Czarna seria łodzian trwa już ponad trzy miesiące. Kolejny cios
Kibice ŁKS niestrudzenie śpiewają w klubowym hymnie „Niezwyciężeni, niepokonani", ale piłkarze jakby tego nie słyszeli, bo od 20 sierpnia przegrali aż osiem spotkań. Fani łódzkiego klubu muszą dalej zaklinać rzeczywistość, bo ełkaesiacy ponieśli właśnie kolejną porażkę – tym razem ulegli Zagłębiu Lubin 0:2 po bramkach Bartosza Kopacza i Aleksa Ławniczaka.

ŁKS to dla Stokowca czwarta próba ratowania drużyny przed spadkiem. Udało się z Lechią Gdańsk w sezonie 2027/2018, choć pracę zaczął od trzech porażek. Udało się w Zagłębiu Lubin (2021/2022) i też najpierw przegrał dwa spotkania. Nie powiodło się za to w klubie z Dolnego Śląska w sezonie 2013/2014, ale obejmował zespół na przedostatnim miejscu ze sporą stratą do bezpiecznego miejsca. Przegrał jednak wszystkie cztery spotkania do końca sezonu.
W ŁKS też zaczęło się mocno pod górkę. Trzy mecze pod wodzą Stokowca zespół przegrał i wydawało się, że poniesie czwartą porażkę. Z Piastem Gliwice po 38. minutach było 0:3, ale łodzianie odrobili straty i zremisowali. Być może to światełko w tunelu. Dla szkoleniowca ten mecz był o tyle też ważny, że najdłużej w karierze prowadził właśnie Zagłębie (w 179 spotkaniach).
Stałe fragmenty - najgroźniejsza broń Zagłębia
Choć ŁKS nie wygrał od ponad trzech miesięcy, to także rywale ostatnio nie imponują formą. Nie wygrali od pięciu spotkań, ale dobrze grali na początku sezonu i sytuacja w tabeli jest jeszcze w miarę bezpieczna. I to goście od początku grali lepiej. W dziewiątej minucie po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Adam Marciniak za krótko wybił, nie za dobrze z 16 metrów strzelił Tomasz Pieńko, ale po drodze lot piłki zmienił Bartosz Kopacz i było 0:1.
ŁKS nie rzucił się nerwowo do odrabiania strat, ale raczej spokojnie. Celne strzały Daniego Ramireza i Piotra Janczukowicza nie sprawiły problemów Szymonowi Weirauchowi. Groźniejsze było jednak Zagłębie. Kolejny rzut wolny i tym razem nie było dośrodkowanie, ale strzał i Serhij Buleca trafił w słupek. Dobił jeszcze Kopacz, trafił jednak w obrońcę.
Trener Stokowiec w przerwie zdecydował się na zmianę ustawianie - z czterech obrońców na trzech. I znów to nic nie dało, bo kolejny raz Zagłębie świetnie wykonało stały fragment. Z rzutu wolnego znów dośrodkował Bulestsa, pierwszy strzał Aleksa Ławniczaka Aleksander Bobek zdołał odbić, ale przy dobitce był bezradny.
Zobacz również:
Po chwili powinno być 3:0, ale niepilnowany w polu karnym Pieńko fatalnie spudłował. W końcu ŁKS miał dogodną sytuację - po podaniu wzdłuż bramki od Ramireza Michał Mokrzycki nie zdążył dobrze zamknąć akcji i kopnął obok bramki. Okazję miał Buleca, ale Bobek obronił jego strzał, podobnie jak uderzenie Mateusza Wdowiaka. Bramkarz ŁKS popełnił za chwilę bardzo prosty błąd, Pieńko strzelił w kierunku opuszczonej przez niego bramki, ale udało się zażegnać niebezpieczeństwo.
Choć ŁKS próbował odwrócić losy spotkania, to wciąż groźniej atakowało Zagłębie i coraz mocniej dominowało. Po szybkiej kontrze w jednek akcji Dawid Kurminowski, Buleca i znów Kurminowski. Dwie pierwsze próby obrońcy zablokowali, a za trzecim razem łodzian uratował słupek.
W 84. minucie po strzale Kurminowskiego i interwencji Bobka, piłka leciała do bramki, ale z linii wybił Bartosz Szeliga.











