Reklama

Reklama

Ciosy, które powaliły Roberta Maaskanta

Jeszcze w maju chwytał za serce kibiców, śpiewając z balkonu Sukiennic "Jak długo na Wawelu...", a dziś przy Reymonta zostało po nim zaledwie wspomnienie. Wyleciał z hukiem po trzech przegranych z rzędu meczach. Co spowodowało spadek notowań Roberta Maaskanta?

Odkąd Bogusław Cupiał zainwestował w Wisłę w grudniu 1997 roku, "Biała Gwiazda" jest właściwie jedyną drużyną w Polsce, dla której przez te 14 lat jedynym celem było i wciąż jest mistrzostwo Polski.

W pierwszym sezonie prymatu jeszcze się nie udało wywalczyć, gdyż po rundzie jesiennej strata była zbyt duża (ŁKS został mistrzem Polski). Później Wisła mistrzostwo oddawała już tylko sporadycznie: dwukrotnie Legii (2002 i 2006), Polonii Warszawa (2000), Zagłębiu Lubin (2007) i Lechowi Poznań (2009). Poza tym była i jest suwerenem Ekstraklasy i drugie, trzecie miejsca się dla niej nie liczą.

Reklama

Kibice mają świetną zabawę, ale członkom sztabu trenerskiego i zarządu klubu siwych włosów przybywa w wysokim tempie. Presja jest niesamowita - prezes Cupiał dobrze płaci, ale też wymaga, i tak to się kręci. Z tej karuzeli wypadł nagle Robert Maaskant, który jeszcze w sierpniu był bożyszczem kibiców i śmiało kroczył do Ligi Mistrzów, ale zatrzymał go APOEL Nikozja.

- To zadziwiające, jak w Polsce zbyt pochopnie chce się budować komuś pomnik, a dwa miesiące później tę samą osobę łatwo się miesza z błotem. Również zbyt pochopnie - dziwił się w rozmowie ze swym kolegą po fachu Michałem Probierzem zwolniony właśnie trener "Białej Gwiazdy".

Cios 1: słowa wbrew faktom

Młody, inteligentny, z doskonałą prezencją, dowcipny - to bez wątpienia cechy Roberta Maaskanta. Jednocześnie jednak często występujący wbrew faktom, za co przez wielu odbierany był jako dwulicowy przez tę wadę .

Najświeższy przykład. Konferencja po przegranych derbach z Cracovią 0-1. - "Fakt" napisał, że mamy w szatni złą atmosferę. To wielkie kłamstwo. Nawet wbrew temu, że mamy wiele kontuzji, jesteśmy silni i zjednoczeni jak nigdy dotąd - głosił trener. Kilka minut później, w strefie wywiadów, kapitan jego zespołu, Cezary Wilk, dał dowód tej "dobrej atmosfery" mówiąc: - Dobrze, że teraz następuje przerwa na reprezentację, bo będziemy mogli od siebie odpocząć, a później popracować.

Wcześniejsze wpadki trenera znakomicie prezentuje film sporządzony przez stronę kibiców wislakrakow.com:

- Pomysł oparcia drużyny na zawodnikach doświadczonych, którzy najlepsze lata mają za sobą, nie okazał się być dobry. Owszem, drużyna zdobyła mistrzostwo Polski, ale ostatnio przestała dobrze funkcjonować - powiedział znakomity przed laty napastnik Andrzej Juskowiak.

Cios 2: podzielenie szatni

Robert Maaskant w prowadzeniu zespołu popełnił jeden fundamentalny błąd - doprowadził do podziału szatni przez faworyzowanie jednego piłkarza. Chodzi o jego rodaka Kewa Jaliensa. Gdy podczas treningowej gierki doszło do sprzeczki między Jaliensem a Gordanem Bunozą, Maaskant podszedł do Bośniaka i nakazał mu: - Kew grał na mistrzostwach świata, masz go słuchać.

Także w rozmowach z dziennikarzami często powtarzał: - Kew jest świetny, on dyryguje naszą obroną, potrafi świetnie wprowadzić piłkę do gry, a na dodatek jest mentalnym przywódcą zespołu. To taki mój asystent na murawie.

Problem w tym, że za trenerską rekomendacją nie podążała postawa na boisku zawodnika. Jaliens w obronie popełniał gafy na równi z Osmanem Chaveze, czy Bunozą, a młody, utalentowany wychowanek Wisły - Michał Czekaj, który na piątkę zdał egzamin z debiutu w spotkaniu z Koroną Kielce, mógł tylko bezsilnie spoglądać z ławki rezerwowych.

Tajemnicą poliszynela jest fakt, że po spotkaniu z Legią w szatni Wisły do oczu Jaliensa skoczył kontuzjowany obecnie kapitan Radosław Sobolewski.

