Dramat w meczu Ekstraklasy. Potem pięć goli. Wielkie widowisko w Katowicach
W piątkowy wieczór rozpoczęła się 29. kolejka Ekstraklasy. O godz. 18:00 w Katowicach zmierzyły się drużyny GKS-u i Motoru Lublin. Kilkanaście minut po starcie meczu byliśmy świadkami przykrego incydentu. Na noszach z powodu kontuzji wyniesiony został Ivan Brkić. Chwilę później gospodarze wyszli na prowadzenie. Ostatecznie w stolicy Śląska triumfowali 3:2.

Sezon Ekstraklasy 2025/2026 powoli dobiega końca. Na start 29. serii gier Motor Lublin przyjechał do Katowic na starcie z GKS-em. Obie ekipy sąsiadują ze sobą w tabeli. Przed rozpoczęciem spotkania pierwsza z nich zajmowała ósme, a druga siódme miejsce.
Biorąc pod uwagę ścisk tabeli, GKS i Motor mogą marzyć o awansie do europejskich pucharów, ale jednocześnie muszą patrzeć za siebie, aby za bardzo nie zbliżyć się do strefy spadkowej. Spotkanie zespołów Rafała Góraka i Mateusza Stolarskiego ruszyło równo o godz. 18:00.
Tak Motor zagrał w Katowicach. Trzy bramki gospodarzy
W pierwszych fazach spotkania to gospodarze prezentowali się zdecydowanie lepiej. Przed doskonałymi okazjami na objęcie prowadzenia stawali Eman Markovic oraz Bartosz Nowak. W okolicach 17. minuty w pole karne gości wpadł Ilja Szkurin.
Białorusin mógł strzelać na bramkę, ale zamiast tego ewidentnie szukał rzutu karnego, co dostrzegł sędzia Tomasz Marciniak, który natychmiast kazał wstać napastnikowi GKS-u. W całej sytuacji ucierpiał golkiper Motoru - Ivan Brkić. Chorwat podczas próby zatrzymania Szkurina - do spółki z jednym ze stoperów - został staranowany.
Na tyle mocno, że interweniować musieli medycy. Po kilku minutach Brkić został wyniesiony z boiska na noszach. Pierwsze diagnozy mówią o złamanych żebrach. Na placu gry pojawił się nowy bramkarz - Gasper Tratnik, który chwilę później musiał wyciągać piłkę z siatki.
Autorem gola był wspomniany Markovic. Piłka spadła pod nogi Norwega po rzucie rożnym. Nie miał zamiaru jej przyjmować. Kropnął na dalszy słupek, wyprowadzając Katowiczan na prowadzenie. Zaledwie sześć minut później klub z Lublina doprowadził do wyrównania. Wszystko dzięki Karolowi Czubakowi, który przy pomocy głowy wykończył mięciutkie dośrodkowanie Bradly'a van Hoevena.
Nie był to ostatni gol w pierwszej połowie, ponieważ łącznie było ich aż... cztery! Na przerwę gospodarze schodzili, prowadząc aż 3:1. Na listę strzelców wpisali się Bartosz Nowak oraz znów Eman Markovic. Obaj skorzystali ze świetnych w podań w szesnastkę swoich kolegów - Alana Czerwińskiego i Marcina Wasilewskiego. Wcześniej okazję na drugą bramkę dla Motoru miał jeszcze Czubak, ale najlepszy strzelec Ekstraklasy nie zanotował kolejnego trafienia.
Mimo bardzo korzystnego wyniku dla GKS-u poziom spotkania był naprawdę wyrównany. Na początku drugiej części gry Motor nie miał zamiaru odpuszczać rywalizacji. Gola na 2:3 strzelił Bartosz Wolski. 28-latek wykorzystał dezorientacji linii obrony GKS-u.
Goście kolejny raz zawzięcie walczyli o remis. Tym razem przewaga ekipy z Katowic nie była już aż tak widoczna. Oba zespoły kreowały ciekawe akcje blisko bramki rywali, choć z upływem czasu to GKS znów dyktował warunki.
Na przełomie 70. i 80. minuty w polu karnym gości zrobił się już prawdziwy kocioł. Próbowali m.in. Arkadiusz Jędrych i Adam Zrelak. Na tablicy świetlnej nadal utrzymywał się wynik 3:2 dla GKS-u Katowice. I takim rezultatem zakończyło się piątkowe spotkanie. W ostatnich sekundach po drugiej żółtej kartce boisko opuścił Karol Czubak.
Dodatkowe trzy punkty sprawiły, że zespół Rafała Góraka wskoczył na piątą pozycję w tabeli. GKS Przerwał serię siedmiu meczów bez porażki Motoru Lublin.













