Reklama

Reklama

Dolha: Istniał tylko jeden zespół

- Wiedziałem, że to najważniejszym mecz tego roku. Mecz o dominację w mieście - powiedział po sobotnich derbach Krakowa Emilian Dolha, bramkarz Wisły.

"Biała Gwiazda" wygrała z Cracovią 3:0 i choć suchy wynik wskazuje, że było to jednostronne widowisko, to goście także mogli pokusić się o strzelenie gola. Mogli, gdyby w bramce Wisły nie stał Rumun.

Reklama

- Po prostu wykonałem swoją pracę. Poza tym miałem też trochę szczęścia, jak w drugiej połowie już przy stanie 3:0, gdy piłka uderzona prze rywala (76. minuta Paweł Szwajdych - przyp. red.) trafiła w zewnętrzną część słupka - powiedział skromnie Dolha.

Jak piłkarz porównałby krakowskie derby do tych rozgrywanych przez niego w Rumunii? - Nie chciałbym być niegrzeczny w stosunku do zawodników z przeciwnej drużyny, ale derby mają pokazać, która drużyna rządzi w mieście, a w sobotę na boisku istniał tylko jeden zespół. Byliśmy lepsi w każdym elemencie piłkarskim. W Rumunii mecze Steauy z Rapidem stoją na wyższym poziomie - powiedział Dolha.

Rumun bronił natomiast swojego vis-a-vis Marcina Cabaja. - To dobry bramkarz. Przy pierwszym golu popełnił, błąd, ale każdemu bramkarzowi się one zdarzają, nawet Oliverowi Kahnowi, który według mnie jest numerem jeden. Poza tym uderzenia Clebera są bardzo niebezpieczne, sam się o tym przekonuje na treningach - stwierdził Rumun.

Dowiedz się więcej na temat: bramkarz | Rumun | mecz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje