przełoży się to na sukces, czasem na taki mecz, jak w Białymstoku, ale z niego też można wyciągnąć lekcję. Mam wrażenie, że w przyszłości będziemy w stanie uniknąć takiego scenariusza.
Na pewno analizowaliście końcówkę meczu z Jagiellonią. Co tam się właściwie stało?
Nic, czego nie znałaby piłka nożna. Wszyscy mówią, że piłka to gra błędów i dokładnie to się wydarzyło przed tygodniem. Można to nieco rozszerzyć - może faktycznie mentalnie nie dociągnęliśmy tamtego spotkania do końca. Niektórzy zawodnicy nie podejmowali optymalnych decyzji. Inna sprawa, że Jagiellonia to po prostu dobry zespół. Pamiętam, że gdy przyszedłem do Widzewa, graliśmy przeciwko niej jeden z pierwszych meczów. Przegraliśmy 0:1, będąc optycznie dużo lepszą drużyną. Oni w tamtym meczu pokazali, że czasem trzeba pocierpieć i wtedy zrobili to lepiej niż my ostatnio. Gdy mecz zbliża się do końca, ważniejsze są cechy drużyny jako grupy, a nie te indywidualne. Na przyszłość musimy być sprytniejsi. Z perspektywy tygodnia odbieramy to jako pozytywną lekcję, która nie może się powtórzyć.
Drużyna bardzo mocno przeżyła ostatni weekend, czy potraktowała to jak porażkę, która po prostu zawsze może się w piłce zdarzyć?
Nie było to łatwe, ale cieszy mnie to, że - mimo iż oczywiście wszystko poddaliśmy analizie i wiemy, gdzie zostały popełnione błędy - nikt nikogo nie obwiniał. To pokazuje dużą dojrzałość, bo pracujemy w grupie, która musi ze sobą spędzić najbliższe dziesięć miesięcy. Najlepszym lekarstwem jest następny mecz. Jutro gramy przeciwko GKS-owi Katowice i jestem przekonany, że będzie to kawał widowiska.
Wcześniej wspominał pan o procesie. Ile czasu musi upłynąć, by całkiem nowa drużyna Widzewa zaczęła grać na poziomie czołówki polskiej ligi?
Naszym podstawowym celem na ten sezon jest bycie konkurencyjnym dla całej ligi. Nie chcemy, by ktoś spojrzał w terminarz, zobaczył Widzew, i powiedział, że to mecz, jak każdy inny. Mamy być zespołem, który będzie gotowy "krwawić" na boisku. Istnieje coś takiego, jak "widzewski charakter" - i to chcemy zbudować. Jagiellonia pokazała, że jest tutaj jeszcze trochę do zrobienia, ale - no właśnie - to jest proces. Natomiast odpowiadając wprost na pytanie, myślę, że potrzebujemy 10-15 meczów, by wskoczyć na odpowiedni poziom, by zyskać pewną rozpoznawalność, jeśli chodzi o styl, jakim chcemy grać. A na co się to przełoży? Zobaczymy, bo pewnych rzeczy, jak kontuzji, spadku formy, tego, co wydarzy się u rywali, nie da się dziś przewidzieć. Natomiast nie ukrywam, że bardzo liczę na to, iż bycie konkurencyjnym dla każdej drużyny w lidze przełoży się na grę w europejskich pucharach w następne lato.
Dokonaliście wielu transferów, ale mam wrażenie, że kibice najwięcej obiecywali sobie po trzech - Mariuszu Fornalczyku, Samuelu Akere i Lindonie Selahim. Jak oceni pan ich początek w klubie?
Za wcześnie na takie oceny. Mamy za sobą dopiero dwa mecze i jakiekolwiek indywidualne oceny mogą być potraktowane jako niesprawiedliwość ze strony innych zawodników - weźmy choćby za przykład Sebastiana Bergiera, który strzelił ostatnio dwa gole i jest aktualnie naszym napastnikiem numer jeden.
Forma Sebastiana Bergiera sprawia, że inaczej patrzycie na sprowadzenie bardzo mocnego napastnika do klubu?
Nie. Forma Sebastiana cieszy, ale czymś normalnym jest sprowadzenie kogoś, kto podniesie rywalizację jeszcze wyżej. Natomiast powiem inaczej - jego dyspozycja daje mi czas. Nie muszę działać w pośpiechu i natychmiast kogoś kontraktować, bo jesteśmy w pilnej potrzebie. Takie coś byłoby proszeniem się o pomyłkę, a dzięki Sebastianowi możemy jej uniknąć. Generalnie sprowadzenie napastnika jest bardzo trudnym zadaniem. Ceny są bardzo wysokie i zależne od rynku, na jakim się szuka, ale nawet patrząc, ile inne kluby Ekstraklasy zapłaciły za swoich napastników, mamy pewien obraz.
Wróciłbym jeszcze do Mariusza Fornalczyka. Nie ma pan wrażenia, że zbyt mocno próbuje udowodnić, że jest wart 1,5 mln euro, a "zbyt mocno" nie przekłada się na coś pozytywnego?
Przede wszystkim mam Mariusza za bardzo szczerą i pokorną osobę. Oczywiście, że przychodząc tutaj, chciał coś udowodnić, ale nie wiązałbym tego z transferem i jego wartością, tylko jego osobistą ambicją - on po prostu chce być znaczącą postacią nie tylko dla Widzewa, ale dla całej Ekstraklasy. On nie chce udowodnić, że był wart 1,5 mln euro, tylko że może być wart 15. Jednocześnie Mariusz stał się bohaterem dużej transakcji wewnątrz ligi, co sprawiło, że wszystkie reflektory kieruje się na niego. Czasem wydaje mi się, że sam nakłada na siebie zbyt dużą presję, zawsze chce się wyróżnić. A piłka to przede wszystkim sport drużynowy, nawet jeśli wybijają się z niego jednostki. Z naszej strony bardzo go wspieramy, staramy się zdejmować tę presję. Jestem przekonany, że będzie się stawać coraz lepszym zawodnikiem. Widzieliśmy to po części już w meczu z Jagiellonią. Obiektywnie mówiąc, pierwsza połowa mu nie wyszła, ale w drugiej był jednym z naszych najlepszych piłkarzy. Wykreował akcję bramkową, doskonale poradził sobie z presją po gorszej grze wcześniej. Dla mnie to był bardzo pozytywny sygnał.
Kibice nie darowaliby mi, gdybym nie spytał, kiedy następne transfery.
Z tym jest trochę tak, jak w przypadku sprowadzenia napastnika. Drużyna wygląda na mocną, co daje mi czas, by podjąć dobre decyzje. Gdybym sprowadził kogoś, do kogo nie miałbym przekonania, później - jak to bywa w tym sporcie - obwiniono by dyrektora sportowego. Aktualnie sprowadziliśmy dziesięciu piłkarzy, więc podpisując ostatnich trzech, musimy działać mądrze. To nie jest kwestia zatrudnienia zawodnika na odpowiednią pozycję. To jest kwestia zatrudnienia takiego, który idealnie wpisuje się w zadania, jakich na tej pozycji od niego oczekujemy. Poza tym, gdy rozmawiamy z jakimś piłkarzem, szczególnie zagranicznym, od razu mówimy jedno zdanie: nie przychodź do Widzewa, jeśli nie będziesz w stanie z siebie dać 100 proc. Nie ma nic gorszego od bycia przeciętnym. Wielu z nich w ogóle nie słyszało o Widzewie, co jest normalne, i tu jest do wykonania masa pracy, by przedstawić im nasz klub jako śpiącego giganta, którego trzeba obudzić. Dlatego mam mnóstwo szacunku do zawodników, którzy do nas przyszli i którzy z nami zostali, bo uwierzyli w nasz projekt.
Co z przyszłością Juliana Shehu?
Cały czas jesteśmy w trakcie rozmów. Mam nadzieję, że w sierpniu podpiszemy nowy kontakt - taki jest mój plan.
Na koniec spytam o krążące plotki. Stelios Andreou z Charleroi - jaka jest szansa, że on wkrótce trafi do Widzewa?
Jest jednym z kandydatów na pozycję środkowego obrońcy. Uważam, że to świetny zawodnik. Pasuje do nas pod każdym względem - sportowo, mentalnie. Nie jest łatwo go sprowadzić, bo to dobrze znany zawodnik. Jeśli będzie okazja go sprowadzić, spróbujemy to zrobić, ale trzeba pamiętać, że kluby z większych lig wciąż szukają piłkarzy. Mam nadzieję, że w ciągu najbliższych trzech tygodni my też sprowadzimy nowych zawodników.














