Dwie szanse Piasta, za moment dwie bramki. Test Lecha przed Ligą Konferencji
Lech Poznań grał z Piastem Gliwice już po raz trzeci w tym sezonie - dwa pierwsze starcia odbyły się na Śląsku, najpierw w Pucharze Polski, później w Ekstraklasie. I bilans był na remis, przy czym niespełna dwa tygodnie temu wygrali Gliwiczanie. To oni mogli trafić Lecha, pozbawionego Mikaela Ishaka, jako pierwsi. I to dwukrotnie. A skoro nie trafili, to sami otrzymali ciosy, najpierw jeden, za chwilę drugi. W odstępie 153 sekund. Aż do połowy lutego mistrz Polski musiał czekać na mecz ligowy na swoim stadionie, w którym zdołał nie stracić bramki.

Dwanaście dni temu oba te zespoły mierzyły się w Gliwicach - w zaległym spotkaniu jeszcze z letnich wakacji w poprzednim roku. Wtedy mistrz Polski zawnioskował o przełożenie spotkania, bo miał napięty program spotkań w europejskich pucharach. Teraz z kolei szykuje się do dwumeczu o 1/8 finału - już w czwartek "Kolejorz" zagra w Finlandii. Mecz z Piastem był więc sprawdzianem, ale także i okazją do potwierdzenia, że delikatny kryzys ze startu rundy jest już za ekipą Nielsa Frederiksena.
W tym zaległym meczu na Górnym Śląsku to bowiem gliwiczanie byli nieznacznie lepsi - triumfowali 1:0. Lech marnował sytuacje na potęgę, a Piast skarcił go w samej końcówce, głową Andreasa Katsantonisa. I to była już druga przegrana "Kolejorza", który miał bronić tytułu, a tymczasem zaczął sporo tracić do czołówki.
Inaczej jest z Piastem - fatalny początek sezonu przełożył się na to, że gliwiczanie zamykali tabelę. I nie byli w stanie tego zmienić. Zmianę przyniosła osoba nowego trenera - Daniela Myśliwca. Końcówka roku była już w wykonaniu gliwiczan imponująca, wiele dały dwa zwycięstwa z Legią. A i początek tego roku, sześć punktów w trzech spotkaniach - też jest niczego sobie.

I gdyby Piast wygrał w niedzielę w Poznaniu, a przecież mógł świetnie zacząć to spotkanie, zdołałby... zrównać się punktami z Lechem. A właściwie wyprzedziłby mistrza Polski, patrząc na bilans bezpośrednich starć.
Ekstraklasa - 21. kolejka. Lech Poznań kontra Piast Gliwice przy Bułgarskiej. Kluczowy pierwszy kwadrans
I Piach powinien prowadzić. W 8. minucie gliwiczanie mieli rzut rożny, Jorge Felix wygrał pojedynek w powietrzu, zmylił obrońców. A Jakub Czerwiński zdołał przyłożyć nogę do piłki przed Filipem Jagiełło. Bartosz Mrozek tylko patrzył, czy piłka wpadnie do bramki, czy minie słupek z drugiej strony. Minęła od zewnątrz.
A jakby tego było mało, kolejna akcja Piasta znów pokazała, jak niedoskonała jest w tym sezonie defensywa "Kolejorza". Robert Gumny o ułamek sekundy wyprzedził Felixa, który już składał się do strzału do niemal pustej bramki.

Lech zareagował na te sytuacje jak wytrawny bokser. Niby trochę poobijany, ale przecież nawet nie został wyliczony.
Za to ze wyprowadził uderzenia kontrujące - najpierw jedno, a później drugie. Kończyła się 10. minuta, gdy Grzegorz Tomasiewicz źle odgrywał piłkę w obronie, a Ali Gholizadeh z tego skorzystał. Świetnym balansem oszukał Czerwińskiego, a później technicznym uderzeniem pokonał Frantiska Placha.
Irańczyk za moment znów triumfował, choć tym razem zaliczył "tylko" asystę. Za to piękną, w pełnym biegu, po akcji skrzydłem. Odegrał do Pabla Rodrigueza, na 18. metr. Hiszpan ma może problemy z wykańczaniem akcji z bliska, ale z daleka za to trafił przepięknie. Minęły 153 sekundy od tamtego gola, Lech prowadził już 2:0.
I do końca pierwszej połowy już się specjalnie nie wysilał, a Piast z kolei sprawiał wrażenie, jakby nie posiadał planu B.
Zespół z Gliwic musiał więc po przerwie atakować, ale też i robić to mądrze, by nie nadziać się na kontry Lecha. Poznaniacy nie zamierzali forsować tempa, raczej starali się dość daleko od swojej bramki przerywać akcje gości. A ci nie mieli może jakichś wielkich szans, ale potrafili poprawić statystykę strzałów. A to Patryk Dziczek uderzył z wolnego nad poprzeczką, a to Mrozek obronił uderzenie Jakuba Lewickiego z ostrego kąta, a to Milić popisał się kluczową interwencją.

Frederiksen miał jednak świetnych zawodników na rezerwie, więc zaczął ich wprowadzać. A zaraz po wejściu Patrik Walemark obsłużył Yannicka Agnero, ale strzał Iworyjczyka obronił Plach. To jednak i tak nic w porównaniu do późniejszej sytuacji, gdy napastnikowi wyłożył piłkę Luis Palma. Agnero uderzył z trzech metrów, ale jakoś akrobatycznie. I bramkarz obronił, podobnie jak sytuacyjną dobitkę piętą.
A później podobną szansę zmarnował Robert Gumny, wściekły Frederiksen kopnął reklamę przy swoim boksie.
Większego znaczenia to jednak nie miało, kontry Lecha i tak już do końca były groźniejsze niż ataki pozycyjne Piasta. Skończyło się jednak na 3:0, tuż przed końcem trafił w końcu Agnero.
To był wyjątkowy mecz dla Poznaniaków. Po raz pierwszy w tym sezonie ligowym nie stracili bowiem bramki przy Bułgarskiej - w jedenastej próbie.
A to sprawia, że Lech traci do prowadzącej Jagiellonii już tylko cztery punkty.
Dokładny zapis relacji "na żywo" z meczu Lecha Poznań z Piastem Gliwice można znaleźć tutaj.













