Dariusz Dziekanowski: Legia ciągle chodzi po linie
Po emocjach, związanych z meczami barażowymi reprezentacji Polski, mocno przybici wróciliśmy do ligowej i pucharowej rzeczywistości. W czwartkowy wieczór mieliśmy niesamowite widowisko w półfinale Pucharu Polski, w którym Raków w rzutach karnych pokonał GKS Katowice. Odkładając sędziowskie kontrowersje, to trzeba przyznać, że było w tym spotkaniu wiele momentów, które podrywały z fotela, czy też krzesła, jeśli ktoś oglądał to widowisko na stadionie. Momenty… No właśnie, takich momentów, nie wspominając o dłuższych chwilach, w naszej klubowej piłce bardzo brakuje. Pojawiła się nowa jakość w ofensywie kadry prowadzonej przez Jana Urbana, ale jest to tylko miła odmiana, od tego, co obserwujemy na co dzień.

W przedmeczowej konferencji trener Legii Warszawa (przed spotkaniem ligowym z Górnikiem Zabrze) Marek Papszun wspomniał jednego z finalistów krajowego Pucharu - Raków. Były trener tej drużyny, dziś prowadzący Legię, trochę żartem, trochę na serio stwierdził, że fajnie by było, gdyby Raków sięgnął po Puchar Polski, bo w ten sposób potencjalnie zwolniłby jedno miejsce dające prawo gry o europejskie puchary. "To byłaby optymalna sytuacja" - stwierdził.
Marek Papszun w Legii jest zazwyczaj powściągliwy jeśli chodzi o maksymalne cele na ten sezon, ale tym razem pozwolił sobie na trochę odważniejszą deklarację: - Najbliższe dwa mecze pokażą o co będziemy grać. Jeśli wygramy, to jeszcze możemy patrzeć zdecydowanie wyżej, bo tabela jest bardzo spłaszczona.
Optymizm jest jak najbardziej wskazany. Mecz z Górnikiem będzie dla niego dziesiątym w roli szkoleniowca Legii, ale patrząc na dotychczasowe dziewięć, to jednak ten optymizm może nieco zgasnąć. 14 punktów zdobytych z 27 możliwych (5 remisów, 3 wygrane 1 porażka), to nie jest wybitny wynik. Legia cały czas chodzi po linie - wygrana może dać chwilę wytchnienia, ale porażka oznacza powrót do strefy spadkowej. Marek Papszun poprawił jeden aspekt w grze - organizację. Po okresie chaosu, dziś drużyna z Łazienkowskiej jest bardziej poukładana, piłkarze więcej biegają, widać większą determinację. To cechy, które w Ekstraklasie pozwalają marzyć o miejscu w czołówce tym drużynom, które nie mają jakiegoś wielkiego potencjału zawodniczego - czy to Wiśle Płock, Zagłębiu Lubin czy Górnikowi, ale po Legii trzeba spodziewać się więcej. Tymczasem wciąż brakuje efektu Marka Papszuna, na który liczyli kibice. Spotkania warszawskiej drużyny ogląda się ciężko, nie ma w grze tej drużyny kreatywności i polotu. Jeśli jednymi z ważniejszych zawodników zespołu znowu stają się Patryk Kun i Kacper Chodyna, to trudno oczekiwać z optymizmem, że Legia wejdzie na wyższy poziom tabeli. Wciąż jest problem z Kacprem Urbańskim, który rzadko ma możliwość pokazania swoich umiejętności. Tacy piłkarze jak on mieli robić różnicę, przyciągać kibiców na trybuny, a nie być tylko tłem zespołu. Losy tego piłkarza są sygnałem dla innych młodych, choćby wychowanków akademii, że nie mają wielkich szans na rozwój.
Legia ciuła punkty, ale jej gra nie porywa nawet momentami, nie widać u piłkarzy radości z gry. Zachowują się, jakby pracowali na taśmie w fabryce - solidnie, uczciwie, ale z poczuciem, że muszą tylko trzymać się schematu, powtarzać te same ruchy i zachowania. Znamienna jest wypowiedź Petra Stojanovicia, który zwierzył się w słoweńskich mediach, że w Legii przeżywa najgorsze chwile w karierze. I trochę się temu nie dziwię, bo boisko piłkarskie, to nie fabryka śrubek - potrzebna jest kreatywność, inicjatywa, polot. Fajne momenty w meczach mają Lech, Jagiellonia i ten pierwiastek nieprzewidywalności w połączeniu z solidnością daje tym drużynom to, że zajmują czołowe miejsca w tabeli.
Marek Papszun mówi, że dwa najbliższe spotkania dadzą odpowiedź w którym kierunku pójdzie jego zespół. Najwyższa pora! Jeśli kibice liczą, że w tej płaskiej tabeli Legia zrobi skok, to jest ostatni moment, by gra ekipy z Łazienkowskiej zaczęła wyglądać lepiej niż tylko przeciętnie.
Dziś odszedł od nas Jacek Magiera - piłkarz, trener, legionista i - przede wszystkim - dobry człowiek. Zawsze zależało mu aby prowadzeni przez niego zawodnicy potrafili walczyć bez kompleksów z najlepszymi. Pokazał, że jest to możliwe, kiedy warszawska drużyna pod jego wodzą zremisowała z Realem Madryt. Pamięć o nim na zawsze pozostanie z nami…











