Deklasacja w Poznaniu. Magiczne 5 minut, jest nowy lider Ekstraklasy
Lech Poznań wykorzystał potknięcia Zagłębia Lubin i Jagiellonii Białystok, wskakując na fotel lidera po ograniu Bruk-Betu Termaliki Nieciecza 4:1. Goście z Małopolski przeżyli w Poznaniu koszmarne 5 minut w pierwszej połowie, w czasie których stracili trzy bramki. Dzięki temu "Kolejorz" za trzy punkty przewagi nad "Miedziowymi" i "Jagą".

Mecze Zagłębia Lubin oraz Jagiellonii Białystok ułożyły się wręcz idealnie dla Lecha Poznań. "Miedziowi" przegrali 0:1 z Motorem Lublin na wyjeździe, a Jagiellonia uległa 1:2 Wiśle Płock przed właśną publicznością.
To sprawiło, że przed "Kolejorzem" otworzyła się szansa na wskoczenie na fotel lidera Ekstraklasy. W starciu z Termaliką, podopieczni Nielsa Fredriksena byli przecież murowanymi faworytami - Bruk-Bet to czerwona latarnia ligi, która okupuje ostatnie miejsce w ligowej stawce.
Piłka wpadła nawet do bramki w 8. minucie spotkania i kibice w Poznaniu mogli mieć nadzieję, że ich ulubieńcy błyskawicznie objemą prowadzenie, ale sędzia po konsulacji z VAR-em nie mógł uznać bramki.
Dobijający piłkę po obronie bramkarza Patrik Walemark nadepnął na rękę Adrian Chovan, faulując golkipera przyjezdnych.

Kilkanaście minut przed końcem pierwszej połowy, na stadion w Poznaniu i tak nastąpiła eksplozja radości. Leo Bengtsson uderzył z rzutu wolnego, a piłka po tym, jak odbiła się od poprzeczki, przekroczyła całym obwodem linię bramkową i wróciła w pole gry. Po krótkiej konsteracji, arbiter wskazał na środek boiska.
Trzy minuty później, w 36. minucie, Leo Bengtsson znów wpisał się na listę strzelców. Tym razem strzał głową Mikaela Ishaka obronił bramkarza Bruk-Betu, ale wypluł piłkę wprost pod nogi Szweda. Ten miał czas, aby przyjąć i poprawic sobie piłkę, po czym uderzył na długi słupek i podwyższył prowadzenie.
To wciąż nie był koniec, bo zaledwie dwie minuty po drugiej bramce, świetne podanie prostopadłe powędrowało w kierunku Aliego Gholizadeha. Ten wykorzystał fatalny błąd Chovana, który wyszedł poza swoje pole karne, minął golkipera, a później, ze stoickim spokojem minął jeszcze próbującego interweniować Artema Putivtseva, kopiąc do pustej bramki.
Po przerwie piłkarze z Poznania zaczęli pilnować wyniku, ale Bruk-Bet wyczuł, że może tutaj zmniejszyć straty i tak się stało w 65. minucie. Gabriel Isik po otrzymaniu piłki na połowie rywali, postanowił podholować akcję pod bramkę "Kolejorza", a widząc, że nie jest przesadnie atakowany, szybko postanowił samemu sfinalizować akcję. Uderzył płasko w poszukiwaniu dalszego słupka i pokonał bramkarza.
Wynik spotkania na 4:1 ustalił jednak Taofeek Ismaheel, który huknął sprzed pola karnego i zaskoczył bramkarza rywali, który nie był w stanie sparować piłki.
Taki wynik pozwolił Lechowi wskoczyć na pozycję lidera Ekstraklasy, mając 44 punkty po 26. meczach. Zagłębie oraz Jagiellonia, znajdujące się kolejno na 2. i 3. pozycji mają o trzy oczka mniej.