Cios 3: Nieprofesjonalne zachowanie

Tuż przed meczem z Podbeskidziem Bielsko-Biała Robert Maaskant spóźnił się na trening, bo załatwiał swoje prywatne sprawy. W Urzędzie Stanu Cywilnego wykłócał się o imiona dla swego syna, którego chciał nazwać: Maas Kaziu Flynn. W USC powiedziano mu, że w Polsce można nadać tylko dwa imiona i nie żadne Kaziu, tylko Kazimierz.

Konferencję prasową przed spotkaniem z Podbeskidziem (przegranym 0-1) pan Robert zaczął zresztą od dygresji na temat idiotyzmów panujących w polskiej biurokracji. Sęk w tym, że sam brzmiał trochę mało wiarygodnie, gdy później rugał piłkarzy o trzyminutowe spóźnienie na zajęcia.

Cios 4: strach przed własnymi kibicami?

Po przegranych derbach pod siedzibą Wisły zjawiło się około 200 zdenerwowanych kibiców. Zażądali spotkania z drużyną i trenerem. Klub wezwał policję, by pilnowała porządku. Przed kibicami odwagę mieli stanąć w pierwszym rzędzie: Cezary Wilk, Radosław Sobolewski (o kulach, z powodu kontuzji), Siergiej Pareiko, Tomasz Jirsak, a nieco dalej reszta zespołu. - Powiedzcie tym kur.. z zagranicy, że jeśli kogokolwiek spotkamy w jakimś nocnym klubie, to nie ręczymy za siebie! Macie grać i pracować w pocie czoła na treningach! Musicie teraz zapier..., żeby zasłużyć na nasz doping - krzyczeli kibice. Chcieli też rozmowy z Robertem Maaskantem, ale ten się wśród nich nie pojawił.

- Dopóki Maaskant będzie trenował Wisłę, nie będziemy prowadzić dopingu - zagrozić mieli kibice.

Wisła ma i tak już ogromne kłopoty z zapełnieniem stadionu, nie może sobie zatem pozwolić na konflikt z własnymi kibicami, jaki miała Legia, czy obecnie przeżywa Lech Poznań.

Pora na hiszpański pomysł?

Na razie zespół powierzono Kazimierzowi Moskalowi. Byłemu legendarnemu kapitanowi Wisły, człowiekowi, który jako trener dojrzewa, a szlifów nabierał nie tylko przy Maaskancie, ale wcześniej u samego Dana Petrescu, który chciał go nawet zabrać w swą piłkarską podróż po świecie. Trudno się jednak spodziewać, by trener Moskal prowadził Wisłę na stałe.

Głównym kandydatem do zastąpienia Roberta Maaskanta jest Manolo Jimenez z Hiszpanii. Człowiek, który prowadził Sevilla FC, a z AEK Ateny zdobył Puchar Grecji. Wisła jest skłonna sprostać jego żądaniom finansowym. Z naszych informacji wynika, że trwa sprawdzanie, czy jest on twardorękim, charyzmatycznym trenerem. - Bogusław Cupiał nie chce już wpuścić do klubu trenera, któremu szatnia będzie się rozłazić w szwach - usłyszeliśmy od znawcy tematu.

- Zgodnie z tym, co powiedział dyrektor sportowy Stan Valckx, do końca sezonu zespół poprowadzi Kazimierz Moskal, a co będzie dalej, postanowimy po ocenie sytuacji - oświadczył rzecznik Adrian Ochalik.

Komentuje dla nas Grzegorz Mielcarski (Ekspert Canal +, felietonista INTERIA.PL):

- Zwolnienie Roberta Maaskanta nastąpiło w dobrym momencie. Następuje przerwa na reprezentację, więc jest czas na to, aby nowy trener zapoznał się z zespołem. Jest tylko jeden warunek, że zarząd do tej zmiany przygotował się już od dawna, a nie szuka zastępcy Holendra dopiero teraz, na gorąco. Dobrze zachowało się Zagłębie Lubin, które w momencie zwalniania Jana Urbana miało już gotowego zastępcę - Hapala. Głównym problemem Wisły Maaskanta był brak stylu i zwycięstw, które były odnoszone dzięki grze zespołowej, a nie przebłyskom gwiazd. Ja przypominam sobie tylko dwa takie mecze - z Liteksem w Krakowie i Lechem w Poznaniu. W pozostałych o zdobyciu trzech punktów decydował przebłysk, pojedyncza akcja Małeckiego, Ilieva czy Meliksona.

Warto zauważyć, że Maaskant z Valckksem zbudowali Wisłę w ten sposób, że teraz poza Małeckim, Meliksonem, Wilkiem czy młodymi Czekajem i Brudem żaden piłkarz nie jest perspektywiczny, nie stanowi dla klubu dobrej inwestycji, na której można coś zarobić. Pareiko, Lamey, Jaliens, Iliev są już po trzydziestce i nikt ich nie będzie chciał kupić. To problem dla klubu.

Zobacz wyniki, terminarz i tabelę T-Mobile Ekstraklasy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje