Dwa anulowane gole i wymiana ciosów. Lech uniknął klęski niemal w ostatniej chwili
Po starciach w Lublinie oraz Katowicach sobotnie emocje związane z rozgrywkami PKO BP Ekstraklasy zawiodły sympatyków futbolu do Poznania, gdzie Lech podjął drużynę Korony Kielce. W spotkaniu tym ostatecznie padł remis 1:1, choć futbolówka lądowała w siatce łącznie... cztery razy. Emocji nie zabrakło aż do końcowego gwizdka - i ostatecznie można tu mówić o pewnej niespodziance.

Sobotnia odsłona piątej kolejki PKO BP Ekstraklasy rozpoczęła się mało widowiskowo - bo od bezbramkowego remisu Motoru Lublin z Piastem Gliwice, a najbardziej elektryzującym momentem tego starcia był ten, w którym arbiter wyjął z kieszeni czerwoną kartkę.
Potem worek z bramkami pękł w końcu w Katowicach, gdzie GKS ograł 4:1 Arkę Gdynia. Na futbolowy deser pozostało tymczasem współzawodnictwo Lecha Poznań z Koroną Kielce, rozpoczęte dokładnie o godz. 20.15.
Lech Poznań - Korona Kielce: Przebieg i wynik meczu
Inicjatywa od samego początku była po stronie Lecha - to podopieczni Nielsa Frederiksena naciskali od pierwszego gwizdka na rywali, z lepszym lub gorszym skutkiem. Swoje szanse w pierwszym kwadransie mieli Pereira czy Skrzypczak, ale absolutnie najbardziej obiecujący był strzał Palmy, który trafił tuż nad poprzeczkę bramki Dziekońskiego.
"Koroniarze" raz na jakiś czas mimo wszystko decydowali się na ripostę - tak było np. w 19. minucie, kiedy obiecujący strzał głową wykonał Antonin. Kibice gości jednak poderwali się na dobre z siedzeń dopiero w 22. minucie, kiedy to do siatki trafił Długosz - jak jednak pokazała analiza VAR był on wcześniej na pozycji spalonej, więc do zmiany rezultatu ostatecznie nie doszło.
Długosz kilka minut później próbował jeszcze uderzać z dystansu, ale futbolówka trafiła tuż obok słupka bramki strzeżonej przez Mrozka. Golkiper Lecha jeszcze przed przerwą przeżył bez dwóch zdań chwilę niepewności po minimalnie niecelnym uderzeniu Nono, a jego odpowiednik w ekipie gości, Dziekoński, został z kolei przetestowany przez Lismana.
Ostatecznie do przerwy wciąż było 0:0, za to po zmianie stron od razu zrobiło się naprawdę ciekawie. Najpierw Remacle trafił w boczną siatkę, a następnie, w 47. minucie, na listę strzelców wpisał się Palma, aczkolwiek... arbiter znów anulował gola, tym razem wskazując na zagranie ręką po konsultacji z zespołem VAR.
"Kolejorz" próbował jeszcze potem przełamywać kilkukrotnie swoją niemoc, ale bramka Dziekońskiego była niczym zaklęta. Ostatecznie, w 64. minucie, to zespół z Kielc w końcu wyszedł na prowadzenie - Skrzypczak popełnił poważny błąd, a futbolówkę przejął Błanik, który po udanym rajdzie w końcu trafił do siatki. Tym razem sędzia nie miał zastrzeżeń.
Następne minuty upływały pod znakiem gorączkowych prób Lecha dotyczących wyrównania. Gdy wydawało się, że nadzieja gospodarzy już powoli gaśnie, nadszedł moment na błysk ze strony Ishaka - ten dośrodkował wprost na Palmę, który zdobył gola z główki przy niezbyt dobrej interwencji Mrozka - było 1:1.
Ostatecznie rezultat już się nie zmienił - Lech podzielił się punktami z Koroną, co można uznać za pewną niespodziankę.
PKO BP Ekstraklasa. Z kim zagrają Lech i Korona w następnej kolejce?
Korona Kielce w następnej ekstraklasowej kolejce zagra z Motorem Lublin - do meczu tego dojdzie dokładnie 23 sierpnia o godz. 17.30. Lech Poznań z kolei miał pierwotnie zmierzyć się tego samego dnia z Rakowem Częstochowa, ale... spotkanie to zostało przeniesione w związku z występami obu ekip w kwalifikacjach europejskich pucharów.












