Drągowski jak mur, Wiśniewski jak skała, ale Widzew wciąż w strefie spadkowej
Broniący się przed spadkiem Widzew nie wykorzystał atutu własnego boiska i tylko bezbramkowo zremisował z Górnikiem Zabrze. Najbardziej zadowolony może być trener Jan Urban, bo powołani przez niego do reprezentacji Polski Bartłomiej Drągowski i Przemysław Wiśniewski byli najlepsi na boisku. W ataku łodzianie nie potrafili jednak stworzyć właściwie żadnego zagrożenia.

Widzew wciąż jest w bardzo trudnej sytuacji, choć światełkiem w tunelu są wyniki pod wodzą Aleksanadra Vukovicia. Z Serbem na ławce trenerskiej zespół pokonał Lecha Poznań i zremisował w Gdyni z Arką. Nadal jednak jest w strefie spadkowej, co przy ogromnych nakładach finansowych, wydaje się niewiarygodne.
W Widzewie nie chcą dopuszczać myśli o spadku i nie wierzą, że do tego dojdzie. - Jeśli spadniemy, to będziemy próbowali wrócić jak najszybciej do Ekstraklasy. Świat się nie skończy, ale nie dopuszczam takiej myśli do siebie. Mam nadzieję, że konsekwencja pozwoli nam zdobyć wystarczającą liczbę punktów i skończymy ligę na bezpiecznym miejscu - mówił w Kanale Zero Robert Dobrzycki, właściciel klubu.
Trener Vukovic postawił na tych samych zawodników, co w Gdyni. To też niemal ta sama jedenastka, która grała z Lechem (wymienił tylko bramkarzy). Od początku grali więc m. in. reprezentanci Polski - Bartłomiej Drągowski i Przemysław Wiśniewski.
Od początku inicjatywa należała do gości, ale nie potrafili stworzyć zagrożenia. Łodzianie nie mieli pomysłu, jak przedostać się w pole karne Górnika. Raz szarpnął Emil Kornvig, jednak podał niecelnie. Pierwsza składna akcja Górnika to 21. minuta zakończona celnym strzałem Maksyma Chlania, ale Drągowski bez problemów obronił.
Gospodarze dobrze bronili, ale w ataku nie potrafili nic zdziałać. Nadal wielkim problemem jest brak jakości w ofensywie. W 36. minucie najlepsza okazja Górnika. Chłań przedarł się przez obronę i próbował zaskoczyć strzałem przy bliższym słupku, ale tam był Drągowski.
Po zmianie stron zmiany w grze Widzewa nie było. Nadal to Górnik szybciej biegał, celniej podawał i częściej wygrywał pojedynki. O strzałach, przynajmniej na razie, można było zapomnieć. W obu drużynach dobrze grała obrona, a wśród gospodarzy wyróżniał się Wiśniewski.
W 59. minucie Widzew oddał pierwszy celny strzał, ale raczej trzeba by to zaliczyć jako podanie Jujana Shehu do bramkarza. Gospodarze nawet nie stwarzali pozorów - atakowali czasem tylko trzema zawodnikami. Najważniejsze było nie stracić bramki.
Ożywienie w grę Łodzian wniósł Andi Zeqiri. Szwajcar kilka razy szarpnął, stworzył nawet okazję, ale jej nie wykorzystał. W 79. minucie zza pola karnego niecelnie uderzył Kornvig. Bramki jednak nie padły.














