Cios za cios w szlagierze weekendu. Legia ucieka ze strefy spadkowej
Legia Warszawa zremisowała 1:1 z Rakowem Częstochowa na zamknięcie 26. kolejki Ekstraklasy. Pierwszoplanową postacią spotkania okazał się Jean-Pierre Nsame, który trafił do wyjściowej jedenastki "Wojskowych" pierwszy raz od sierpnia ubiegłego roku. Już w 7. minucie... zaliczył asystę przy bramce gości, ale po przerwie zrehabilitował się, skutecznie egzekwując rzut karny. Walcząca o ligowy byt ekipa z Łazienkowskiej jeszcze raz czmychnęła ze strefy spadkowej.

Twarzą tego spotkania był Marek Papszun. To on wyprowadził częstochowian z futbolowych nizin i zdobył z nimi pierwsze w historii klubu mistrzostwo Polski. Dziś, po nie do końca aksamitnym pożegnaniu z Rakowem, próbuje ratować przed degradacją Legię.
51-letni szkoleniowiec w mijającym tygodniu narzekał na kłopoty zdrowotne. W piątek trafił nawet do szpitala na badania. Pojawiła się informacja, że może nie zasiąść na ławce w trakcie meczu. Dopiero w niedzielne popołudnie powiadomiono, że sytuacja została opanowana.
Szlagier przy Łazienkowskiej na remis. Legia skarcona już w pierwszych minutach
Z pięciu poprzednich potyczek wyjazdowych Raków wygrał tylko jedną. A i tak dopiero po dogrywce. Za burtę Pucharu Polski wyrzucił Avię Świdnik.
Dlaczego zła passa miałaby dobiec końca akurat przy Łazienkowskiej - pytano? Może dlatego, że Legia nie była tutaj tak łatwa do ogrania od zamierzchłych czasów. A ze stolicy komplet punktów w tym sezonie wywoziły już zespoły mniej renomowane niże ten spod Jasnej Góry.
Nie minęło 10 minut, a goście prowadzili 1:0. Po centrze z kornera niefortunną interwencję we własnym polu karnym zaliczył Jean-Pierre Nsame. Odbił piłkę beztrosko piętą, stwarzając doskonałą okazję rywalowi - Lamine Diaby-Fadiga uderzył z najbliższej odległości do pustej bramki.
Dla kameruńskiego napastnika Legii był to pierwszy występ w podstawowym składzie od sierpnia ubiegłego roku. Zerwał wówczas ścięgno Achillesa. Powrót do wyjściowej jedenastki zaznaczył zatem fatalną asystą. Tyle że to nie było jego ostatnie słowo w tym starciu.
Od tego momentu przyjezdni skupili się głównie na spowalnianiu tempa gry i wybijaniu przeciwnika z rytmu. Jeśli piłka szybowała w światło ich bramki, bez zarzutu spisywał się Oliwier Zych.
Na przerwę wicemistrzowie Polski mogli schodzić z dwubramkowym prowadzeniem. Groźny strzał Jonatana Brunesa minimalnie minął jednak spojenie słupka z poprzeczką.
Po zmianie stron Legia konsekwentnie dążyła do odrobienia strat. Efekt osiągnęła dopiero w 71. minucie. Skutecznym egzekutorem rzutu karnego okazał się Nsame.
Chwilę wcześniej strzał Kameruńczyka ręką zablokował Ariel Mosór. Arbiter korzystał z systemu VAR. Decyzja mogła być jednak tylko jedna.
W końcowym kwadransie znów o centymetry pomylił się Brunes. Tym razem trafił w słupek. Norweg okazał się bezapelacyjnie pechowcem tego wieczoru.
Remis sprawił, że Raków nie wrócił na lokatę premiowaną grą w europejskich pucharach. Punkt wystarczył za to warszawianom, by po raz kolejny uciec ze strefy spadkowej. Ale po przerwie na występy drużyn narodowych batalia o przetrwanie zacznie się od początku.













